Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 czerwca 2022

Grochem o ścianę

 

Takie dialogi można usłyszeć w bibliotece szkolnej podczas oddawania książek na koniec roku i choć wszyscy znają zasady, ciągle te same problemy, bo tam, gdzie wszystko jest za darmo i wspólne, tam nie szanuje się własności i cudzej pracy. Stan oddawanych książek to jeszcze inna bajka, ale tej bajki już nie opowiem, za chwilę to nie będzie mój problem...

Powtórzę po raz ostatni - wymyślają ministrowie darmowe podręczniki dla wszystkich - dobre rozwiązanie dla rodziców - nikt jednak nie wymyślił i nie dał na to środków, jak takie ilości książek w szkołach wydać uczniom i zebrać na koniec roku, przechować przez wakacje i przypilnować by nadawały się do użycia przez 3 kolejne lata.

1. Brajan, kiedy oddasz książkę z biblioteki? - Szukam. - To samo mówiłeś tydzień temu. - Szukam. - Tyle masz szaf w domu? -  No mam !

2. Fabian, masz nieoddaną jedną książkę z biblioteki! - Ja nic nie wypożyczałem! - To Katarynka. - Ach to, jutro przyniosę.

3. Zuzia, oddajesz dwie książki, ale dwie jeszcze masz w domu. - Nie, mam w plecaku. - To czemu nie przyniosłaś teraz?  Wzruszenie ramion.

4. Agatko, cała klasa oddała już podręczniki, a kiedy Ty przyniesiesz? - A to trzeba już oddać?

5. Robert, dlaczego nie przyniosłeś reszty książek, jak twoi koledzy?  - Bo mam za ciężki plecak, będę nosił po trochu.

6. Czy można jeszcze oddać podręczniki, bo już po terminie? - Nawet trzeba, co to za pytanie?

7. Dlaczego wasza klasa nie oddaje podręczników do geografii? - Bo nie ma naszej pani i jest zastępstwo. - A co to ma wspólnego z oddawaniem książek na koniec roku?  Zbiorowe wzruszenie ramion.

8. Oddajesz wszystkie swoje podręczniki, Aniu? - Tak, bo wyjeżdżam do Zakopanego. - Ale koniec roku za dwa tygodnie! - Wpadnę może po świadectwo!- To pozdrów ode mnie Giewont!

9. Max, przyniosłeś książki kolegów, a kiedy oddasz swoje? - Ostatniego dnia szkoły! - a dlaczego tak? - mama w skarbówce też ostatniego dnia rozlicza PIT!

10. Proszę pani, zgubiłem Dziennik Cwaniaczka, czy mogę przynieść jakąś lekturę z domu? - Dziennik Cwaniaczka jest w księgarni, proszę odkupić. - A, to poszukam w pokoju brata.

11. Michał, jeśli zgubiłeś podręcznik do historii, mama musi go odkupić w wydawnictwie i przyniesiesz do biblioteki. - Mama powiedziała, że nie będzie płacić za moją głupotę.

12. Dlaczego oddajesz książki kolegi, złamał nogę? - Nie, ale jest mu wstyd, niech pani zobaczy, jakie zniszczone!


środa, 2 lutego 2022

A czy ma pani...

 

Po feriach dzieciaki ze zdwojoną energią wróciły do szkoły i z podobną przybiegły do biblioteki. 

Część uczniów oddawała lektury, inni oddawali książki i wypożyczali kolejne, a jeszcze inni przybiegli poczytać czasopisma i pogadać.

Gdy kilkoro dzieci przychodzi do wypożyczalni, to pytaniom i życzeniom trudno sprostać, a czasami trzeba wejść w rolę detektywa, by zgadnąć, co czytelnik ma na myśli.


Lista pytań jest dość ciekawa, więc przytaczam te, które zapamiętałam:
- czy ma pani książki o  zwierzętach?
- a jakie cię interesują?
- no takie normalne!

- czy są książki o statkach? najlepiej o Titanicu!
- interesują cię katastrofy?
- tak, a wie pani kiedy zatonął Titanic? w 1912 roku!

- ja bym chciała książkę o zwierzętach, a najlepiej o jakimś psie, który się zgubił i błąkał po świecie!

- czy są jakieś nowe książki o króliczkach?

- ja poproszę książki o wojnie, bo mnie interesuje II wojna i my z tatą czytamy!

- a czy ma pani książki o koniach, bo ja mam konika u wujka i na nim jeżdżę

a czy są  straszne książki, takie horrory?
- takie opowieści z dreszczykiem?
- nie, prawdziwe horrory, bo z dreszczykiem nie są wcale takie straszne!

- a ja bym chciała chudą książkę, żeby szybko się czytała...

Do biblioteki wchodzi też zapłakana Kornelka, ale nie wybiera książki, tylko towarzyszy koleżance.
Pytam, skąd takie zapłakane oczy? 
Koleżanka odpowiada, że Kornelia w klasie płakała, ale pani dała jej klasowe pudełko.
- a co to za pudełko?
- to nasze Pudełko Dobrych Słów, gdy ktoś ma smutki, losuje jedną karteczkę i smutki znikają...
- a jakie słowo wylosowała Kornelka?
- to tajemnica!
Pytam dziewczynkę, skąd jej dzisiejsze smutki?
- miałam dziś zły poranek...
Ale mimo złego poranka Kornelka jednak wypożycza książkę "O szpiegu, który lubił szkolne obiady"






środa, 17 marca 2021

Między regałami ...

                                                         

Teraz między regałami niewiele się dzieje, bo dzieci przybiegają do biblioteki na chwilę, co niektóre podsumowały z żalem, że chętnie posiedziałyby dłużej, by pooglądać książki i poczytać czasopisma, że o komputerach w pracowni nie wspomnę.

Alicja przypomniała o napisanym kiedyś przez nas liście do Mikołaja w Laponii, a odpowiedź nie nadeszła. Wytłumaczyłam dzieciom, że to wina pandemii na pewno, bo to i listy muszą być w kwarantannie , a i nie wiadomo, czy pomocnicy Mikołaja zdrowi...

Bliźniacy zafascynowani motoryzacją pytają, kiedy wreszcie kupię nowe książki o autach, najlepiej o Skodzie. Tłumaczę, że nie dostaję co tydzień funduszy na zakupy, co chyba chłopców nie przekonuje, przyjdzie mi kupić coś nowego za własne , by nie stracić czytelników ;-)

Uwielbiam takie bezpośrednie kontakty i rozmowy, a najlepsza nagroda w pracy, to podziękowanie za doradzenie jakiejś konkretnej książki i uczeń prosi o następne, podobne lektury.

Każde dziecko jest inne, niektóre wycofane i nieśmiałe, inne potrafią zagadać na śmierć i niekoniecznie książka jest celem wizyty w bibliotece. 

Olek donosi, że chyba zgubił książkę, ale nie do końca, bo zostawił ja w aucie wypożyczonym na weekend przez tatę i ma nadzieję, że wypożyczalnia samochodów zostawi książkę w biurze rzeczy znalezionych. A jeśli nie? To Olek wie, że będzie musiał odkupić, tak powiedziała mama.


Tatiana lubi wypożyczać dużo książek naraz i to z różnych działów, lubi różnorodność. Zawsze przychodzi ze specjalną torbą, do której pakuje wybrane lektury, by książki nie zabrudziły się lub nie zamoczyły w plecaku.

Filip wypożycza jedna książkę dla siebie i zawsze drugą dla brata, który ma 3 lata i któremu czyta, bo tak sam ćwiczy umiejętność czytania...

Terenia ostatnio wypożycza komiksy, głównie z serii KAJKO I KOKOSZ, które polecił jej tato, ale lubi także całkiem grube opowieści, bo chociaż  chodzi dopiero do drugiej klasy, to bardzo dobrze czyta.
 
Marysia wyznała kiedyś, że nie ma w domu telewizora. Dzieci pytały czy jej rodziców nie stać na zakup, na co dziewczynka odpowiedziała, że nie chcą telewizora, mają przecież w domu komputery.

Michalina pyta o książki o sztukach walki, pokazuję jedną, ale nie bardzo wzbudza zainteresowanie.
- ćwiczysz  judo czy podobny sport?
- zaczynam, ale gram też w piłkę nożną!
- należysz do naszej drużyny piłkarek? I ja nic o tym nie wiem?
- gram już dawno, nawet w gazecie byłam, na bramce stoję!
- to gratulacje, a może chcesz książkę o Szczęsnym?


Zapanował nowy pandemiczny sposób wypożyczania książek dla klas starszych.
Uczniowie lub opiekunowie wysyłają zamówienie na mój służbowy adres mailowy, po czym zanoszę lekturę do dyżurki, by stamtąd czytelnicy odbierali zamówienia.
Czasami przekazuję książki czytelnikom przez młodsze rodzeństwo z klas 1-3.

Muszę znowu zorganizować jakiś konkurs czytelniczy, akcję lub imprezę, oczywiście w reżimie sanitarnym! Lubię, gdy cos się dzieje...


poniedziałek, 4 stycznia 2021

Czy jestem zdziwiona?

 

Ta informacja nie jest dla szerokiego grona odbiorców i umknęła w natłoku innych newsów, ale musze o tym napisać, bo to kolejne kuriozum dobrej zmiany.

Chodzi o liczenie książek w bibliotekach szkolnych, a przy okazji o liczenie czytelników.
Mamy bowiem policzyć i to w krótkim czasie książki - osobno liczące do 49 stron i osobno te powyżej wskazanej liczby.

Żart? Nie!

Obiecałam DeLu w komentarzu, że napiszę kilka refleksji  na temat innowacji statystycznych dla bibliotek szkolnych.

O najnowszej innowacji doniosła mi koleżanka, bo nie śledzę portali zawodowych w okresie świątecznym, a wcześniej żadnej informacji nie dostałam.

Pod tym względem rok zapowiada się ciekawie, bo kreatywność urzędników jest imponująca, może jakieś premie dostają?

Żeby nie było, że ufam ślepo plotkom, poczytałam trochę tu i tam, jeśli kto ciekaw oto są linki:

1) https://glos.pl/bibliotekarze-beda-miec-od-2021-roku-nowy-obowiazek-maja-liczyc-strony-w-ksiazkach
2) https://biblioteka.pl/artykul/W-Systemie-Informacji-Oswiatowej/10257
3) https://www.prawo.pl/oswiata/dane-o-ksiazkach-w-systemie-informacji-oswiatowej,505415.html
4) https://pomocsio.men.gov.pl/biblioteka/

Lektura dla mnie samej nie wnosi niczego nowego, może zdumiona jestem definicję czytelnika wedle SIO (ulubione skądinąd narzędzie statystyczne w oświacie):

" Nie należy w tej kategorii wykazywać użytkowników, którzy mają automatycznie utworzone konto biblioteczne, jednak w okresie sprawozdawczym faktycznie nie korzystali z biblioteki w żaden z wymienionych wyżej sposobów; nie należy również zaliczać osób, które korzystały wyłącznie z innych niż biblioteczno-informacyjne usług biblioteki, np. spotkań autorskich, wystaw, lekcji bibliotecznych itp."

Biorąc pod uwagę, że czytelnie i pracownie komputerowe są w szkolnych bibliotekach nieczynne z powodu pandemii, a spotkań autorskich i tak nie ma, to po pierwsze przepis martwy, a ponadto, wiele dzieci czytało zawsze książki na miejscu, nawet zakładki swoje przynosili lub korzysta chętnie z czytania na głos przez bibliotekarza. 
Wielu nauczycieli przegląda fachowe książki w czytelni, czasem coś wynotuje lub skopiuje, czasem po prostu zapoznaje się z nowościami lub ode mnie prywatnie cos pożyczy , ale wedle definicji powyżej, nie należy ich liczyć...
Na lekcjach bibliotecznych wykorzystuję zbiory biblioteki, w tym czasopisma, więc znowu bzdura.
Także więc kilkoro uczniów tygodniowo, którym czytam książki nie ujmować w statystykach?
Super, gratulacje dla urzędników.

Co do liczenia książek w bibliotekach, czy to mają do 49 stron czy więcej...
Ktoś pomylił definicję broszury ( patrz Wikipedia)  z wydaniem  broszurowym książki, zwłaszcza lektury.

Nie zamierzam się zresztą nad tym rozwodzić.

Moje krótkie refleksje na temat statystyk podobnego typu , w nawiązaniu do komentarzy u DeLu,  są następujące:

Po pierwsze - w czym tu pomoże katalog? niektóre osoby sugerowały, że może być pomocny.  Nawet w elektronicznych nie ma wyszukiwania według liczby stron, podobnie na stronach internetowych, nie mówiąc o czasie ich przeszukiwania!

Po drugie - książka to książka, większość książek dla dzieci i nowel lekturowych ma ok.32 stron, często mniej lub więcej, niektóre  nawet nienumerowane - takie widzimisię wydawcy i w katalogowaniu zaznaczamy strony bez numeracji.

Po trzecie - liczyć to sobie można w małych bibliotekach lub punktach bibliotecznych, u mnie ok. 20.000 książek ( w tym dary od czytelników, broszury, minibajeczki) - kto i kiedy ma to policzyć?

Po czwarte – podobno trzeba policzyć do 10 stycznia. Żadnej informacji do tej pory nie dostałam oficjalnie, nawet gdy przyszła do szkół pod koniec grudnia, to w wielu szkołach trwa przerwa świąteczna, potem kolejne święto 6 stycznia, nie mówiąc o pandemii i wielu osobach w kwarantannie.

Czy jestem zdziwiona ?

Nie !!!

Pracuję już 35 lat i żadne nowinki mnie już nie zdziwią

Gdy wprowadzono Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa i dostaliśmy 15.000 zł na książki cieszyłam się jak dziecko

Otrzeźwienie przyszło przy pisaniu sprawozdania. Rubryk tam było mnóstwo, kazano nawet liczyć książki osobno dla chłopców, osobno dla dziewcząt, następnie policzyć, ile razy każda książka była wypożyczona, a kupiłam 1000 sztuk, no i wreszcie zorganizować z zakupionymi książkami imprezy czytelnicze dla wszystkich ! oddziałów w szkole. 

Jak mawia zaprzyjaźniona Anna  z bloga Rozmowy z Wszechświatem - żyjemy w psychiatryku!

Przepraszam za zanudzenie niektórych z czytelników, ale jak to mówią - nie samymi różami życie jest usłane.

Na koniec zagadka:

jeśli odkryje ktoś uzasadnienie dla liczenia książek z podziałem na liczbę stron, to ukłonię mu się nisko, bo ja nie znalazłam takowego.


piątek, 9 października 2020

Na bieżąco...

 Spotkały mnie dwie niecodzienne sytuacje w pracy.

1. Idę wedle planu po uczniów drugiej klasy, by mogli wypożyczyć książki (prowadzam po 5 osób ).

 Pukam, wchodzę do sali lekcyjnej, a tu połowa dzieciaków zrywa się z miejsc z okrzykiem: hurra! idziemy do biblioteki! Po drodze rozmawiamy o tęsknocie za normalnym wypożyczaniem, dzieciaki chciałyby przychodzić do czytelni i na komputery . 

Wspominamy pisanie listu do Mikołaja i brak odpowiedzi, mówię, że to pewnie wina epidemii.

Każde dziecko z książkami wychodzi dumne z nowych lektur, a zawsze uśmiechnięta Nadia mówi mi na ucho: to najlepsza biblioteka na świecie!

2. Innego dnia zaplanowana była wizyta w bibliotece klasy trzeciej. Zdarzyło się tak, że sporo czasu spędziłam w gabinecie dyrektora, by rozliczyć dotacje na podręczniki i przygotować książki do odesłania.

Gdy wróciłam do biblioteki, zjadłam śniadanie, gdy nagle otwierają się drzwi i wpada jeden z żywych bliźniaków z okrzykiem:

- No nareście, gdzie pani była?

- u pani dyrektor w pilnej sprawie

- tak długo? kiedy pani wróciła?

- niedawno, zdążyłam zjeść śniadanie

- a cemu pani po nas nie przyszła?

- myślałam, że może macie WF...

- to ja lecę po kolegów z klasy, niech pani nie wychodzi!

I jak można nie lubić tej pracy?




poniedziałek, 9 marca 2020

Z ukrytej kamery:-)

Historia jak z ukrytej kamery.
Dzwonią z sekretariatu, że jakaś pani J. wybiera się do biblioteki i czy byłam umówiona?
Nie byłam, nie znam, nie wiem o co chodzi.
Po długiej chwili lub raczej kilkunastu długich chwilach wchodzi pani w bardzo zaawansowanym wieku, ubrana jak na syberyjskie mrozy, z reklamówką w ręku i pyta:
- to pani jest bibliotekarką?
- tak, słucham…
- a krzesło gdzie?
Podaję krzesło z czytelni, siadam także po drugiej stronie biurka, czuję silną woń moczu i niemytego ciała, opanowuję mdłości…
- w czym więc mogę pani pomóc?
- szukam książek o hydrantach!
- o hydrantach? Ale to jest biblioteka w szkole podstawowej, mamy książki głównie dla dzieci…
- ale dział techniczny chyba macie? Słodowy to kiedyś był pomysłowy, macie Słodowego?
- dział techniczny mamy, ale nie ma tam książek o hydrantach… musiałaby pani spróbować w bibliotece publicznej
- byłam, tylko dwie książki mi dali, to za mało; byłam nawet u strażaków, ale okłamali mnie, że nie mają biblioteki
- nie sadzę, by w remizie była biblioteka
- jest, ale za mała jestem, by mnie wpuścili
- a właściwie, po co pani książki o hydrantach?
- piszę pracę dyplomową
- prace dyplomowe pisze się na studiach lub w technikach
- studia to już dawno skończyłam
- czyli teraz podyplomowe czy drugi fakultet?
- no no, drugi chyba
Miałam ochotę zbyć staruszkę, ale myślę sobie, może jestem w ukrytej kamerze i ktoś sprawdza mój stosunek do czytelnika? Nigdy nie wiadomo, ciągnę więc rozmowę:
- Może więc w wodociągach pani pomogą, w końcu ktoś te hydranty do wody podłącza?
- dobry pomysł, a gdzie te wodociągi? – wytłumaczyłam, pani zdawała się być zadowolona.
- obok nas jest szkoła budowlana, może i tam pani coś znajdzie
- a tam mają nowe książki, bo na ulicy dwa nowe typy hydrantów widziałam?
- młodzież uczy się najnowszych technologii, więc i literatura musi być najnowsza…
- o, mam już dwa nowe adresy, to dobrze, a tego Słodowego pani ma czy nie?
- mieliśmy kiedyś, ale zniszczyły się lub czytelnicy zgubili…
- a szkoda, mogliby chłopcy z ojcami majsterkować!
- wątpię, dziś młodzież w komputerach siedzi, a ojcowie nie mają czasu na robienie wynalazków ze szpulek od nici…
- oj, niedobrze, niedobrze, to ja już idę, dziękuję za radę
Po wyjściu starszej pani odetchnęłam z ulgą, otworzyłam okna, zamyśliłam się…
Straszne rzeczy robi starość z naszym ciałem, z głową w szczególności. Nie wiadomo, co nam pisane…

Ale dzięki tej wizycie zainteresowałam się hydrantami i oto jakie przykłady znalazłam:

sobota, 7 grudnia 2019

Rozmowy między regałami...

Oj nasłucham się tego, nawet gdybym nie chciała...

Pisałam już kiedyś, że dzieci w czytelni robią różne rzeczy, związane z czytaniem oczywiście, ale równie chętnie bawią się, byle nie za głośno i bezpiecznie.

Ostatnio opanowały przestrzenie między regałami, każdy lubi swój zaciszny kącik.
Niektórzy czytają, inni kolorują obrazki,starsi powtarzają do sprawdzianu, jeszcze inni powierzają sobie różne sekrety.
Najbardziej nie lubię łakomczuchów, którzy po kryjomu wyjadają chipsy z torebki i śmiecą, ale na przerwy nie chce im się wychodzić...

Mam obiecane mebelki wypoczynkowe dla dzieci, by mogły czytać i słuchać głośnego czytania w wygodniejszych warunkach. Ile można siedzieć na twardych krzesłach?

Kiedyś dzieciaki bawiły się w dom i taki oto dialog usłyszałam:
- dzisiaj ty odbierasz dziecko z przedszkola
- dlaczego ja? ja mam dziś szkolenie!
- a ja idę do fryzjera i muszę zrobić zakupy
- to dzwonimy do babci!

Dwie dziewczynki kolorowały obrazki w czytelni :
- mama czasem zabiera mi telefon, bo mówi, że jestem uża...ulaze...uzależniona
- i co wtedy robisz?
- nic, mama zapomina, że mam jeszcze tablet!

W tej samej czytelni dyskusja o filmach:
- moja siostra ciągle ogląda jakieś głupoty w telewizji
- mój brat tylko siedzi na jutubie albo gra w strategie, a ja wolę filmy o dinozarłach
- a co w tym ciekawego?
- lubię jak się pożerają i jest dużo krwi...
- fuj!

Przy regale z lekturami 4-8 stoją dwaj młodzieńcy:
- no szukaj, jak to było?
- chyba Dziady
- taki tytuł?
- a kto napisał?
- nie pamiętam!
- proszę pani, czy są Stare Dziady?

Z czytelni krzyczy jakiś ósmoklasista:
- proszę pani, pomocy!
- co się dzieje?
- niech pani zabierze te maluchy, bo uczyć się nie można
- nie możecie sobie poradzić w pierwszakami?
- wszędzie ich pełno, osaczyły nas...
- to się brońcie :-)

Dziewczynki przy kolorowance:
- Ja się cieszę, bo mój tata jest w domu...
- A mój jest w Irlandii
- Ale mój jest w domu, bo ma raka i ma pocięty brzuch, o tak!
- A mój nie może przyjechać, bo straci pracę...

Chłopiec z drugiej klasy szuka czegoś w dziale popularnonaukowym:
- czy są książki o polowaniach?
- była książka "1000 słów o myślistwie", interesuje Cię to?
- tak, mój dziadek chodzi na polowania
- nie popieram tego, nie wyobrażam sobie strzelać do zwierząt!
- ale dziadek dokarmia zwierzęta
- znalazłam, chcesz wypożyczyć?
- eee, chyba nie, za mało obrazków!


czwartek, 14 listopada 2019

Ta niedobra pani...

Opowiem Wam bajkę, bajka będzie smutna...

Była sobie pewna Zosia, która lubiła przychodzić do biblioteki.
Czasami czytała, czasami pani dała jej kolorowankę lub pozwoliła pobawić się pluszowymi zabawkami.
Pewnego razu Zosia zapragnęła zapisać się na komputery biblioteczne, jak robiły to inne dzieci.

Dziewczynka nie miała w domu komputera, kiedyś wprawdzie mieli laptop, ale bez myszki i mama sprzedała go, bo za wolno chodził.
Zosia nie bardzo radziła sobie z obsługą komputera, zwłaszcza z myszką, ale trochę pomogły jej starsze koleżanki, które siedziały obok niej w pracowni, a trochę pani, która pokazała do czego służy kółko na środku myszki. Powoli dziewczynka radziła sobie coraz lepiej, choć zawsze potrzebowała małej pomocy.

Jednego dnia Zosia przyszła do biblioteki ze świetlicy, po skończonych lekcjach i stanęła obok biurka pani. Inne dzieci stały w kolejce, jedne zapisywały się na komputery, inne wymieniały książki.
- Zosiu, dlaczego płaczesz?
- Bo koleżanki pobiegły same, a ja musiałam posprzątać po zabawie...
- To teraz stań w kolejce...
Gdy przyszła jej kolej, dziewczynka poprosiła o zapisanie na komputer, niestety miejsca były wolne dopiero za godzinę, więc Zosia znowu rozpłakała się.
- Zosiu, usiądź sobie w czytelni lub wróć do świetlicy, godzina szybko minie, każdy czeka na swoją kolej.

Dziecko poszło do czytelni, gdzie siedziały też inne dzieci. Nie minęło kilka minut, gdy jeden z uczniów zrezygnował ze swojej kolejki na komputerach, bo zapomniał, że ma zajęcia z logopedą.
Pani pozwoliła Zosi usiąść z koleżankami w pracowni komputerowej.
- Proszę pani, komputer nie chce się włączyć!
- Jest włączony, musisz tylko poruszyć myszką
- Proszę pani, a jak włączyć internet?
Pani podeszła, włączyła przeglądarkę, włączyła portal z grami dla dzieci.
- Zosiu, klikając w te okienka wybierasz grę
- Ale ja nie wiem jaką
- To może te kulki, poćwiczysz poruszanie myszką?
- Nie, tu się tylko strzela do kulek, nie chcę takiej
- To wybierz sama...
Pani zerkała, jak Zosia radzi sobie, bo koleżanki nałożyły słuchawki i nie zwracały na Zosię uwagi.
- Proszę pani, a jak się tu zmienia postać?
- Poszukaj w bocznym panelu...

W wypożyczalni pojawili się uczniowie trzeciej klasy po lekturę, chłopcy z piątej przyszli po słowniki, pani musiała zając się czytelnikami i jeszcze dzwonił telefon z sekretariatu.
- Proszę paaaani, a jak się zmienia stroje tych postaci?
- Zosiu, nie krzycz, jestem teraz zajęta. Nie mogę siedzieć z tobą i grać, muszę zając się też innymi dziećmi.
Gdy zadzwonił dzwonek, dzieci pobiegły do świetlicy.
Po kilku chwilach Zosia wraca do biblioteki z mamą.
- Proszę pani, przychodzę zbulwersowana, bo córka płacze, że prosiła panią o pomoc przy komputerze i tej pomocy nie otrzymała.
- Zosia nie powiedziała prawdy, było inaczej, poza tym jest dzisiaj w nie najlepszym humorze...marudna z byle powodu, oby nie była chora.

Gdy pani z biblioteki wychodziła do domu, zajrzała do świetlicy, gdzie dowiedziała się, że mama Zosi zabroniła wypuszczania dziewczynki do biblioteki na komputery, bo tam nie może liczyć na pomoc, a biedne dziecko nie ma w domu komputera.

Pani z biblioteki zrobiło się przykro, miała o czym myśleć całą drogę do domu...zresztą nie pierwszy i nie ostatni raz.




czwartek, 29 sierpnia 2019

I do roboty...

Uchylam kotary i zapraszam do zajrzenia w mój warsztat pracy.
To tylko połowa owego warsztatu - w większości ćwiczenia dla uczniów.
Cała świetlica w stertach, a kartony ciągle przywożą.

Podręczniki w ilości większej jeszcze czekają w szafach na trzecim piętrze.
Gdy rozdam to, co w świetlicy, zajmę sie podręcznikami.

A niektórzy rodzice chcieliby , aby dzieci odebrały wszystko 1 września.
Tylko jak to zrobić, kiedy całość musi być sprawdzona (kartka po kartce), zaksięgowana, policzona i rozliczona, a wydawnictwa przysyłają podręczniki dopiero od wtorku...przynajmniej u nas.


Dziękuję odnośnym władzom za dbanie o rozwój moich mięśni i dewastację kręgosłupa.

Może ktoś chętny do rozfoliowania paczek lub pieczętowania podręczników?

środa, 19 czerwca 2019

Znalezione w książkach...

Ilu z Was zasuszało kiedyś piękne liście między kartami książki?
Albo kwiatek, podarowany przy specjalnej okazji?

Zazwyczaj zakładki goszczą w książkach, które aktualnie czytamy.
Zakładki papierowe lub ręcznie robione, jeśli nasz egzemplarz nie posiada ozdobnej tasiemki do zaznaczania przerwy w lekturze.

Pracując wiele lat w bibliotece miałam okazję obserwować, co czytelnicy zostawiają między kartkami, najczęściej przez zapomnienie, niekiedy z powodu niechlujstwa. Niektóre biblioteki wykorzystywały niecodzienne znaleziska do zrobienia wystawy rzeczy znalezionych w książkach, oddawanych przez czytelników w różnym wieku.
Zacznę od historii, która mrozi krew żyłach co bardziej wrażliwych czytelników. Mama pewnego ucznia przyniosła do szkoły reklamówkę pełną książek, a w niej podręczniki oraz lektury, jak stwierdziła po starszych synach. Poprosiłam, by wyjęła wszystko na biurko, aby sprawdzić czy owe dary przydadzą się nam w ogóle.
Z reklamówki i z książek wypełzły małe czarne robaki w sporej ilości. Odskoczyłam od biurka, by nie oblazły mnie te żyjątka i bałam się dotykać książek. Pani na to, że może jeszcze coś przynieść, bo w domu maja tego pełno... stanowczo podziękowałam i wymówiłam się brakiem miejsca.
Zarobaczone egzemplarze pachniały silnie stęchlizną, byc może trzymali je w piwnicy lub komórce.

Zdarza się, że uczniowie oddają zapiaszczone, zalane mlekiem lub sokiem podręczniki, a w lekturach znajdziecie menu z całego tygodnia.
Zawsze dziwi mnie, w jakim stopniu i w jak krótkim czasie można zniszczyć nowiuteńki egzemplarz?

Ostatnio zdarzyło mi się odkryć woskowinę z uszu rozgniecioną między kartkami, ale bywają też resztki banana lub kiwi, zależnie od tego, co kuchnia szkolna serwuje na drugie śniadanie.

Inne ciekawe znaleziska zostawione przez czytelników to:
- przybory matematyczne - linijka, ekierka, cyrkiel
- bilety, paragony, mandaty, kupony totka lub zdrapki
- zaproszenia na urodziny oraz inne uroczystości
- zdjęcia z wakacji lub imienin u cioci
- sprawdziany, usprawiedliwienia, recepty

Tak sobie myślę, że w skali roku, w sporej bibliotece publicznej lub uniwersyteckiej znaleźć można skarby nawet ciekawsze, bo i przekrój czytelników bardziej urozmaicony.
Podobno, obok zapisków marginalnych w książkach, przedmioty tam pozostawione mogą stanowić przyczynek do wielu ciekawych badań socjologiczno-historycznych.

Czasami rozumiem czytelników, którzy wolą nowe egzemplarze prosto z księgarni...





piątek, 7 czerwca 2019

Zza biurka na matę

Panią Annę poznałam nie w klubie fitness, a w bibliotece.
Zaproszono mnie z dziećmi na spotkanie w ramach akcji głośnego czytania.
Gość biblioteki przy parku powitał nas promiennym uśmiechem, z zazdrością patrzyłam na nienaganną sylwetkę i wyprostowane plecy.
W trakcie spotkania pani Ania opowiedziała o swojej drodze do bycia trenerką personalną.

Przez 17 lat pracowała za biurkiem, czuła się coraz częściej wypalona, zniechęcona, nie mogła po pracy wykrzesać z siebie sił ani ochoty, by pójść choćby na rower ( skąd ja to znam ? )
Pewnego dnia postanowiła zmienić ten stan rzeczy, tym bardziej, że wychowanie syna wymagało od niej też sporo energii, chciała mu towarzyszyć w wielu aktywnościach, a tu organizm odmawiał posłuszeństwa.
Zainteresowała sie fitnessem, uporządkowała swoje sprawy, zrobiła odpowiednie kursy, wymówiła pracę za biurkiem i znalazła swoje miejsce w studiu fitnessu, gdzie prowadzi zajęcia indywidualne i grupowe dla ludzi w różnym wieku.
Zmieniła całkowicie tryb życia, jest pogodna, pełna energii, zaraża ochotą na ruch i zdrowy styl życia.
Z zainteresowaniem słuchały jej nie tylko dzieci.

Dostałam darmową wejściówkę na wybrane zajęcia, by zapoznać się z ofertą, ale chyba dopiero w wakacje dam radę skorzystać ( piątek 8 rano).
Jak mówi trenerka, powinno się spróbować różnych form, by wybrać najlepszą dla siebie.
Jeśli dotrę i nie padnę na polu walki ( fitnessu), dam znać jak mi poszło...



niedziela, 31 marca 2019

Niespodzianka...

... a w zasadzie dwie.
Miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu bibliotekarzy, które odbywają się co najmniej daw razy w roku, organizowane przez pracowników Biblioteki Pedagogicznej w Bydgoszczy.
Odbywamy wówczas różne szkolenia, wymieniamy się doświadczeniami, szukamy rozwiązań wielu problemów.
Tym razem przygotowano dla nas dwie miłe niespodzianki.

Spotkanie odbyło się w bibliotece przy Medyczno-społecznym studium zawodowym, miałyśmy więc okazję obejrzeć bibliotekę po remoncie i zapoznać się z jej ofertą.
Zaproszono nas także na zajęcia z wizażu. W czasie godzinnej sesji miła pani Ania omówiła typy urody i osobowości, które ogólnie dzielimy na chłodne i ciepłe.
Jeśli Wasze żyły mają odcień zielonkawy i opalacie się na brązowo, to jesteście zapewne typem ciepłym i pasują Wam nasycone kolory, ale tez nie wszystkie odcienie. Jeśli zaś macie żyły mocno niebieskie, wręcz fioletowe i opalacie się na czerwono, to jesteście typem chłodnym i raczej pasują Wam kolory pastelowe.
Bywają take osoby, którym wyjątkowo dobrze jest w czarnych ubraniach, mało kto wygląda świetnie w brązach czy granacie, a zauważcie, ile osób zima ubiera sie na czarno buro czy granatowo, do tego sino-zmarznięta twarz i czerwony nos.
Dotyczy to oczywiście kolorów, które nosimy blisko twarzy, bo chodzi głównie o wygląd naszej twarzy i sposoby na to, by wyglądała lepiej bez operacji plastycznych. Pomóc w tym mogą kolory i biżuteria.
Oczywiście nie napiszę tu poradnika dla wszystkich, bo nie jestem wizażystką.
Wiem po sobie, że niedobrze wyglądam w czerni, fiolecie, w odcieniach chłodnych lub burych.

W listopadzie obiecano nam zajęcia z wykonywania makijażu, a co - wszak bibliotekarz musi dobrze wyglądać, by nie straszyć czytelników :-)
Minęły czasy pań w kokach na głowie i wełnianym szalu na ramionach.

Druga niespodzianka, to zwiedzenia małej wystawy prac absolwentki kierunku goszczącego nas studium Terapii Zajęciowej.
Słuchaczka tegoż kierunku, zainspirowana została przez prowadzącą zajęcia nauczycielkę przedmiotów plastycznych do rozwijania dostrzeżonego talentu. Dziś jako dojrzała kobieta nie tylko pracuje zawodowo, ale także oddaje sie swojej pasji i niedawno doczekała się wystawy w bibliotece właśnie.
Tuż przed naszym spotkaniem miał miejsce wernisaż jej prac, na który zaprosiła ważne w swym życiu osoby, no i oczywiście pracowników studium, którzy przyczynili sie do rozwoju talentu malarki amatorki.
Podobno prace będą do kupienia po zakończeniu wystawy, może coś wybiorę...

poniedziałek, 25 lutego 2019

Boląca kieszeń i inne takie...

Czasami zamieszczam relacje rozmów z Krzysiem, a czasami dialogi podsłuchane w czytelni.
Bywa, że sama biorę w nich udział.
Wszystkie są bardzo pouczające, nieraz pełne dziecięcego humoru i świeżego spojrzenia na świat.

****
Wpada kiedyś chłopiec z pierwszej klasy i krzyczy:
- czy ma pani książki dla małych dzieci?
- jak małych i jakiego rodzaju?
- bo moja mama wczoraj o 20.58 urodziła mojego brata i ja chcę mu poczytać...
- to trochę za wcześnie, nie sądzisz?
- ale jak będzie płakał to ja mu poczytam...
Dodam tylko, że z dumą pokazywał godzinę narodzin brata wypisaną pisakiem na przedramieniu.

****
W czytelni dziewczynki rozmawiają o modzie i takich tam...
- wiesz, ja też nie wiedziałam co to jest botoks, ale moja babcia sobie zrobiła u kosmetyczki i mówi, że teraz młodziej się czuje
- a to boli?
- babcia mówiła, że najbardziej bolała ją kieszeń, ale nie wiem o co chodzi...

****
Dziewczynki z drugiej klasy czytają na głos książeczkę o św.Faustynie:
- o Boże, ta zakonnica poszła do więzienia!
- ale jak to? przecież to zakonnica i święta!
- bo tu napisali, że wróciła do swojej celi by się pomodlić ...

****
Chłopiec z pierwszej klasy poprosił o wyszukanie książek o zwierzętach, obejrzał trzy i odłożył.
- Hubert, już oddajesz?
- tak, już wszystko obejrzałem
- a może poćwiczyłbyś czytanie?
- czytanie ćwiczy się z podręcznikiem na lekcji, a książki się ogląda...

****
Dziewczynki licytują się, która uczęszcza na większą ilość zajęć dodatkowych.
- Lena, ty powinnaś chodzić na karate, bo masz za dużo energii, zapisz się tam, gdzie ja chodzę
- o nie! wasz instruktor jest za stary, ma już chyba ze 40 lat...

****
Z ostatniej chwili: podsłuchałam rozmowę mamy jednej z uczennic z wychowawczynią:
- czy mogę wpłacić zaliczkę na wycieczkę później, bo musiałam zapłacić 340 zł za telefon córki
- a co, popsuł się?
- nie, grała w jakieś gry internetowe, no wie pani, książek się teraz nie czyta, a coś robić musi...

Ludzie, trzymajcie mnie!



sobota, 15 grudnia 2018

Między regałami...

Dialogi podsłuchiwane między regałami zawsze są kształcące, czasem zabawne, niekiedy zasmucające.
Nie zawsze są podsłuchiwane, często dzieciaki przybiegają pogadać, mają swoje potrzeby i problemy.

Powiecie, że to ciekawe doświadczenie - istotnie, ale wysłuchać codziennie tylu zwierzeń lub udzielić rad czy tylko przytakiwać, to zajęcie, po którym psychika wymaga resetu, w ciszy, na spacerze, byle z dala od tłumu.

Oto kilka ostatnich przykładów:

- Czy ma pani wodę, bardzo chce mi się pić.
- Tak się składa, że mam...
- Tylko żeby nie była gazowana, bo gazowana jest niezdrowa...

****
Rozmowa pierwszaka z czwartoklasistą:
- Tomek, zapisujesz się na kompy?
- Nie mogę, mam karę.
- Za co, byłeś niegrzeczny?
- Walnąłem kolegę butelką wody i trafiłem w oko...
- A czemu go walnąłeś?
- Bo za mną łaził, chociaż mu mówiłem, żeby za mną nie łaził...
Wtrąciłam swoje pytanie:
- A koledze nic się nie stało?
- Nieee, ale naskarżył pani!

****
- Nikodem dlaczego nie byłeś na wycieczce?
- Bo nie chciało mi się...
- Żałuj, fajnie było!
- Właściwie, to mama nie miała drobnych...
- Na kieszonkowe?
- Nie, na wycieczkę, bo pan zbierał dwa razy i mama nigdy nie miała drobnych.

****
- Co masz taką skwaszona minę?
- Bo dostałem uwagę za brak zadania.
- To czemu nie odrobiłeś lekcji?
- Bo byliśmy z mamą u jej koleżanki, mama i ta pani piły piwo i za późno było wracać do domu, to spaliśmy u tej pani, a rano do szkoły...
- A co tata na to?
- Nie mam taty, czasami wujek do nas przychodzi.

****
- Ale fajnie, książka o pająkach, mogę wypożyczyć?
- Jasne, po to są! Interesujesz się pająkami?
- Lubie pająki, a moja mam się ich boi, muszę jej pokazać, że te w domu jej nie pogryzą...kiedyś znalazła w wannie wielkiego pająka i teraz boi się wejść do łazienki.
- Ja się nie boję, ale nie lubię...
- A słyszała pani , że kogoś ukąsił pająk z bananów, to musiał byc czad!


****
Dziewczyny z ósmej klasy podrygują rytmicznie z uchem przy radiu.
- Wasze klimaty, trochę tu mało miejsca do tańca?
- Pewnie! szkoda, że na Wf-ie nie ma lekcji tańca...
- Zacznijcie działać, może coś wywalczycie.

****
- Chyba dała mi pani opracowanie zamiast lektury.
- A co masz, pokaż...
Otwieram na stronie tytułowej.
- To nie opracowanie, tylko Zemsta- dramat czyli utwór napisany do wystawienia na scenie, z podziałem na role...
- Aaaa, bo tak dziwnie jakoś napisane...

czwartek, 19 kwietnia 2018

Robot wielofunkcyjny...

Bibliotekarz szkolny (definicja niesłownikowa) - robot wielofunkcyjny lub multizadaniowy, napędzany siłą mięśni, z twardym dyskiem o dużej pojemności, czasami wymagającym restartu i autouzupełniania, zasilany hektolitrami kawy i ciastek, czasami wrzucić trzeba weń tzw. drugie śniadanie, by mu energia nie spadła.

Zalety: nie skarży się, pracuje niemal bezawaryjnie, zajmuje mało miejsca, można dokładać mu coraz to nowych zadań, nie przegrzewa się, najwyżej niektóre czynności wykona po godzinach lub dokona przewartościowania hierarchii zadań. W razie wątpliwości czy podoła, można mu zasugerować, że to wszystko z powodu wyższej konieczności, która pojawia się średnio co drugi dzień.
Przerzuci bez problemów tony książek, zaspokoi ciekawość setek czytelników, posługuje się dwoma obcymi językami, łaciński natomiast wymaga unowocześnienia oprogramowania, bo sporadycznie używany.
Nadaje się znakomicie do kontaktów zarówno z dziećmi, jak i z dorosłymi, obsługuje komputer, drukarkę, kserokopiarkę oraz wiele programów potrzebnych i kompletnie nieprzydatnych.
Wykazuje czasem cechy psychoterapeutyczne, nie każdy jednak model, bywa dobrym logistykiem i animatorem kultury.

Wady: nie posiada, chyba że zainwestowaliście w niewłaściwy model, bo i takie bywają.

Inne cechy- oprócz książek i czasopism gromadzi różne przedziwne przedmioty, których chętnie użycza tzw. czytelnikom, a są to: gumki do włosów, chusteczki jednorazowe, papier toaletowy, ekierki, zapasowe logo szkoły (dawniej tarcza), nożyczki, taśma klejąca, igła z nitką, podpaski, zapasowe rajstopy, herbata w torebkach, kawa na łyżeczki, cukier w saszetkach, tabletki przeciwbólowe, reklamówki...

Zamienia banknoty na monety lub odwrotnie, wyszuka adres lub numer telefonu, udziela uczniom pomocy w postaci zimnego okładu na głowę, zaparzenia herbatki, podzielenia się kanapką lub cukierkiem, bo blady jakiś...

Możliwa do zastosowania opcja - życzenia i polecenia:
- wejdź, proszę na chwilę do mojej klasy, bo muszę ucznia do pielęgniarki odprowadzić
- przygotuj, proszę słowniki ortograficzne, przyślę uczniów
- zadzwoń, proszę do sekretariatu, że spłuczka w toalecie chłopców zepsuta i łazienki zalewa
- czy możesz zastąpić mnie na dyżurze , bo mam pilną rozmowę z rodzicem?
- pani ze świetlicy prosi o bajki Andersena...
- pani od niemieckiego prosi o 10 słowników
- nasza pani pyta, czy możemy oddać trzecią część Elementarza?
- czy wiesz pani gdzie jest pedagog?
- pani od plastyki prosi o wyszukanie albumów malarstwa polskiego

Oprogramowanie dodatkowe w gratisie -potrafi odbierać telefony i nawet załatwiać sprawy z klientami szkoły:
- jesteśmy firmą wysyłkową, mamy dla państwa świetną ofertę...
- jestem przedstawicielem firmy szkoleniowej...
- dzwonię z biblioteki publicznej, chciałabym zaprosić...
- dzień dobry, mieszkam niedaleko, czy przyjmiecie stare książki do biblioteki?

Na własną odpowiedzialność zainteresowane osoby mogą:
- zabrać bibliotekarza na wycieczkę do opieki nad dziećmi
- zlecić wykonanie zdjęć na imprezie do wstawienia na stronę internetową szkoły
- poprosić o zredagowanie pisma urzędowego
- zlecić napisanie wiersza dla odchodzącego emeryta
- poprosić o zamówienie nekrologu w gazecie lokalnej

Wady ukryte lub wynikające z wieku urządzenia nie podlegają reklamacji!








niedziela, 25 lutego 2018

Wokół książki... cz.1

Dolly Parton , znana piosenkarka country i aktorka założyła organizację non-profit Imagination Library (Biblioteka Wyobraźni)
„Utworzyłam ją w hołdzie dla mojego taty. Był najmądrzejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek znałam, ale wiem, że nieumiejętność czytania prawdopodobnie nie pozwoliła mu spełnić wszystkich jego marzeń. Pobudzanie w dzieciach miłości do czytania stało się moją misją” – opowiada
Początkowo piosenkarka chciała pomagać jedynie dzieciom z jej rodzinnego hrabstwa, dostarczając im co miesiąc po książce w prezencie. Wkrótce jednak organizacja swym zasięgiem objęła już cały kraj, a trzy lata później mogła się pochwalić pierwszym milionem rozdanych książek.
Aktualnie Biblioteka Wyobraźni działa też w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Australii. Nawiązuje współpracę ze szpitalami, aby pierwsze książki dzieci otrzymywały już w formie wyprawki dla noworodka. Każdego miesiąca organizacja rozsyła ponad milion bezpłatnych książek.

******
Przez wiele miesięcy pracownicy służb miejskich, zajmujący się wywozem śmieci w stolicy Turcji gromadzili wszystkie niechciane książki, które ludzie wyrzucili z domów. Nie mogli przeboleć, że ktoś wyrzuca tak wartościowe rzeczy, dlatego w porozumieniu z lokalnymi władzami założyli w dzielnicy Çankaya w Ankarze bibliotekę.
Początkowo zbiory były przeznaczone tylko dla pracowników i ich rodzin. Z czasem jednak wiadomość o tym, że niepotrzebne książki z chęcią przyjmą „śmieciarze”, rozeszła się po mieście i mieszkańcy zaczęli sami przekazywać książki. Gdy kolekcja bardzo się rozrosła, uznano, że najlepiej będzie udostępnić ją publicznie wszystkim.

Wspomniana biblioteka mieści się w korytarzu dawnej fabryki cegieł, bo tam mieści się siedziba służb oczyszczania miasta, ale też np. ośrodek zdrowia i sala kinowa. Miasto zatrudniło pełnoetatowego pracownika, który zarządza zbiorami. Do dyspozycji na miejscu jest czytelnia i pokój szachowy. Ze zbiorów chętnie korzystają dzieci urzędników miejskich i uczniowie pobliskich szkół. Dużą popularnością biblioteka cieszy się także wśród rowerzystów, którzy często przejeżdżają pobliską doliną.

Obecnie biblioteka posiada już ponad 6 tysięcy książek, od beletrystyki po literaturę faktu. Bardzo popularna jest sekcja z komiksami dla dzieci i osobna poświęcona materiałom naukowym. W ofercie znajdują się również publikacje w języku angielskim i francuskim.
O książki proszą nauczyciele wiejscy z całej Turcji, a pracownicy służb oczyszczania myślą już nad kolejnym projektem. Chcą przekształcić jedną śmieciarkę w mobilną bibliotekę.

******
Chińczycy prześcigają się w działaniach, aby udostępniać czytelnikom literaturę w przestrzeniach efektownych wizualnie.
W kulturalnej dzielnicy Binhai wybudowano imponujący gmach Biblioteki Publicznej Tiencin Binhai. Wnętrze obiektu zostało celowo tak zaprojektowane, aby spoglądającym przez fasadę budynku przypominało gigantyczną trójwymiarową gałkę oczną. Efekt ten uzyskano dzięki długim regałom o pofałdowanych kształtach zajmującym aż pięć kondygnacji. Tworzą one oczodół, w którego centrum znajduje się sferyczne audytorium pełniące rolę źrenicy.
Budynek biblioteki ma powierzchnię 33 700 metrów kwadratowych i może pomieścić ok. 1,2 miliona książek. W niczym nie przypomina jednak tradycyjnych książnic, zdecydowano się bowiem na otwartą przestrzeń publiczną skąpaną w jasnym świetle. „Półki na książki stanowią świetną przestrzeń do siedzenia, a jednocześnie zapewniają dostęp do wyższych pięter. Rogi i krzywizny mają pobudzać do różnego zastosowania przestrzeni, jak czytanie, chodzenie, spotykanie i dyskutowanie. Wszystko to razem tworzy ‚oko’ budynku” – mówi Winy Maas, współzałożyciel holenderskiej firmy architektonicznej , która odpowiadała za projekt i zrealizowała go we współpracy z miejscowymi architektami i inżynierami budowlanymi.
Biblioteka została ukończona w ekspresowym tempie. Od pierwszego szkicu do uroczystego otwarcia minęły zaledwie trzy lata.

*****
Jean Twenge, profesor psychologii na Uniwersytecie Stanowym w San Diego, wraz ze swoim zespołem przeprowadziła analizę tekstową ponad miliona amerykańskich książek opublikowanych w latach 1950-2008.
Jak się okazuje, w badanym okresie nastąpił drastyczny wzrost ilości przekleństw używanych w literaturze.
Książki wydane w latach 2005-2008 zawierały 28 razy więcej tego typu zwrotów niż publikacje sprzed ponad pół wieku.
Analizując ponad milion książek, zespół badaczy wziął za wyznacznik zaprezentowaną po raz pierwszy w 1972 roku przez George’a Carlina listę siedmiu sprośnych słów, których nie można powiedzieć w telewizji.

Jak się okazuje, od połowy ubiegłego wieku następuje stały wzrost występowania tych wyrażeń w książkach, a literatura publikowana w latach 2005-2008 zawierała średnio 28 razy więcej takiego słownictwa niż tytuły pochodzące z początku lat 50.
Największą popularnością spośród tych siedmiu zwrotów cieszył się motherfucker (skurwysyn). Współcześni pisarze używają tego określenia 678 razy częściej niż ich koledzy sprzed ponad pół wieku. Dużo chętniej sięgają również po fuck – we współczesnych książkach słowo to pojawia się 168 razy częściej niż we wczesnych latach 50. Z kolei użycie słowa shit (gówno) wzrosło – 69-krotnie.

Niektórzy postrzegają wzrost częstotliwości występowania przekleństw w kulturze (książkach, filmach, piosenkach) jako dowód upadku dobrych obyczajów, inni natomiast – jak chociażby wspomniany wcześniej George Carlin – traktują tego typu wyrażenia jako markery wolności wypowiedzi.

Profesor Twenge
zauważyła, że wzrost przekleństw nastąpił w tym samym okresie, gdy kultura nastawiona była na promowanie autoekspresji i indywidualizmu. „Indywidualizm jest systemem kulturowym, który eksponuje bardziej siebie, a mniej zasady społeczne. Gdy społeczne zasady odeszły na bok, a ludziom powiedziano, żeby wyrażali siebie, przeklinanie stało się bardziej powszechne. Myślę, że to właśnie te kulturowe soczewki są najlepszym sposobem do oceniania tego, a nie postrzeganie przez pryzmat dobra lub zła”.

„W każdym domu powinien być pokój do przeklinania. To niebezpieczne tłumić w sobie takie emocje”.
Czyje to słowa? Wypowiedział je niegdyś Mark Twain.


(ciekawostki wyszukane w sieci, zdjęcia - pixabay.com oraz Wikimedia, domena publiczna)

sobota, 7 października 2017

Biała gorączka....

...czyli kolejne spotkanie z Krzysiem:-)
Włączyłam komputer, próbuję zamówić książki w księgarni internetowej.
Krzyś podchodzi, zagląda w monitor.
- O, a co to?
- To strona księgarni internetowej, zamawiam książki, pamiętasz wybory ulubionych lektur?
- Pamiętam, nawet sam coś napisałem... moi koledzy też głosowali
- Wielu uczniów głosowało.
- Pomogłem pani liczyć głosy.
- Bardzo mi pomogłeś.
- Tak, było 114 kartek, a doczytała się pani? strasznie nabazgrali niektórzy
- Czasami bardziej się domyśliłam, ale przepraszam cię, jestem trochę zajęta.

Krzyś zrobił kilka kroków, zajrzał tu i tam, ale widzę, że wraca.
- A wie pani, zastanawiam się poważnie nad zmianą klasy.
- Tak całkiem, dlaczego?
- Bo moi koledzy są niemożliwi.
- A nie będzie ci żal? Jesteście już razem trzeci rok.
- Na razie się zastanawiam, jeszcze nie wiem, jak to zrobić. A co znaczą te gwiazdki przy książkach?
- To też takie głosowanie czy książka się podobała.
- Dużo tych gwiazdek, a jakie ceny! drogie te książki.
- No niestety, za drogie.
- No właśnie, jak rodzice mają kupować takie drogie książki?
- Dlatego dobrze korzystać z biblioteki.
- O, widzę, że jest Dziennik Cwaniaczka - Biała gorączka. Nasza pani powiedziała, że na WF-ie dostaje przy nas białej gorączki, tak rozrabiamy.
- Aż tak źle?
- Pani się dziwi, bo nie była u nas na WF-ie...
- Krzysiu, ja naprawdę muszę się skupić...
- No tak, a dużo tych książek będzie?
- Dużo, trochę kupiłam w księgarni w mieście, a resztę zamówię online.
- Czyli na Allegro?
- Nie, w księgarniach wysyłkowych, a skąd ty znasz Allegro?
- A coś tam słyszałem, wszyscy kupują na Allegro. O! powiesiła pani mój nowy rysunek!
- Powiesiłam, podoba mi się, taki geometryczny...
- Używałem ekierki, ale chyba przypomina trochę pomarańczę?
- Trochę tak, ale ja naprawdę jestem zajęta...
- Dobrze, to ja przyjdę później.

Jak myślicie, czy skończyłam listę zamówienia tego dnia?

niedziela, 17 września 2017

Z Krzysiem o wakacjach...

Przynoszę kolejną relację rozmowy z Krzysiem.
Część czytelników zna go dobrze, rezolutny chłopiec, który odwiedza mnie w bibliotece i prowadzimy ciekawe dysputy o życiu...
Krzyś odwiedził mnie w drugim tygodniu szkoły, obejrzał książki na wystawce, pokręcił się i stanął koło biurka.
Na koszulce napis: too cool to school, na buzi jak zwykle uśmiech.
Czekam. On też czeka, bo koleżanka szuka bajki w koszyku z małymi książkami dla dzieci.
- Dzień dobry, Krzysiu, co słychać?
- proszę pani, a tam wisiał mój rysunek, który zrobiłem dla pani w świetlicy.
- wisiał, ale tak się zakurzył, że chyba będziesz musiał zrobić nowy…
- no pewnie, ma się rozumieć !
- jak twoje wakacje?
- normalnie...
- ale wyjeżdżałeś gdzieś?
- taaak, byłem w Gdyni w oceanarium…
- to super, ja jeszcze nie byłam
- eee tam, we Wrocławiu lepiej, w tej Gdyni to wielka ściema, tylko część zwierząt jest prawdziwa...
- a reszta?
- sztuczna albo wypchana…
- ale przynajmniej nad morze mama cię zabrała
- nie mama, z tatą byłem…
- to fajnie, spędziliście sporo czasu?
- a mój pies jak tęsknił! ciągle na parapecie okna siedział i nie chciał jeść!
- no tak, bo bardzo cię lubi i na pewno cieszył się z twojego powrotu
- bardzo, nawet z nikim nie chce chodzić na dwór, tylko ze mną
- to chyba miłe?
- no nie bardzo, bo zawsze kupę robi i muszę po nim sprzątać…
- a jak w szkole, tęskniłeś za kolegami z klasy?
- trochę, ale nie tęskniłem za hałasem, głowa mnie boli
- ja tez nie mogę przywyknąć do tych decybeli
- a co to decybele?
- to taka miara głośności, zbyt duża ilość może być groźna dla zdrowia
- ja żałuję, że mama zostawiła mnie dłużej w przedszkolu, bo teraz byłbym już w starszej klasie i nie musiałbym słuchać tych piszczących dziewczyn
- myślisz, że starsze nie piszczą?
- niech mnie pani nie straszy, myślałem, że tylko maluchy hałasują…
- dziś nic nie wypożyczasz?
- nie, przyszedłem się tylko przywitać…

I poleciał za koleżanką, bo przyszli dwaj chłopcy z 5 klasy po "Chłopców z Placu Broni". Podglądali, który ma "chudszą" książkę. Gdy tłumaczę, że to zależy od grubości papieru i wielkości czcionki, jeden z nich wyraził nadzieję, że może w tej cieńszej pominęli jednak jakieś fragmenty...

sobota, 20 maja 2017

Niedobrze być bogatym...

Kolejna rozmowa z Krzysiem, którego dawno nie było. Nowym czytelnikom podpowiem, że Krzyś chodzi do 2 klasy, odwiedza mnie w bibliotece i prowadzimy ciekawe dysputy.
Zdaje się, że wśród moich czytelników chłopiec ma swoich wielbicieli, więc jeśli jeszcze nie znudziły Wam się rozmowy z Krzysiem, to dziś kolejna z cyklu.
Tym razem chłopiec przyszedł na prośbę pani ze świetlicy by sprawdzić, jakie dzieci zapisały się na komputery. Dla bezpieczeństwa dzieciaków pilnujemy, by zawsze były pod opieką i nikt nie biegał samopas po korytarzach.

- Oj Krzysiu, dawno cię nie było.
- Bo teraz ciepło i gramy w piłkę.
- A co robiłeś w majówkę? No wiesz, w ten długi weekend...
- Nic specjalnego, nie mogliśmy wyjechać, bo wujek pracował, więc z mamą byliśmy u dziadka na działce.
- Też fajnie, byłeś na świeżym powietrzu, pies pewnie także się cieszył, nie ma to jak święta...
- A mój kolega to nie lubi świąt, żadnych!
- Jak można nie lubić świąt? Nawet majówki?
- On mi powiedział, że w każde święta, nawet na Gwiazdkę jeździ z rodzicami do hotelu Gołębiewski...
- To muszą być bogaci, bo to drogie hotele są?
- Taaak, ale on mówi, że wolałby w święta być w domu. Na przykład na Wielkanoc my malowaliśmy pisanki, poszliśmy ze święconką i zrobiliśmy dziewczynom dyngus, a oni z bratem musieli w tym hotelu chodzić na zajęcia...
- Na zajęcia? w święta?
- No też się zdziwiłem, ale on mówił, że jak przyjeżdżają do hotelu, to rodzice odpoczywają, a dla niego z bratem zamawiają różne atrakcje na cały dzień.
- A oni pewnie woleliby spędzać czas z rodzicami?
- Chyba tak... wie pani, ja myślę, że to wcale nie jest dobrze być takim bogatym...
- Dla twojego kolegi chyba nie...
- Niedługo wakacje, masz już jakieś plany?
- Plany?
- Czy wiesz już, co będziesz robił?
- Nieee, może pojadę do taty? chciałbym...

środa, 5 kwietnia 2017

Z Krzysiem o obowiązkach

Krzyś jak zwykle zawitał do biblioteki. Był już po lekcjach, a że w świetlicy czas mu się dłuży, więc czasem mnie odwiedza i opowiada o tym i owym..
Nowym czytelnikom wyjaśnię, że Krzyś chodzi do drugiej klasy, jest bardzo towarzyski , a rozmowy z nim trwają długo.....

- Dzień dobry, przyszedłem, bo moje koleżanki w świetlicy grają w gry planszowe i strasznie się kłócą.
- O co się tak kłócą?
- Najpierw o to, w jaka grę grać, bo każda chce w inną...
- Jaką w końcu wybrały?
- Nie wiem dokładnie, bo ja robiłem pracę plastyczną, a teraz przyszedłem do biblioteki, lubię tu przychodzić, bo jest cicho i nikt się nie kłóci.
- Oj, czasami dzieci też się kłócą.
- Niemożliwe, a o co?
- O książkę, bo jest tylko jedna, o miejsce przy komputerze...
- I co pani wtedy robi?
- Mam swoje sposoby. Musze też pilnować, by uczniowie nie spóźniali się na lekcje.
- W mojej klasie jest dziewczynka, która zawsze się spóźnia, nawet na 11.40
- A mama jej nie budzi?
- Nie, ona chodzi spać z tabletem od taty i potem za długo gra i rano nie może wstać... a jutro jedziemy do teatru i ona na pewno zaśpi i nie pojedzie..
- A co wasza pani na to?
- Nasza pani już nie ma do niej cierpliwości, zawsze jej nagada do ucha, ale to nic nie daje...
- A na co jedziecie do teatru?
- Pani mówiła, ale zapomniałem... a ta koleżanka to zawsze zapłaci za wycieczkę i nie jedzie, bo nie zdąży wstać na czas... w muzeum piernika też nie była.
- Pamiętam, bo byłam z wami, pani musiała oddać jej pieniądze, to bardzo nieobowiązkowa uczennica.
- No właśnie i nigdy nie ma zadania domowego...
- Oj, to niedobrze wróży na przyszłość, jaka będzie z niej dorosła osoba?
- Ja myślę, że mogłaby pracować tam ,gdzie płacą za spanie...
- Za spanie, mówisz? Ale do pracy jednak trzeba przyjść na czas.
- To prawda, to może pracować w domu na przykład...