Wielu z nas ma gotowy plan na życie dla swojego dziecka. Niektórzy już od narodzin potomka planują kolejne kroki, a jeśli idzie to w parze z odpowiednia kasą, tym śmielsze można poczynić plany. Najlepiej więc niania z referencjami i kilkoma językami, prywatna szkoła, zajęcia dodatkowe wszelkie możliwe i jeszcze pani opłacana za odrabianie lekcji z dzieckiem, najlepiej emerytowana nauczycielka. Cóż z tego, że wiele fajnych zdarzeń z życia dziecka przechodzi koło nosa? rodzice robią kasę lub karierę lub jedno i drugie.
Dobrze widziana jest także szkoła muzyczna, a niektórzy idą dalej, wysyłając dzieci na castingi, różne show-y i przeglądy. Nie chcę powiedzieć, że to wszystko be, ale dobrze jeśli dziecko choć trochę jest tym wszystkim zainteresowane, a nie zaspokaja tylko ambicji rodziców. Skrajnym dla mnie przykładem są amerykańskie wybory małej miss. Występujące tam dziewczynki maluje się jak dorosłe kobiety, ubiera jak pudle na wystawę i uczy , że jak nie zdobędą korony za to czy tamto, to życie już nie ma sensu. A tym biednym dziewczynkom kibicują otyłe mamy, które poprzez córki zaspokajają swoje nieziszczone marzenia..
W moim środowisku pokutuje przekonanie, że każdy szanujący się młody człowiek MUSI skończyć liceum i pójść na studia, nieważne jakie, byle być magistrem. I taki zblazowany młody człowiek zostaje kiepskim kimś, bo może wolałby być kierowcą rajdowym, cukiernikiem lub fryzjerem, ale co na to powiedzą znajomi rodziców?
Drugi etap w życiu to dobra praca. Każdy rodzic marzy o takiej dla swego dziecka, a jeszcze dobra pensja, samochód służbowy itp. I tu też obserwuję dwie skrajne postawy. Niektórzy uruchamiają wszelkie znajomości, byle załatwić młodemu człowiekowi pracę, najlepiej biurową, żeby była lekka, bez odpowiedzialności i za przyzwoitą pensję, a że to w ogóle młodego nie kręci? Zawsze można powiedzieć, że syn lub córka jest urzędnikiem, ale co robi, trudno powiedzieć, a dostawianych biurek w urzędach przybywa. Druga skrajność to trzymanie latorośli w domu do 40-tego roku życia w oczekiwaniu na pracę marzeń : bo mój syn za najniższą krajową pracować nie będzie...Za to pracują rodzice, a dziadkowie z renty pomagają.
Niektórzy fundują swoim dzieciom roczne podróże po świecie " w poszukiwaniu sensu życia", najlepiej u jakiegoś guru, bo inaczej go nie znajdą....
I ostatni jakby etap czyli zakładanie rodziny. Tu przydałaby się dobra partia, najlepiej dziecko lekarzy, prawników, bankierów lub mieszane i to już dobrze ustawione. Podoba ci się synu ta dziewczyna? A kim są jej rodzice? A co to za zawód jest, ile ona zarobi? Córka innych rodziców pokochała chłopaka, ale on tylko w pizzerii pracuje i nikt nie zapyta jakie ma pasje poza pracą, ważne, żeby dużo zarabiał i rodziców miał na stanowiskach.
A nie daj Boże, gdy syn lub córka zdradzą się ze swoją inną opcją seksualną, to żałoba w rodzinie i wstyd, zwłaszcza w małej społeczności.
Ileż to widziałam złamanych serc i dusz z powodu niezaspokojonych ambicji rodziców. Wiele młodych osób pozostało singlami, bo rodzicom żaden wybranek się nie spodobał, a nie mieli odwagi by się przeciwstawić... Jak powiedział ktoś mądry: dzieci to nie nasza własność, mamy prawo wspierać, doradzać, przyglądać się, ale życia za nich nie przeżyjemy.
Jestem matką jedynaka i wierzcie mi, trudno czasem stać z boku i czekać, co wybierze, jak postąpi, ale gdy pytał czasami czy będę z niego dumna, zawsze odpowiadałam: ważne, synu, żebyś był szczęśliwy,a w myślach dopowiadałam: żebyś był dobrym człowiekiem.....
I dlatego nie załatwiałam lepszej szkoły, nie naciskałam na inne studia, niż te które wybrał sam itd.
Przypomniały się słowa mojej babci: pamiętaj, staraj się żyć tak, żeby nikt przez Ciebie nie płakał...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą planowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą planowanie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 26 września 2015
piątek, 11 września 2015
Wycieczkę szlag trafił...
Leciałam do pracy radosna, bo już piątek, wiele pilnych spraw dopięłam, a jutro weekend i wycieczka...Ale los miał wobec mnie inne plany i poraził mnie ostro. Schyliłam się tylko, by włączyć komputer i cios w kręgosłup tak silny, że ciemność w oczach, miękkie nogi, krew odpłynęła sobie gdzieś i ja też zaczęłam odpływać... Jak na ironię nie wyjęłam z torebki komórki, a byłam sama, koleżanka wyszła , do najbliższej sali daleko. Ale dowlokłam się jakoś do księgowości, klapnęłam na krzesło, poszedł w ruch telefon, ja powoli dochodziłam do siebie. Opieka, powiem Wam wzruszająca. Przybiegła szkolna pielęgniarka, pogotowie zjawiło się ekspresem, dwaj przystojni i profesjonalni ratownicy, mierzyli, wypytywali, zastrzyki robili, rozmową zabawiali, do lekarza pierwszego kontaktu iść kazali. Po szkole plotka pędziła lotem błyskawicy, co chwilę ktoś sprawdzał, czy żyję. O dziwo bez żadnego "ale" zarejestrowano mnie do lekarki, mąż mnie zawiózł do przychodni, a tam kolejne zdziwienie. Zanim mąż wrócił z parkingu, zajęła się mną pani z rejestracji, zadzwoniła po lekarkę, która zeszła do mnie na parter, zbadała i wszystko inne załatwiła.
Tak więc, uziemiona przez mój własny odcinek lędźwiowy kręgosłupa będę kurować się w domu, czytać sobie książki i postami Was zadręczać... W tzw. międzyczasie będę odbierać bolesne zastrzyki, żebym nie zapomniała po co w domu siedzę, gdy inni pracują.
A potem pozazdroszczę kuracjuszom i na zabiegi jakieś się wybiorę, ale na razie wycieczkę w weekend szlag trafił. No i czy jest sprawiedliwość na tym świecie?
Tak więc, uziemiona przez mój własny odcinek lędźwiowy kręgosłupa będę kurować się w domu, czytać sobie książki i postami Was zadręczać... W tzw. międzyczasie będę odbierać bolesne zastrzyki, żebym nie zapomniała po co w domu siedzę, gdy inni pracują.
A potem pozazdroszczę kuracjuszom i na zabiegi jakieś się wybiorę, ale na razie wycieczkę w weekend szlag trafił. No i czy jest sprawiedliwość na tym świecie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)




