Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabriela Kotas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabriela Kotas. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 kwietnia 2024

Spotkania...

 Znamy się z Gabrysią już chyba 10 lat, poznałyśmy się przez blogi i choć Ona przeniosła aktywność na FB, to nadal mamy częsty kontakt, także telefoniczny. Jako autorka książek dla dzieci bywała w mojej szkole i w filiach biblioteki publicznej na spotkaniach z uczniami i przedszkolakami, gościła w naszym domu, a i my z mężem bywaliśmy w Mysłowicach.

I tym razem odebraliśmy Gabrysię z dworca kolejowego, a przybyła na spotkania z dorosłymi czytelnikami swoich książek i poezji.


Tej wiosny spotkania miały odbyć się poza moją szkołą, wszak jestem już na emeryturze, a i ja miałam okazję w nich uczestniczyć.
Organizacją spotkań autorskich zajęła się bibliotekarka z zaprzyjaźnionej biblioteki - przemiła Beata.
Uczestniczki pierwszego spotkania, to słuchaczki Medyczno-Społecznego Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego oraz ich opiekunki.

Przy okazji zwiedziłam piękny budynek starej szkoły i bibliotekę, zrobiłam zdjęcia ze spotkania dla autorki, uczestniczyłam w ciekawych rozmowach , podziwiałam urodę przyszłych higienistek stomatologicznych, techniczek radiologii i masażystek :-)
Lubię stare budynki z duszą, szerokie schody, zabytkowe kolumny, piękne żyrandole.
Przed kolejnym spotkaniem poszłyśmy na obiad do restauracji o wdzięcznej nazwie "Róże, fiołki i aniołki".
Kolejne spotkanie odbyło się w równie ciekawym budynku , w pięknej Sali Kryształowej, gdzie niekiedy odbywają się koncerty dla kuracjuszy i konferencje.
Uczestników było niewielu, ale spotkanie przemiłe, rozmowy wykroczyły daleko poza tematykę spotkania. Jak to powiedziała Gabrysia - towarzystwo nieliczne, ale śliczne. Gdyby nie kolacja dla kuracjuszy, moglibyśmy rozmawiać godzinami o książkach, ludzkich losach itp.

Jedna z kuracjuszek z Kalisza podzieliła się z anegdotą o swoich wnukach. Dzieci poprosiły babcię, by zaśpiewała kołysankę o POGRĄŻONYCH dzieciach. Babcia zdziwiona zapytała, cóż to za piosenka, okazało się, że to popularna kołysanka, w której są m.in. słowa : wszystkie dzieci, nawet złe, pogrążone są we śnie, a ty jedna tylko nie...

Inna z uczestniczek spotkania przyjechała aż z Holandii, by towarzyszyć mamie z Kutna w wypoczynku, właśnie w inowrocławskim sanatorium. Jako żona rodowitego Holendra kultywuje tradycje polskie w domu i oczywiście razem z córką czytają polskie książki.

Ostatniego dnia aktywności nasz gość pracował w roli refleksologa lub jak kto woli refleksolożki, masując stopy umówionym klientom. Jeśli nie mieliście okazji skorzystać z masażu stóp, to polecam, niezwykle pożyteczny i przyjemny zabieg!

sobota, 30 grudnia 2023

Światy Gabrysi...

 

Miałam już przyjemność prezentować książki i tomiki poezji Gabrieli Kotas. Zresztą to kobieta wielu talentów i śmiało realizuje swoje pomysły.

Dziś wywiad z autorką przy okazji wydania trzeciego tomu historii o kobiecie, które układa sobie życie po romansie z księdzem, przy pomocy najbliższych i przyjaciół.

Gabrysia Kotas jest przykładem na to, jak barwnie i z sukcesem można zaczynać życie od nowa z pewnym bagażem doświadczeń, ale i z nadzieją.

Mam nadzieję, że poniższa rozmowa przybliży Wam działania i plany pisarki i blogerki.

1) Gratulacje z okazji kolejnej premiery, która to już książka?

Dziękuję bardzo. To już 12 książka, Asiu. Nie wiem, kiedy to zleciało.

 

2) W Polsce, gdy nie jesteś celebrytką, trudno wydać własny tomik wierszy lub powieść. Jakie trudności stały się Twoim udziałem?

Każde wydanie przeze mnie książki, czy to na zasadzie “własnego wydania” czy na zasadzie współpracy z wydawnictwem, to ogromne przedsięwzięcie finansowe. Mogłabym co prawda czekać na to, aż ktoś mnie odkryje i wyda mi książkę bez mojego finansowego wkładu, lecz jak już wspomniałaś, nie jestem celebrytką i mogłabym tego nie doczekać.

Weźmy na przykład książki dla dzieci.

Około 6 tys. dzieci zdążyło już zachwycić się moim książkami i wdrożyć w życie przesłania, które one niosą. Dzieci już wyrosły, a to co zasiałam w ich sercach zostanie z nimi na zawsze. Gdybym kiedyś nie podjęła decyzji, że wydaję książki sama i opowiem o nich dzieciom osobiście, takiej szansy by nie było.

Mało tego, niektóre z nich przejdą do historii jako ilustratorzy moich książek i będą mogły pokazywać swój wkład swoim dzieciom,


3) Masz swoją autorską stronę internetową, konto na FB, trochę mniej Ciebie na blogu. Jaka aktywność daje Ci najwięcej satysfakcji?

Tak to racja, nie jestem już tak aktywna na stronie jak kiedyś na blogu, jednym z powodów jest to, że sporo czytelników blogowych, przestało komentować moje wpisy na stronie, mimo że widzę bardzo dużą aktywność. Nie wiem czym to jest spowodowane, pewnie i tym, że ja też mniej wędruję po zaprzyjaźnionych blogach, bo z kolei więcej mnie w mediach społecznościowych. Tu jest żywa reakcja i dzieje się na bieżąco.

Lubię moje cotygodniowe Wtorki u Autorki, kiedy spotykam się z czytelnikami na żywo. Ja mówię ,a uczestnicy spotkania reagują w komentarzach i wszyscy mamy poczucie, jakbyśmy siedzieli razem przy stole i sobie rozmawiali.

Do moich “Wtorków” zawsze solidnie się przygotowuję, bo moim zamiarem jest to, żeby każdy coś z tych spotkań dla siebie wyniósł. Staram się dzielić swoim doświadczeniem w taki sposób, by była tam zawsze jakaś wartość dodana. 

Jak wiesz, często zapraszam też gości, osoby z różnych dziedzin, którzy dzielą się swoja wiedzą.

Po czasie dostaję takie wiadomości jak “pani spotkanie z fizjoterapeutą uratowało moje dziecko”. Chyba nie ma większej radości, ponad to, że robienie czegoś co się kocha, może pomóc innym.

Jak widzisz Asiu, kocham te spotkania, bo uwielbiam spotkania na żywo, spotykając się z czytelnikami, Kiedyś było ich naprawdę sporo, teraz po pandemii mam wrażenie, że wszystko jest jakieś takie uśpione i nie ma komu zorganizować takich spotkań.

Ludzie są chętni, ja jestem chętna tylko biblioteki jakieś takie ospałe. Musiałabym mieć chyba jakiś mobilny salon, gdzie mogłabym ugościć swoich czytelników :)


4) Czytamy we wstępie, że Twoje książki zawierają elementy terapeutyczne - na czym to polega i czy dostajesz informacje zwrotne od swoich czytelniczek, że to działa?

To był efekt niezamierzony, wyniknął zupełnie przypadkiem, choć przecież jak wiemy przypadki nie istnieją.

Nigdy nie korzystałam z żadnej terapii, ale z tego co wiem, polega ona na tym, że ktoś słucha tego, o czym opowiadamy. Słuchając swoich słów często można samemu znaleźć rozwiązanie niejednego problemu. Ludzie nieraz płacą spore sumy za to, by ktoś po prostu ich wysłuchał. W dzisiejszym świecie to przecież towar deficytowy - a czas poświęcony drugiemu człowiekowi, w pakiecie z wysłuchaniem, to już towar z górnej półki.

Jest we mnie wiele niewypowiedzianego bólu, niesprawiedliwych osądów, które wyniknęły właśnie z niewysłuchania.

Kiedy zaczęłam pisać I część serii (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to będzie książka, a co dopiero seria) Uśpione niebo, nagle zaczęły mi płynąć słowa, wydarzenia, wspomnienia, które pochowałam gdzieś bardzo głęboko i same wplątywały się zgrabnie w fabułę tej historii, a ja im nie przeszkadzałam. To było właśnie tak, jak gdyby ktoś siedział obok mnie i słuchał.

Wtedy pomyślałam, że jak opiszę to co mnie uwiera, to po pierwsze jest szansa, że będzie mi lżej, a po drugie słowa te trafią do osób, które nie dały mi szansy na stawanie w swojej obronie. To była właśnie moja terapia, a potem okazało się, że takich osób jest więcej, które czują podobnie, a nie potrafią tego opisać. 

Osób, którym wydaje się, że już dla nich nie ma nadziei, że przegrały swoje życie i nagle czytają historię kogoś, kto - powiedzmy sobie szczerze - podniósł się z popiołów i “zbudował dom z cegieł którymi w niego rzucano”. Moja skrzynka mailowa jest pełna zwierzeń, historii kobiet i mężczyzn także. Ktoś nawet napisał, że uratowałam mu życie.

Jest “misja”, prawda?


5) W tryptyku Uśpione niebo, Przystań i Pogoda na życie występuje wiele ciekawych postaci. Ile z nich wzorowanych jest na realnych osobach z Twojego otoczenia?

 Prawie wszystkie. Poświęciłam temu jedno z wtorkowych spotkań, trwało ponad godzinę, bo postaci jest naprawdę sporo. Każda ma swój pierwowzór. Ostatnio moja koleżanka Grażyna napisała mi, że kocha mnie za to jak ją widzę, bo odnalazła się w uroczej, energicznej i bardzo charakternej kuzynce głównej bohaterki. 

No i cóż tu dużo mówić Asia i Heniu - dobrzy przyjaciele Anny i cioteczki Marii, tylko w książce mieszkają nad Bugiem. Spokój i opanowanie Henia, oraz serdeczność Asi to wypisz wymaluj Wy ;)

O wszystkim można usłyszeć na moim kanale YT, gdzie znajdują się nagrane wtorkowe spotkania. 


6) W ostatniej powieści i na FB znajdujemy zapowiedzi nowych projektów autorskich. Zdradzisz więcej szczegółów czytelnikom tego bloga?

 Zatęskniłam za czasami, w których pisało się listy i zaczęłam pisać krótkie listy do kobiet. Zamieszczam je na moim autorskim profilu FB.

Listy zostały bardzo ciepło przyjęte, bo jak się okazuje, nie tylko ja zatęskniłam. I tak zrodził się pomysł wydania książki “365 Listów do Kobiety”. Chciałabym bardzo, żeby w formie kalendarza, znalazły się za rok pod wieloma choinkami. 

Chciałabym też wrócić do spotkań z dziećmi, ponieważ ostatnio dostaję bardzo dużo zaproszeń do szkół i przedszkoli. Nie mam już książek, bo rozeszły się wszystkie i to po wielu dodrukach. Myślę o wznowieniu “Lekcji przyjaźni”, wzbogaconych o drugą niewydaną część. Spotkania z dziećmi są naprawdę wspaniałe i budujące.


7)            Jako czytelniczka jestem ciekawa tajemnic warsztatu pisarskiego - jak powstają pomysły, jak robisz notatki, czy kolejne elementy fabuły rodzą się w bólach czy wszystko przychodzi łatwo?

Nigdy nie lubiłam planowania i tak mi zostało. Zaczynając książkę nie mam pojęcia, kto się w niej pojawi, oraz jak potoczą się losy jej bohaterów. Cała akcja jest dla mnie taką samą niewiadomą, jak dla czytelnika sięgającego po moją książkę. A potem okazuje się, że pokochałam bohaterów tak bardzo, jakby byli moją rodziną.

Zresztą nie tylko ja, bo też słyszałam od czytelniczek takie słowa, że nie mogą doczekać się chwili, by móc znowu znaleźć się wśród tych ludzi. Moi bohaterowie są takimi osobami, jakimi chcę się otaczać, z jakim chce się przebywać. 

Nie ma tu mowy o żadnym bólu, kiedy już siadam z piórem czy długopisem, historia się rozwija sama. 



8)            Inaczej wyglądają spotkania z czytelnikami bardzo młodymi, inaczej z dorosłymi. Które sprawiają więcej satysfakcji Tobie, jako pisarce? 

 Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Każde ze spotkań jest inne. Na pewno daje  satysfakcję fakt, że po latach dzieci wspominają spotkania ze mną, a mało tego - same zaczynają po nich pisać. Ostatnio dowiedziałam się, że wspaniale dogaduję się z młodzieżą, co było dla mnie samej dużym zaskoczeniem. Spotkania w szkole ponadpodstawowej kończyły się owacjami na stojąco, a ja miałam łzy w oczach ze wzruszenia. 

Dorośli natomiast dają mi dużo wspierających słów i dzielą się swoimi historiami, które znowu gdzieś i kiedyś pewnie wykorzystam. 


9)        Czy trema przed spotkaniami na różnych forach jeszcze się odzywa, czy może jesteś już weteranką w tym zakresie?

Po moim pamiętnym występie na żywo  w "Pytaniu na śniadanie", tremy już nie odczuwam. 

Czasem, kiedy zaczynam Wtorek u Autorki, chwilę trwa zanim zobaczę, że ktoś jest obecny, bo mówienie do samej siebie jest trochę dziwne. Ale gdy już odezwą się pierwsze osoby, czuję się jak ryba w wodzie.


10)          Jakie jest Twoje największe marzenie związane z pisaniem?

Do wczoraj wydawało mi się, że marzyłam o prawdziwym wydawcy i o tym, żebym nie musiała z okazji wydania każdej książki martwić się o finanse, oraz organizować zrzutek. 

Wczoraj jednak usłyszałam coś, co zmieniło radykalnie moje marzenie. Otóż dowiedziałam się z pierwszej ręki, że wysyłany wielokrotnie tekst w poszukiwaniu wydawcy, prędzej czy później ląduje u kogoś z “nazwiskiem” by ten wykorzystał motyw z gwarancją tego, że książka się będzie sprzedawała. Teraz tak naprawdę żałuję wszystkich maili, którymi powędrowało w nieznane moje “Uśpione niebo”.

Marzeniem moim Asiu kochana jest to, bym mogła opowiadać, bo to uwielbiam najbardziej i wiem, że mi to wychodzi. Spotykać się z ludźmi , opowiadać i dzielić się sobą, a przy okazji takich spotkań rozprowadzać moje książki, które każdy z obecnych chciałby zabrać do swojego domu.

Książki leżące na półkach w księgarniach, mnie nie satysfakcjonują jeśli nie pociągają za sobą spotkania z żywym człowiekiem.



A oto dla zainteresowanych przydatne linki:

czwartek, 19 stycznia 2023

Kobieta rakieta...

 

Zaczynała skromnie, bo najpierw był blog i prezentacja swoich wierszy. Gdy wydała pierwsze książeczki dla dzieci rozpoczęła spotkania autorskie w szkołach, przedszkolach i filiach bibliotek publicznych.

Pandemia covid 19 z jednej strony przeszkodziła w realizacji zamierzeń, z drugiej pomogła nowym wyzwaniom.
Pojawiły się książki dla dorosłych, wznowienia tomików wierszy, wirtualne spotkania z czytelnikami, własny kanał na yuotube.

Dziś ma na koncie 10 książek, kolejne w przygotowaniu, własną stronę internetową - autorską, grono wiernych czytelników i sympatyków pozapisarskiej działalności. Po wielu latach życia w cieniu i przecierania szlaków odważa się na ciągle nowe pomysły, które płyną z Jej głowy lub z zewnętrznych inspiracji. Mawia, że życie naprawdę zaczyna się po 50-ce.

Gabriela Kotas, bo o niej mowa gościła także w moim mieście i to nie raz. Pojawi się ponownie w marcu, jeśli planów nic nie zniweczy, odpukajmy więc w niemalowane!


Książki dla dorosłych, które doczekały się już dodruków, bo nakład szybko się wyczerpał , a poleciały w różne strony świata, nawet do Australii.


Niemal w każdy wtorek spotkania na żywo dla posiadaczy konta na FB. Rozmowy o wszystkim oraz spotkania z zaproszonymi gośćmi: o zdrowiu, o potrzebie bliskości, o pasjach i  o książkach oczywiście.


Pomysł świeży, aczkolwiek nie najnowszy, to cykl 365 listów do kobiety czyli do każdej z nas. Przemyślenia na temat codzienności, marzeń, lęków, przyszłości. 


Obok tego wszystkiego powstają "Otulanki Gabrysi" czyli ciepłe chusty na szydełku, które możecie zamówić w dowolnej wersji dla siebie lub kogoś bliskiego.


Wreszcie powrót do zapomnianej lub raczej niedocenionej profesji czy refleksologii, która działa cuda, jest dla każdego i jak to mówi sama Gabrysia nawet ją samą zadziwiają czasem efekty masażu u pacjentów.


Projekt wspólny ze sponsorami wydawanych książek oraz uczestniczkami wtorkowych spotkań na żywo. Wyjazdowe spotkania poświęcone budowaniu wspólnoty czytelniczek i wszystkich osób, które pragną szczerej rozmowy o życiu w połączeniu z korzystaniem z uroków i atrakcji miejsca, gdzie spotkanie aktualnie się odbywa.

Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze podziwiam ludzi z pasją i często obserwuję, jak nieśmiałe marzenia zmieniają się w imponujące projekty, a to, co wydawało się niemożliwe dzieje się naprawdę i nabiera rozmachu. 


sobota, 6 listopada 2021

Wywiad z autorką

 

Mam przyjemność zaprezentować Wam nowa książkę Gabrysi Kotas,  znanej wielu czytelnikom z blogów Pogodna Dojrzałość oraz Z głosu serca.

Nowa książka to "Uśpione niebo",  w której to autorka opowiada historię kobiety po jej związku z księdzem. Po 15 latach życia z kochankiem w sutannie bohaterka zostaje porzucona dla kariery, musi wiec zaczynać wszystko od nowa...

Więcej nie zdradzę, bo sama nie lubię, gdy ktoś opowie mi całość w najmniejszym detalu.

Dziś, zamiast recenzji proponuję rozmowę z autorką książki. Gabrysię poznałam dzięki blogowaniu, nasza znajomość przeniosła się do realu i dziś cenię sobie bardzo nasze rozmowy pozablogowe, a nade wszystko PRZYJAŹŃ, którą nas z mężem obdarzono i staramy się ją odwzajemnić.
Tym cenniejsza jest dedykacja w autorskim egzemplarzu powieści.

Wywiad z Gabrielą Kotas

1. Przede wszystkim gratulacje z okazji udanej premiery, która to już

publikacja?


Dziękuję bardzo za gratulacje. „Uśpione niebo”, to  już moja ósma książka, jednak jest ona pierwszą moją samodzielną powieścią. 

Do tej pory były tomiki zawierające moje wiersze, książki dla dzieci i książka stworzona z historii życia ośmiu kobiet. ( Bez) ludna wyspa, w której miałam przyjemność gościć także i Ciebie, Asiu. 


2. Wiem, że tym razem ze szczególną tremą czekałaś na gotowe dzieło

od wydawcy, skąd ta trema?


Nie do końca nazwałabym to tremą, to raczej ciekawość. Ciekawość tego, co poczuję kiedy będę trzymała w rękach swoją powieść i ciekawość tego, co poczują czytelnicy, kiedy ją już przeczytają. 

Może trochę było w tym tremy , bo to jednak, mimo wszystko - mój „debiut”


3. Czy trudno było zdobyć sponsorów i jak to się robi?


Od tego trzeba zacząć, że porzuciłam już marzenia o tym, iż kiedyś moją książkę wyda jakieś popularne wydawnictwo, które zrobi to nie żądając zapłaty. 

Po pierwsze, jest to potwornie długi czas oczekiwania ( Gdy dostałam odpowiedź dotyczącą jednej z książek, ja miałam już wydane 3 kolejne) 

Po drugie - nastała moda na wydawanie książek , których „ autorami” są celebryci, bo ich nazwiska głośno krzyczą z księgarskich półek. Zatem zysk gwarantowany. 

Miałam zamiar poradzić sobie - jak zwykle - sama, lecz zbyt bliska odległość czasowa od wydania

 ( Bez) ludnej wyspy, sprawiła, że koszt jej wydania jeszcze  mi się nie zwrócił i stąd ta decyzja.  

W pewnej grupie na FB, w której zebrane są kobiety biznesu, przedstawiłam propozycję zamieszczenia logo firm, które chciałyby się zareklamować na okładce książki - w zamian za finansowe wsparcie. 

Nie było to prywatne pisanie wiadomości, kiedy zawsze można udać , że się jej nie otrzymało, tylko propozycja przedstawiona w grupie kilkunastu tysięcy kobiet biznesu. 

 Przedstawiłam w miarę szczegółowo tematykę książki i niewiele się spodziewając zamknęłam temat. 

Ogromne było moje zdziwienie, kiedy zaczęły pojawiać się propozycje i to bardzo konkretne z dokładnie podanymi ,oferowanymi sumami. 

Decyzje te zapadały po zapoznaniu się z tematyką książki z założeniem, że odniesie sukces , a reklama firmy pójdzie w świat i będzie długo po nim krążyła.

Były też obietnice nie dotrzymane - oczywiście , ale na okładce książki można już dziś zobaczyć, kto obietnicy dotrzymał. 

 

4. Czy jesteś zadowolona ze współpracy z wydawnictwem “Studio Wydawnicze Million”?


Czy jestem zadowolona? Ja jestem zachwycona!

Tak długo szukałam, a  to Wydawnictwo jest w moim mieście. Co tu dużo mówić - ludzi z pasją w oczach i działaniu nie trzeba reklamować. 

Pierwszy raz moja książka została tak szumnie zapowiedziana, wypromowana - jak bym sobie nawet wymarzyć sama nie potrafiła. 

Współpraca przy tworzeniu, korektach i każdym etapie powstawania książki , była przewspaniała i teraz tak myślę, że to Wydawnictwo jest dla mnie nagrodą za wieloletnią moją cierpliwość i konsekwencję w działaniu. Do tej pory to ja byłam dla moich książek praktycznie wszystkim: autorem, redaktorem, sama nauczyłam się promować swoje dzieła i je rozprowadzać. 

Myślę, że to wszystko było potrzebne , bo poznać i docenić,  jaka jest różnica - kiedy nagle dzieło wpada w ręce takich profesjonalistów.  


5. Może nazwa wydawcy wróży co najmniej milion czytelników?


Mam nadzieję, że tak, chociaż  wydawnictwo oferuje „ milion emocji każdego dnia” 

Ale „milion czytelników” - całkiem dobrze brzmi :) 


6. Milion emocji to więcej warte, niż milion egzemplarzy, tak myślę.

 Książka dotyczy trudnego tematu, czy jesteś przygotowana na

nieprzychylne recenzje lub po prostu złośliwości, przecież nawet film

KLER „obrażał” uczucia religijne niektórych osób.


Przyjęłam, Asiu  jedną zasadę, którą zresztą ogłosiłam publicznie  w jednym z moich filmów( na kanale YT) , dotyczących książki „ Uśpione niebo”

Ja nie podejmę dyskusji z nikim, kto książki nie przeczytał i tego mam zamiar się trzymać. 

A jeśli tak będzie, to nieprzychylnych recenzji się Asiu, nie obawiam - ale z każdym chętnie temat przedyskutuję. 

Są natomiast już osoby, które po zobaczeniu okładki , delikatnie mówiąc - skreśliły mnie oraz moją książkę. 

Szkoda, bo widać - nie wierzą ani we mnie, ani w to, że krzyż , który znajduje się na okładce - musi tam być, a dlaczego? No właśnie - odpowiedź w książce. 

Są też oczywiście osoby, które przestrzegają innych przed sięgnięciem po książkę i pewnie takich też będzie jeszcze więcej, ale myślę, że one pierwsze po nią sięgną, nikomu nic nie mówiąc, a potem - mam nadzieję, będzie im po prostu wstyd. 

To, że dotykam tematu „ związek z księdzem” nie oznacza, że chcę obrazić Boga. Wręcz przeciwnie, bohaterka stoi po przeciwnej stronie przepaści , patrzy na krzyż który znalazł się tak daleko za sprawą sługi bożego. 

Jeśli  jednak dla kogoś ksiądz Bogiem jest - bo i tak bywa , to tylko żałować takiego człowieka. 


7. Przestrzeganie przed czytaniem książki może być też niezłą reklamą, wszak bywamy przekorni.

Ja już to wiem, ale na pewno czytelników zainteresuje, jaki procent

fabuły oparłaś na prawdziwych osobach i zdarzeniach?


Trudno tu mówić o procentach.

Moja koleżanka czyta właśnie książkę i tylko co jakiś czas pisze do mnie „ cała Gabrysia, cała ona” :) 

Kto mnie zna, ten mnie tam odnajdzie , moje przeżycia, wspomnienia i emocje. 

Tytułowa historia i cały wątek jest zbiorem prawdziwych historii i emocji. W książce znajduje się jednak dużo zdarzeń fikcyjnych , które to wszystko razem łączą w całość.


8. W książce występują też prawdziwe miejscowości, czy wszystkie

poznałaś naocznie?


Aż mi się oczka zaświeciły Asiu. 

Oczywiście, że tak. Nad Bugiem - jak sama wiesz, bywałam bardzo często i zakochałam się w tamtych stronach. W Dusznikach, jak wiesz też bywałam i bywam do tej pory razem z mężem, którego tam poznałam. 

A Śląsk ? To wszystko, co dzieje się na Śląsku - to tu, gdzie się urodziłam i mieszkam . 



9. Miałam okazję towarzyszyć Twoim bohaterom w czasie powstawania

powieści i zauważam inne zakończenie historii, które sugeruje ciąg

dalszy.

Czy będzie następna część, a może cykl?


Jedna z pierwszych opinii po przeczytaniu książki , jest taka „ czekam na kolejną część” 

A ja oczywiście , już ją piszę , bo przecież historia sama domaga się dokończenia. 

 

10. Gdybyś miała krótko określić przesłanie płynące z opowiedzianej historii, jak by brzmiało?


Nie przestrzegę kobiet, przed źle ulokowaną miłością. Serca rządzą się swoimi prawami i zawsze idą przed rozumem. Temu zapobiec się nie da. Chcę jednak pokazać, że nawet gdy wydaje nam się, że w nas nie ma  już miłości , bo  oddaliśmy ją  drugiemu człowiekowi, który ją  sprzeniewierzył  - jest jeszcze coś. 

Jest miłość i szacunek do samego siebie i tego - jeśli same o to nie zadbamy -  ani nam nikt nie da, ani też nikt nie odbierze. 

A na to nigdy nie jest za późno. 



11. Czy możesz zdradzić czytelnikom, jaki jest pierwszy odzew, bo

sprzedano już sporo egzemplarzy, także w przedsprzedaży.


„ Książka nieprzespanych nocy” - to pierwsze, co mi przychodzi do głowy, bo ten motyw występuje w każdej opinii, która do mnie dociera. 

„ zarwałam noc, bo nie mogłam przerwać czytania” 

„ czemu chcesz, żebym się nie wyspała”

„ czytałam do północy” 

„ noc nieprzespana” i tak dalej…

Bardzo podobało mi się zdanie jednej z czytelniczek „ Szczerze powiem, że po temacie spodziewałam się ciężkiej lektury, ale miło się zaskoczyłam. Mimo poruszonego tematu, czytało się bardzo przyjemnie”

 

Dziękuję za rozmowę i za egzemplarz z dedykacją i już czekam na kontynuację.


wtorek, 4 maja 2021

Wyspa jest kobietą...

 

To taki żarcik, ja w wianku  :-) ,  ale wianek cudny, prawda?

Chcę napisać o projekcie , którego efektem jest książka, a ja miałam zaszczyt i przyjemność, że mnie do tego projektu zaproszono.

Pomysłodawczyni, Gabriela Kotas wymyśliła zaproszenie pań w różnym wieku, od 35 do 79 lat do spędzenia 10 dni na bezludnej wyspie (wirtualnie oczywiście). Nie znałyśmy się wcale, jedynym łącznikiem była Gabrysia właśnie.
W ciągu tych 10 dni każda z nas zmierzyła się ze swoimi wspomnieniami, nie zawsze miłymi, emocjami, pragnieniami...

Przegadanie pewnych  tematów i poznanie punktu widzenia innych kobiet to swoiste katharsis, utwierdzenie się w przekonaniu, że kobiety mają MOC, są w stanie przetrwać wszelkie zawieruchy życiowe i dziejowe.

Spotkacie tu powroty do lat dzieciństwa, smaki i zapachy, niezawodne babcie, ciocie i Anioły, marzenia i rozczarowania, lęki i wyzwania,  radość i smutek, choroby i śmierć, ale nade wszystko nadzieję.

Pomysł na projekt narodził się spontanicznie i miał być antidotum na małe i całkiem spore smutki szarej rzeczywistości , a powstała mocna grupa wsparcia i  finalnie książka pod tytułem (Bez)ludna wyspa.

Nie wiem czy książkę należy polecać szeroko, bo jak wynika z pierwszych recenzji, jej lektura była przyczyną przypalenia obiadu, nieprzespanej nocy, oraz innych perturbacji, o czym możecie przeczytać TUTAJ i  TUTAJ



Każda z uczestniczek projektu wyniosła cos dla siebie, chwilami dało się zapomnieć o pandemii i być może uda się kiedyś nam wszystkim spotkać w realu przy ognisku.

Koordynatorka projektu podziękowała wszystkim uczestniczkom w bardzo sympatyczny sposób.
Otrzymałyśmy nie tylko autorskie egzemplarze książki, ale także wzruszające listy na specjalnie zaprojektowanej papeterii i wyspowe wianki.
Powiem szczerze, że gdy założyłam wianek, taki wesoły, wiosenny, poczułam jakby ubyło mi lat i miałam ochotę naprawdę wyjechać na jakąś wyspę, na taki szczególny sabat czarodziejek, bo przecież nie czarownic:-)

A co Wam pomaga przetrwać najgorsze chwile?

Pytanie bardzo osobiste, ale być może taka refleksja jest nam wszystkim potrzebna, bo jednak trwamy, mimo wszystko...


piątek, 27 lipca 2018

Anielska ławeczka

Kiedyś w oknie wystawowym ujrzałam taki napis:
Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem - tylko w obecności innych aniołów mamy możliwość pofrunąć...

Niech te słowa będą mottem dla przedsięwzięcia, do udziału w którym zaprasza nasza blogowa koleżanka Gabriela Kotas.
Spełnia swoje pasje, pisząc dla dorosłych i dla dzieci, spotyka się z czytelnikami swoich opowiadań i wierszy, szydełkuje, prowadzi blog.
Na własny koszt wydaje tomiki, wsparcie znalazła w swoim wspaniałym mężu i przyjaciołach.
Sama także często bierze udział w różnych akcjach charytatywnych, ofiarowując swoje tomiki, aniołki i misie robione na szydełku.

Dziś zaprasza nas, by wesprzeć Jej nowy projekt i mieć możliwość subskrypcji kolejnego tomu poezji pod tytułem ANIELSKA ŁAWECZKA.
Nie trzeba więcej słów z mojej strony, bo autorka przygotowała piękne zaproszenie, sami wysłuchajcie i zdecydujcie:-)

KLIKNIJ W NAPIS 'Anielska ławeczka'- pomoc zamiast kwiatka