Weszłam ostatnio do małej księgarni i schowana za stojakiem z kartkami okolicznościowymi wybierałam książki dla mojej biblioteki. Jak na spadek czytelnictwa i wysokie ceny książek, to ruch w sklepie spory, ciągle otwierane i zamykane drzwi wpuszczały zimne powietrze do środka.
Gdy w księgarni zrobiło się bezludnie , a właścicielka zaproponowała mi herbatę, weszła cichutko do sklepu kobiecinka.
Podeszła od razu do lady i ochrypłym głosem, z lekkim zaśpiewem zwróciła się do właścicielki:
- ty dobra pani, ja wróżka, daj rękę kochana, to ja przyszłość przepowiem
Wyjrzałam zza stojaka, bo zaintrygował mnie dialog, a kobiecinka wyglądała wypisz, wymaluj jak cyganka z filmu Brunet wieczorową porą...
No może trochę przesadziłam, ta w sklepie była ładniejsza.
- pani da 10 złoty, pani dobrze z oczu patrzy, ja powróżę...
- ale ja nie jestem zainteresowana!
- a co ci szkodzi , kochana? tylko 10 złoty i ja ci o przyszłości powiem...
- co ma być, to będzie, naprawdę nie skorzystam!
- to daj 10 złoty, ty dzisiaj więcej zarobiłaś, nie żałuj 10 złoty...
- ja mam pani dać 10 zł, bo co?
- pani da 10 złoty, to się nic złego nie stanie...
- no wie pani, to szantaż, ja na ulicy pieniędzy nie zbieram!
Nie wytrzymałam i podeszłam do lady. Cyganka zrobiła w tył zwrot i ruszyła do drzwi, marudząc pod nosem, że nieużyte ludzie w tym mieście i grosza żałują.
Wyobrażacie sobie? Myślałam, że takie postaci i sytuacje to już tylko na filmach, a tu taka niespodzianka.
Gdy obie ochłonęłyśmy, zaczęłyśmy zastanawiać się, czy to aby nie była ukryta kamera?
