Czas upałów sprzyja temu, że szukamy czegoś na ochłodę, lodów, owoców czy napojów , czasem są to kompilacje różnych składników.
Coraz częściej spotkać można w lokalach LEMONIADY, których kompozycja i sposób podania potrafią zachwycić wyglądem i smakiem.
Nie są to bowiem lemoniady czy oranżady, które pamiętam z minionej epoki, ale pełne owoców, ziół oraz innych dodatków małe kulinarne dzieła sztuki.
Ostatnio zostałam zaproszona na osiedlową degustację lemoniady, a przebywam poza domem, więc nie chodzi o wielkie osiedle mieszkaniowe.
Dzieci z sąsiedztwa moich gospodarzy rozdawały ulotki z zaproszeniami. Przed jednym z domów zaaranżowano stoisko sprzedaży, baner reklamowy, piękne flakony z korkowym zamknięciem, papierowe kubeczki z wakacyjnym motywem i cennik: malinowa 2 zł, cytrynowa, 2,50 zł. Za barem dwóch chłopaków i jedna dziewczyna. Kupiłam lemoniadę malinową, była bardzo dobra, z dodatkiem melisy, niezbyt słodka...
Dzieciaki bardzo przejęte rolą, uprzejme, zbierają na wakacyjne przyjemności. Następnym razem ma być lemoniada o smaku kiwi, bo planują cykl sprzedaży. Chętnych nie brakowało. Zapytaliśmy jak idzie interes, odpowiedzieli, że zarobili już 100 zł, a przecież my nie zwlekaliśmy długo od zaproszenia.
Klientela różna: jeden pan wrzucił datek do puszki, ale lemoniady nie chciał; inny zapłacił za cały dzbanek i kazał sobie przelać do butelki; jeszcze inny kupił prosto z auta i odjechał.
My poszliśmy we czworo, lemoniada smakowała, pogadaliśmy o lemoniadowym biznesie i wszyscy zadowoleni!
Podobną akcję widziałam na deptaku w Świeradowie, tylko dzieci starsze i naczynia inne, ale reszta zbliżona.
Robicie dla siebie podobne lemoniady czy wolicie inne napoje chłodzące?






