Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 maja 2019

W sali szpitalnej...

Pobyt w szpitalu nie należy do przyjemnych, ale jak to mówią, wszystko jest dla ludzi i jakoś to doświadczenie, jeśli jest naszym udziałem musimy przetrwać.
Oto kilka scenek, które wydarzyły się naprawdę.

Może Was rozbawią, może zasmucą, a być może obudzą wspomnienia ze szpitalnej sali z waszych pobytów w jakiejś lecznicy?

Dawno temu, gdy gościłam na laryngologii, dowiedziałam się, że kamienie można mieć nie tylko w nerkach czy woreczku żółciowym.
Moja sąsiadka ze szpitalnej sali miała kamienie w...śliniankach.
Dacie wiarę? 28 kamieni w tak małym organie jak ślinianki! z bólu chodziła po ścianach, funkcjonowała od zastrzyku do zastrzyku, a te robiła jej córka pielęgniarka.
Obie miałyśmy zabieg tego samego dnia, ja na małej salce, ona na sali operacyjnej, obie dostałyśmy "głupiego Jasia" - moja sąsiadka od razu niemal zapadła w sen, ja byłam dziwnie rześka - pani doktor stwierdziła, że potrzebuję końskiej dawki.

Niedawno znajoma leżała w szpitalu na jednej sali z sympatyczną staruszką. Kiedy do sali zajrzał ksiądz, starsza pani postanowiła sie wyspowiadać. Duchowny wydawał się zakłopotany i poprosił znajomą, by opuściła salę na czas spowiedzi.
Grzeszna pacjenta, widząc, że sąsiadka się waha, w końcu lekarz kazał leżeć, zwróciła się do niej słowami:
- kochaniutka, wyjdź na moment, ja mam mało grzechów, to długo nie potrwa...

Mój ojciec w czasie jednego z pobytów w szpitalu uratował być może życie znajomemu z pracy.
Zauważył na korytarzu wózek , na którym wieziono owego kolegę, a ojciec szedł na zastrzyk i pomyślał, że odwiedzi go później.
Jakie było taty zdziwienie, gdy nie mógł nigdzie go znaleźć, a był już wieczór.
Okazało się, że w końcu, na usilne prośby mojego taty siostry wszczęły poszukiwania i w samą porę, bo poprzednia zmiana zostawiła pacjenta w kiepskim stanie na sali przy otwartym oknie( zimą) i gdyby nie kolega, pacjent mógłby do rana zejść z ziemskiego padołu...salkę, nie wiadomo czemu ktoś zamknął na klucz.

Przyjaciółka mojej mamy zachorowała na raka piersi. Walkę przegrała, ale do końca zachowała swoiste poczucie humoru.
Gdy była już po zabiegu usunięcia piersi, lekarz z przychodni szpitalnej zapytał, ile waży, by dobrać kolejny lek. Ona na to:
- ale wagę podać z piersią czy bez, bo miałam spory biust... a pan dobiera według wagi.


Gdy mój mąż był pensjonariuszem jednego ze szpitalnych oddziałów, jego sąsiad z sali był już po operacji. Na obchodzie lekarz nalegał, by operowany zaczął wreszcie chodzić, bo to dobre dla krążenia, na co pacjent bardzo obruszony:
- Nie będę chodził, nachodzę się w pracy, ciągle jestem na nogach, ciągle biegiem. W końcu to szpital, tu chorzy leżą. Ja jestem chory i zamierzam poleżeć.

sobota, 25 sierpnia 2018

Trzeźwienie w szpitalu...

W drodze do parku byliśmy świadkami sceny ulicznej, wbrew pozorom wcale nie rzadkiej.
Na trawniku leżał mężczyzna, obok klęczał drugi, próbując nawiązać z leżącym jakiś kontakt.
Na jezdni stał trzeci, prawdopodobnie wyglądał karetki, bo ciągle zerkał a to na trawnik, a to na drogę i patrzył na zegarek.

Jak zwykle w takich przypadkach zebrali się także gapie i dało się słyszeć rzucane co chwila uwagi:

- Pijak jeden, południa jeszcze nie ma, a już pijany!
- Pijak też człowiek, a może zasłabł?
- Pijany czy trzeźwy, pomocy udzielić trzeba.
- Nie zostawisz pani jak psa na trawniku!
- Pijanych to do izby wytrzeźwień...

Była w naszym mieście Izba Wytrzeźwień, ale uchwałą Rady Miasta zlikwidowano. Nie wiem czy z oszczędności czy z innej przyczyny, w każdym razie osoby nietrzeźwe wozi teraz pogotowie ratunkowe , a klienci karetek obsługiwani są w szpitalu na cito.

Krąży nawet dowcip lokalny, że jeśli chcesz być przyjęty bez kolejki w szpitalu, upij się solidnie, ktoś wezwie pogotowie i zajmą sie tobą od razu jak należy.

Nie wiem jak zakończyła się ta historia, pewne jest, że zdarzają się zasłabnięcia na ulicy , które przypominają nieprzytomność spowodowaną pijaństwem...

Moja kuzynka pracowała kiedyś jako inkasent parkingowy. pewnego dnia znaleziono ja, leżącą na trawniku, o małe co nie została okradziona, bo ludzie myśleli, że popiła w pracy i trzeźwieje. Okazało sie, że miała wylew krwi do mózgu. Zanim udzielono jej pomocy, stan był już poważny i do dziś nie uzyskała pełnej sprawności.

Aby wyczerpać temat - wypada jeszcze naświetlić, jak to wygląda z punktu widzenia pacjenta czekającego w izbie przyjęć.

Znajoma zawiozła chorego męża, bo czuł się coraz gorzej, czekali na oględziny lekarskie. Gdy mąż wszedł do gabinetu, żona czekała w poczekalni, a z pokoju obok dochodziły jakieś hałasy, krzyki, drzwi otwierały się i zamykały. Przybiegł sanitariusz do pomocy kolegom.

Nagle na korytarz wyszedł lekarz i poprosił znajomą, aby zmieniła miejsce oczekiwania, bo w sali mają agresywnego pijanego mężczyznę i może być nieprzyjemnie lub nawet niebezpiecznie...
Zdziwiona przesiadła się daleko od tej sali i pomyślała sobie - czy szpital powinien zastępować izbę wytrzeźwień?

środa, 4 listopada 2015

Gość w szpitalu, łazienka do remontu...

Zanim zaprosicie kogoś do siebie na nocleg, zastanówcie się czy stać was na remont.
Wcale nie przesadzam i nie mówię o gościu awanturującym się czy jakiejś libacji. Podzielę się historią opowiedzianą przez koleżankę, którą odwiedził jej brat, mieszkający w innym mieście. Nie widzieli się długo, w dodatku miał za sobą rozstanie z żoną i zapowiadała się przegadana noc.
Było więc oczywiste, że koleżanka zaproponowała bratu nocleg, miejsca w domu dużo, weekend wolny, nie wiadomo kiedy znów się spotkają. Brat chętnie z zaproszenia skorzystał, można więc było winko sączyć i auto pod domem siostry zostawić. Przed udaniem się na spoczynek brat koleżanki postanowił się wykąpać, a ściślej wziąć prysznic. Gdy brat skierował kroki do łazienki, koleżanka ładował naczynia do zmywarki i nagle... usłyszała trzask, huk i krzyk, niekoniecznie w tej kolejności. Dodać należy, że gość w łazience był słusznej postury i wagi.
Domownicy zaniepokojeni pobiegli do łazienki, na szczęście gość nie zamknął się na klucz. To co ujrzeli niemal pozbawiło ich tchu...
Gość zakrwawiony leżał na podłodze, umywalka i muszla klozetowa rozbite, lustro pęknięte. Wykonali najpierw telefon na pogotowie, a gdy gościa zabrano do szpitala w celu oględzin i opatrzenia ran, gospodarze dokonali oględzin łazienki.
Cóż się okazało? Pan biorący prysznic poślizgnął się w wannie (osobnej kabiny nie było) i aby zamortyzować upadek złapał się z całym impetem umywalki, która oberwana pod solidnym ciężarem spadła na stojącą tuż obok muszlę klozetową, rozbijając ją także. A skąd rany na ciele gościa? Na wannie zainstalowano panel szklany w celu zapobiegania popryskaniu łazienki w trakcie brania prysznica i tenże rozbity panel poranił delikwenta.
Jak domyślacie się wycena strat poniesionych przez gospodarzy w wyniku wypadku nie dała im zasnąć do rana, choć równie mocno martwili się o stan zdrowia swego gościa.
Nie na darmo mówią, że najwięcej nieszczęśliwych wypadków spotyka nas w domu...