Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą księgarnia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 maja 2016

Chybiona przesyłka...

Koniec roku szkolnego to czas kupowania nagród książkowych.
Każda szkoła zainteresowana jest kupnem nagród wartościowych w dobrej cenie.
Wydawnictwa i księgarnie wysyłkowe wyspecjalizowały się w produkowaniu książek na okoliczność. Nie lubię kupować książek w sieci, zwłaszcza z przeznaczeniem na nagrody, bo zdarza się, że oglądamy zachęcającą okładkę, katalog kusi cenami, a w środku między okładkami jeden wielki bubel.
Nachalność firm wysyłkowych też jest porażająca, niektóre wysyłają do szkół swoich przedstawicieli, którzy strzelają focha, gdy oznajmiam, że albo już zakupiłam nagrody, albo nawiązałam współpracę z konkurencją.
Przychodzą też tzw. paczki pokazowe: czyli mam obejrzeć, wybrać i zamówić w dużych ilościach, najlepiej też gdybym całą paczkę zakupiła, ale niektóre książki z owej paczki nie nadają się do niczego, dosłownie! A gdy nawet coś wybiorę i domawiam większą ilość, to czasem słyszę, że nakład wyczerpany i ewentualnie mogą włożyć coś innego lub zdarzają się egzemplarze uszkodzone!
Oczywiście sekretariat nie musi przyjmować takich paczek, ale często jest adres biblioteki lub moje nazwisko, a nikt nie wie, co w takiej paczce być może…
Ostatnio przyszła paczka z nieznanej mi firmy , nawet nie zamierzałam otwierać, ale polecenie… rozumiecie. Po otwarciu okazało się, że większość książek nie nadaje się nie tylko na nagrody, ale nawet dla biblioteki (broszurki, bajki z naklejkami, książki puzzle itp.) Ale kuriozum było dla mnie włożenie do owej przesyłki broszurowych wydań z przykładowymi arkuszami sprawdzianu dla klas szóstych szkoły podstawowej.
Dzwonię więc do firmy i taki oto uskuteczniam dialog:
- Dzień dobry, dzwonię ze szkoły X i pytam kiedy odbierzecie państwo paczkę pokazową, bo mam już dwie i trochę mi zawadzają…
- A kiedy przysłać kuriera?
- Natychmiast, najlepiej jutro, bo muszę ponownie zapakować, a dziś już kończę pracę.
- Dobrze jutro kurier będzie.
_ Super, a niech mi pani powie, czym kierowała się pani, wkładając do paczki broszury z zadaniami na sprawdzian szóstoklasisty, przecież sprawdziany już nie będzie, próbujecie wcisnąć nam broszury po 7 zł, bo nikt ich już nie kupi?
- Jak to sprawdzianu nie będzie?
- Nie ogląda pani telewizji? Sprawdzian był w tym roku ostatni raz.
- Skąd miałam to wiedzieć?
- Współpracując ze szkołami trzeba być na bieżąco.
- To proszę podać mi adres szkoły…
- Wysłała pani nam paczkę, więc chyba miała pani adres?
- Ale musiałabym poszukać…
Westchnęłam tylko i podałam adres szkoły. Szkoda jej było czasu na szukanie adresu, a ile ja straciłam czasu? W dodatku trudno było spakować książki tak, aby zamknąć i zakleić karton, chyba celowo, żeby jednak coś wyjąć i zostawić…

środa, 20 stycznia 2016

Mój koszyk lektur...

Co jakiś czas przeglądam zapowiedzi wydawnicze w księgarniach internetowych, po części z obowiązku, po części z ciekawości, co nowego pojawi się na rynku wydawniczym, bo czasem w czasie wizyty w księgarniach tradycyjnych trudno w dużej ilości książek wyłowić perełki warte przeczytania lub zwyczajnie nie mam na to czasu... Mój wybór jest subiektywny, ale może coś Was zaciekawi, bo ja czytam różne rzeczy, najbardziej lubię gdy z książki mogę się czegoś nowego dowiedzieć, a nawet książki obyczajowe mogą nieść duży ładunek wiedzowy...
Książka odkrywająca tajemnice słynnego dzieła Rembrandta „Lekcja anatomii doktora Tulpa”. Ciekawa podróż uliczkami i kanałami XVII-wiecznego Amsterdamu. Próba odpowiedzi na pytania: Dlaczego Rembrandt z taką determinacją podkreśla godność zmarłego, pozwalając doktorowi Tulpowi dokonać jedynie sekcji przedramienia? Dlaczego na gotowym obrazie domalował Adriaenowi dłoń, którą ucięto mu wiele lat wcześniej? Czy zadecydowała o tym trauma z własnego dzieciństwa? Osobista znajomość zmarłego? A może tajemnicza kobieta nosząca w brzuchu dziecko mordercy?
„ Prowokujący, naturalistyczny obraz medycyny i przesądów Złotego Wieku Niderlandów. Piękna historia miłosna.
Subtelna opowieść o sztuce, miłości i śmierci dla fanów Dziewczyny z Perłą i Szczygła.”
Autorka przybliża czytelnikom nie tylko swoje życie zawodowe, opowiada także o swoim pochodzeniu, początkach miłości do swojego przyszłego męża, narodzinach córek, przyjaźni z księdzem proboszczem czy założeniu fundacji. Stara się być obiektywna, a z kart książki przebija szczerość, brak idealizowania przeciwnie, z jednakową mocą opowiada o swoim strachu, załamaniu, nadziei, złości, bólu, rozpaczy, wierze. Od razu widać, że wszystko, o czym pisze jest autentyczne od początku do końca.
Czy Ewie Błaszczyk udało się zachować nadzieję w sytuacji trudnej do wyobrażenia dla każdego z nas? Czy zachowała wiarę? Czy odnalazła sens cierpienia? Na te pytania odpowiedzieć ma książka „Wejść tam nie można”.
„ Polecić można tę lekturę każdemu, kto myśli, że jego problemy go przerastają i sobie z nimi na pewno nie poradzi. Po przeczytaniu tej książki, zmieni zdanie.”
Autor bada fenomen rozczarowań i trudności ludzkich, które jak udowadnia mogą stać się nieocenionymi lekcjami, niezbędnymi do postawienia kolejnych kroków na drodze rozwoju ludzkiej dobroci, mądrości i odporności wobec zawirowań życiowych.”
Przeszkody życiowe są po prostu faktem , ale mogą przemienić się w najlepsze lekcje, jeśli tylko będziemy chcieli być uważnymi uczniami.. Nie ma znaczenia czy chodzi o rezultat złej decyzji, chęć podjęcia ryzykownego wyzwania czy zwykły pech, autor książki wierzy, że wszystkie nasze doświadczenia niosą ze sobą szansę rozwoju.
Myśl przewodnia „Daru przeciwności” pozostaje w opozycji do powszechnego przekazu społecznego, które zdaje się mówić: „Bądź doskonały, ale broń Boże nie popełniaj błędów.”
Rosenthal ilustruje swoje refleksje serią epizodów zaczerpniętych z własnego życia, doświadczeń pacjentów i kolegów, z praktyki psychiatrycznej, z rozmów ze sławnymi ludźmi.Chce udowodnić, że prawdziwa zmiana emocjonalna jest możliwa tylko po zrozumieniu doznanych rozczarowań, trudności i porażek.

Agresywny awanturnik i prowokator. Żył z pożarem w głowie, nieuchronnie zmierzał ku samozagładzie. Taki polski James Dean. Tajemnica jego przedwczesnej śmierci wiedzie do mrocznych archiwów SB.
Niepoprawny romantyk. Kochał miłością straceńczą. Jego małżeństwo z Anną Dymną było na ustach wszystkich. Była miłością jego życia. Ona do dziś uważa go za życiowego przewodnika.
Genialny i wszechstronny. Trwonił talenty, gardził sławą. Stworzył Piwnicę pod Baranami. Dziś pozostaje legendą, niezapomnianym twórcą piosenki Czarne anioły i skeczu Na przykład Majewski.
Wiesław Dymny przeszedł do historii, ale on tu jeszcze wróci!
Właściwy rozwój ginekologii przypada na wiek XIX i XX, gdy wprowadzono nowoczesne, jak na ówczesne czasy, metody diagnostyczne i operacyjne. Zanim to nastąpiło – trwał horror.
Ginekolodzy, czy jak ich nazywano „damscy rzeźnicy”, prześcigali się w wykonywaniu zabiegów, które tylko pozornie przynosiły poprawę, a pokazowe operacje chirurgiczne i sprawne posługiwanie się skalpelem bardziej służyły sławie medyków niż zdrowiu pacjentek, które zbyt często kończyły na cmentarzu. Konserwatyści wołali, że kobieta ma rodzić w bólu, bo tak napisano w Biblii. I że badanie powinno być przyzwoite, więc lekarz nie mógł złamać tabu i zobaczyć nagiej pacjentki. Prekursorom nowoczesnej diagnostyki nie było łatwo. Gdy pojawiali się lekarze chcący ulżyć chorym kobietom, stawali się tematem kpin, tracili prawo wykonywania zawodu, a nawet trafiali przed sąd. Innych chciano wieszać.
Autor w tej książce po raz pierwszy wystąpił przeciwko lekarzom. Nie szczędzi gorzkich słów tym, którzy nauki Kościoła, nierzadko stojące w sprzeczności z medycyną i zdrowym rozsądkiem, przedkładali nad dobro pacjentek. „Ginekolodzy będą książką prowokacyjną. Opowiada ona o brutalności wielu lekarzy, ich wrogości do kobiet, kulcie macicy, któremu się oddawali, nawet jeśli kobieta musiała umrzeć z tego powodu”.
Jednocześnie Jürgen Thorwald pisze o tych, którzy wbrew przeciwnościom uśmierzali ból porodowy, leczyli przetoki i nowotwory, o tych, którzy zmniejszali śmiertelność rodzących, wymyślili cesarskie cięcie i badanie cytologiczne, którzy uczyli się anatomii na sztucznych miednicach i macicach, i o tych, którym zawdzięczamy dziś pojawienie się całej gamy środków antykoncepcyjnych. Przedstawia fascynującą opowieść o historii medycyny. Opisuje rozwój metod badań i narzędzi chirurgicznych, niejednokrotnie przełamuje wstydliwe tabu i odkrywa pilnie strzeżone tajemnice. lekarze. Thorwald pisze barwnie i intrygująco, za jego sprawą historia medycyny opisana jest w sposób przystępny i zrozumiały dla laika, a narracja momentami przypomina powieść sensacyjną.

Jak poradzić sobie z chorobami i umieraniem w rodzinie, jak pomóc najbliższym, gdzie odnaleźć siłę do towarzyszenia najbliższym w nieuleczalnej chorobie?
"Czuwałam przy uchylonym oknie" to opowieść o dwóch mężczyznach, ojcu i synu, których choroba zaskoczyła w najmniej spodziewanym momencie. Ale to także historia kobiety, która była przy nich obu w najcięższych chwilach, towarzyszyła im, gdy gasło ich życie. Osieroconej matki, która choć nigdy nie zapomniała, znalazła swoje miejsce na ziemi. Wdowy, która nie straciła wiary ani nadziei.
Jak pisze: "kiedy Bóg zamyka drzwi, to zawsze zostawia uchylone okno". Ona odnalazła to okienko i mimo wszystko czerpie radość z życia i wspomnień.
Byłe zakonnice nikomu nie opowiadają o swoim życiu. Nie występują w telewizji. Powiedzieć złe słowo na zakon, to stanąć samotnie przeciw Kościołowi. Nie mówią znajomym ani rodzinie, bo ludzie nic nie rozumieją. Dla ludzi świat jest prosty: odeszła, bo na pewno w jakimś księdzu się zakochała. W ciążę z biskupem zaszła. Jak one tam bez chłopa wytrzymują? Chyba w czystości nie żyją? Byłe zakonnice nie mogą uwierzyć: O czym oni mówią? Jaki biskup? W zakonie walczy się o przetrwanie. Jaki ksiądz? Tam szuka się dawno zgubionego sensu. Jak wytłumaczyć, że chodzi o coś zupełnie innego? W książce znajdziecie odpowiedzi.”

Oj, trochę tego wyszło, wybaczcie więc długość wpisu. Zaglądałam w swoich poszukiwaniach głównie do Matrasa i Empiku oraz na stronę lubimyczytac.pl


poniedziałek, 4 stycznia 2016

Ile książek tylu czytelników...

Obserwuję na wielu blogach podejmowanie wyzwań czytelniczych, najczęściej są to 52 książki w roku, tyle ile tygodni. No cóż, ja takiego wyzwania nie podejmę z kilku powodów, głównie dla zachowania przyjemności z czytania, która to przyjemność wyklucza w moim przypadku podejście ilościowo-czasowe.
Ale podziwiam wszystkich, którzy takowe wyzwania podejmują, w końcu każdy czyta w innym tempie i inne wartości przedkłada w czynności czytania. W swojej pracy oraz w trakcie innych sytuacji poczyniłam pewne obserwacje dotyczące czytelników. Nie będzie to jakiś super psychologiczny wykład na temat czytania, jedynie luźne refleksje...
Rodzaje czytelników:
zakupoholik - nie wypożycza książek, wszystko, co czyta kupuje w księgarni, bo lubi książki nowe, pachnące, nieużywane. Swoje lektury musi mieć na własność, odstępstwem jest jedynie wymienienie się ze znajomymi osobami, podobnymi do niego. Nigdy niczego nie wyrzuca, dokładając regałów, półek i schowków...
typ mieszany - i kupuje i wypożycza, wyznając zasadę, że szafy nie są z gumy, a w bibliotekach jest także mnóstwo nowości, lubi też upominki książkowe, podwójne prezenty wymienia na inne lub podarowuje do biblioteki publicznej...
pochłaniacz - połyka książki w bardzo krótkim czasie, najczęściej szybko czyta, ale kolejne książki są dla niego głównie wyzwaniem...
koneser - czyta dość wolno, delektuje się każdym słowem, podkreśla ciekawe zdania, robi notatki na marginesie, wynotowuje "złote myśli", sięga po książki tego samego autora...
czytelnik świadomy - kieruje się upodobaniami, pyta o konkretne tytuły, śledzi rynek wydawniczy, czyta recenzje, bywa na spotkaniach autorskich, zbiera dedykacje...
niezdecydowany - nie ma ulubionego typu literatury ani autora, chętnie korzysta z podpowiedzi bibliotekarza lub sprzedawcy, czyta książki polecone przez znajomych lub w mediach, lubi być na bieżąco z poczytnymi tytułami z różnych rankingów, np.Top 10...
recenzent - czyta głównie zawodowo, zapoznając się z treścią pobieżnie i pod kątem recenzji krytyczno-literackiej lub podobnej notki na blogu...
kolekcjoner - inaczej bibliofil, poszukuje określonych wydań książek, odwiedza antykwariaty i aukcje książek, wyłudza od znajomych lub rodziny upragnione tytuły niedostępne na rynku wydawniczym, w skrajnych przypadkach posunie się do kradzieży...
czytelnik niedzielny - czyta głównie w weekendy, dni wolne, wakacje, traktuje lekturę jako relaks, odpoczynek od codziennych zajęć...
nocny Marek - czyta tylko przed snem lub zarywa noce dla książki, której obowiązki zawodowe lub rodzinne nie pozwoliły mu przeczytać w ciągu dnia lub po prostu woli późną porę, bo nocna cisza stwarza odpowiedni klimat...
czytelnicy czasopism - wolą czasopisma od książek, które wymagają większego zaangażowania czasowego i emocjonalnego, często bywają czytelnikami krótkich form literackich (nowela, opowiadanie)

Oczywiście wiele jest typów mieszanych, można też pokusić się o podział na czytelników określonych typów literatury: znam osoby, które czytają tylko literaturę faktu, inne czytają tylko tzw.literaturę kobiecą, wielu jest fanów literatury scence fiction oraz fantasy, są też tacy, którzy pochłaniają kryminały na przemian z thrillerami itp. itd.
Wreszcie ostatni chyba podział dotyczy zwolenników książek tradycyjnych - papierowych oraz posiadaczy e-booków lub audiobooków, ale tu także występują typy mieszane, zależnie od wieku i sytuacji.
Cokolwiek napisalibyśmy o typach i upodobaniach, najważniejsza jest idea czyli sięganie po słowo pisane dla przyjemności.
A czy Wy utożsamiacie się z jakimś typem czytelnika? A może pominęłam lub nie zaobserwowałam któregoś i z Waszą pomocą uda się uzupełnić ten bardzo subiektywny zbiór?