Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 sierpnia 2026

Na karuzeli...

 

Takie niespodzianki uwielbiam! Wracamy z wycieczki, a tu przesyłka w skrzynce. Poznaję pismo nadawcy i jeszcze na schodach rozrywam kopertę.

Jest! nowy tomik wierszy Kasi Kadyjewskiej, pięknie wydany, choć radosne kobiety na okładce nie kojarzą mi się z wariatkami, raczej z dobrymi wróżkami!

Wpisałam w etykietach bloga słowo recenzja, ale nie mam uprawnień, więc to raczej subiektywne wrażenia po lekturze.
Zresztą nigdy nie lubiłam rozbierania poezji na czynniki pierwsze, wiersz albo do nas przemawia, albo milczy , a może to my nie słyszymy...

 Intymne strofy, często miniatury, bo nie potrzeba wielu słów, by ująć w wersy sedno.
 Jest w nich tyleż samo osobistych refleksji autorki, co bardziej uniwersalnych myśli, jakie każdej wrażliwej duszy  są bliskie, a przynajmniej przychodzą czasami w dolnych stanach codziennych nastrojów. Za zgodą poetki pozwalam sobie zamieścić dwa wiersze, które są mi najbardziej bliskie.

Gdybym miała oceniać całość tego tomiku, napisałabym , że gdyby wszystkie osoby cierpiące na depresję umiały swoje uczucia przekazać za pomocą podobnych wierszy, o ile lepiej moglibyśmy je zrozumieć i próbować wczuć się w emocje, jakie wkradają się do umęczonej duszy! 

Wariatka jest aniołem

zbyt lekkim
by utonąć

zbyt ciężkim
by odfrunąć

zbyt wrażliwym
by życ

zbyt młodym
by umrzeć

zbyt upadłym
by zmartwychwstać


Wariatka jest kobietą

wariatka urodziła się kobietą
czuje się kobietą
jest kobietą ale nie wie
czy na pewno

nikt nie daje jej kwiatów
nie prawi komplementów
nie umawia sie na randki
więc

myśli że jest coś 
o czym nie wie
że świat jest inny niż ten
który zna
że prawdziwe życie
wygląda inaczej niż jej
lecz nie pojmuje
co robi źle

taki Forrest Gump w spódnicy
a może i to nie
bo przeważnie chodzi w spodniach

Dziękuję autorce za kolejny tomik, jestem dumną posiadaczką trzech!
Czytam i przymierzam spotykane refleksje do swoich emocji, a nic tak nie porządkuje uczuć i myśli jak dobra poezja!



niedziela, 19 grudnia 2021

Wariatka z wielkim sercem....

 

Mam zaszczyt i przyjemność przedstawić kolejny tomik wierszy Katarzyny Kadyjewskiej z Rzeszowa.

Przyszedł do mnie wraz z życzeniami świątecznymi i sprawił mi wielką radość. 

Pisałam już o pierwszym tomiku Kasi Tutaj i bardzo mnie cieszy, że poszła za ciosem i wydała kolejny.

"36 wariatek" to niezwykły zbiór, bardzo osobisty, ale jednocześnie uniwersalny.

Początkowo nieśmiało wchodzisz w świat niezwykle wrażliwej osoby , w jej intymne zwierzenia, by po kilku utworach ze zdumieniem stwierdzić, ile z tych refleksji, emocji, wrażeń jest w każdym z nas. 

Celowo nie piszę w każdej, bo i mężczyźni bywają niespotykanie wrażliwi, tylko rzadziej się do tego przyznają...

Jaki obraz wyłania się z tych strof ? 

Zobaczcie sami:

Wariatka wygląda jak zwykła kobieta, może tylko bardziej milcząca, ale potrafi słuchać jak nikt.

Wariatka jest nadwrażliwa i bezbronna, więc ukrywa się pod maską sarkazmu, bo tylko pozornie jest twardzielką, zwłaszcza w oczach innych ludzi, w samotności jej zbroja opada bezlitośnie.

Wariatka miewa podłe dni, ucieka wtedy od świata i od samej siebie - " jej choroba jest bardziej śmiertelna od raka - została pozbawiona nadziei"

Wariatka traci złudzenia, nawet nauka uśmiechania się od nowa spełzła na niczym, dlatego lubi patrzeć w niebo, tam znajduje wytchnienie.

Wariatka mówi do drzew i rozmawia z szerszeniem, nie drażni jej brzęczenie much, a wiatr ceni za życiodajność oddechu.

Wariatka nie wierzy w boga, ale potępia grzech, a największym jest głupota.

Wariatka usilnie pracuje nad normalnością, wiec przelewa na papier swoje wiersze.

Wariatka marzy, ucieka, czeka... spala się jak wątła zapałka.

Wariatka uśmiecha się do własnych myśli, które zawsze wybiegają w przyszłość, bo w niej na pewno będzie szczęśliwa!


Nie wszyscy lubią poezję. Dla mnie poezja to najprostszy, a zarazem najbardziej obrazowy sposób, by oddać się refleksjom na każdy temat. Nie trzeba ich nawet wypowiadać na głos, wystarczy, że każda strofa wyzwala emocje i dociera do samego dna duszy...


środa, 21 lipca 2021

Ucieczka przed życiem...

 

Po lekturze ciekawej książki mam ochotę podzielić się swoimi wrażeniami, a być może zachęcić do jej przeczytania inne osoby.

Lubię książki, które oprócz emocji dostarczają wiedzy, zmuszają do refleksji i długich dyskusji na różne tematy.

Taką książką jest opowieść o Marii Czubaszek, pióra Violetty Ozminkowski. 

Nie jest to typowa biografia, raczej obraz życia i twórczości niezwykle ciekawej osoby, widzianej oczami i sercem równie ciekawych osób, takich jak: Wojciech Karolak, Artur Andrus, Jerzy Dobrowolski.

Wynotowałam, co często robię, niektóre ciekawostki, które mogą stanowić zachętę do zapoznania się z całością. Dają także wgląd, choć minimalnie w osobowość pani Marii, którą widzowie i czytelnicy znali tylko z mediów, podziwiając jej cięte riposty i dystans do siebie samej.

Wiele ciekawych myśli przetrwało w notatkach czynionych na skrawkach papieru, liścikach do męża, nagraniach telewizyjnych i radiowych.

1. "Wolę być czarną owcą. Bo czarne wyszczupla."

2. "Życie nie jest największą wartością. Życie jest jedyną wartością."

3. "Myślę, że ateizm, podobnie jak wiarę, odkrywa się w sobie z czasem. Najpierw słuchamy tego, co opowiadają nam rodzice, ale pewnego dnia zaczynamy pytać i zastanawiać się samodzielnie, o co w tym chodzi..."

4. "Nie radzimy sobie z banalnym rytuałem umierania. Nie ma takiego przedmiotu w szkole "przygotowanie do śmierci"... W kościele? Wolne żarty! To raczej straszenie Sądem Ostatecznym i trąbami jerychońskimi. Na bogato!"

5. Żartowała, że po śmierci chce być skremowana, by po raz ostatni puścić dymek.

6. Krytykowana za dwie aborcje i stosunek do eutanazji, bała się wielu rzeczy, oprócz śmierci. 

7.  Miała za sobą co najmniej dwie próby samobójcze, według  najbliższych - żyła jakby ciągle przed czymś uciekała...

8. Nie lubiła szkoły, bo nauczyciele wydawali się jej przemądrzali, a uczniowie dziecinni, wiele lat pobierała naukę w domu, podejrzewana o spektrum autyzmu. Wedle autorki biografii, zbyt łatwo dziś przylepia się łatki zaburzeń cechom, które świadczą o indywidualności człowieka...

9. Nie lubiła dzieci, za to kochała psy, już jako dziecko wybrała psa w prezencie, zamiast roweru.

10. Miała niesamowite poczucie humoru, także na swój temat - mawiała, że jest nienachalna z urody lub że jako dziecko wyglądała jak  mała purchawka. 

Umarła, jak żyła - zbyt skromna, by zaprzątać innym głowę swoją osobą.


Portret M.Czubaszek - Wikimedia commons - CC BY-SA 4.O


czwartek, 15 lipca 2021

Cnoty niemodne?

Na pewno wiele osób pomyśli o cnotach niewieścich, które ostatnio są na tapecie mediów.

Może na końcu i o tym wspomnę, bo jak można nie wspomnieć?

Ale tym razem o wierszach będzie.

Autorkę poznałam blogowo i mailowo i nie dziwi mnie, że tak mądra poezja trafiła pod mój dach.

Jak sugeruje tytuł, o cnotach i wartościach jest rzecz, a najważniejsze i najpierwsze z nich to wiara, nadzieja i miłość.

Piękne wydanie w twardej okładce, piękny projekt , a zawartość subtelna, a jednocześnie mocna. 


Nie jest to jednak balsam dla duszy, jak wiele tomików poezji. To raczej zwierciadło dla naszych przywar, ukrytych myśli, fałszywych deklaracji, niespełnionych obietnic. Wciska w fotel od pierwszego wiersza i przyciąga jak magnes. Czytając, zastanawiasz się, jak to jest ze mną?

Lektura tych wierszy to lepsze, niż wizyta u psychoterapeuty!

Za zgodą autorki przepisuję jeden z wierszy:
Cierpliwość

a jej się nie spieszy
nie tupie gorączkowo
nie przebiera nogami w miejscu
za to przebiera w słowach

nie oczekuje od razu
teraz
najpóźniej zaraz

żadne natychmiast
nie przeszkadza jej w patrzeniu na zieleń
i turkusowe skrzydełka modraszek

zna tajemnicę Kubusia Puchatka
więc wie
że można po równo
cieszyć się spełnieniem i oczekiwaniem

Nie napiszę więcej, bo więcej nie trzeba, nawet jeśli ktoś za poezją nie przepada, może potraktować ten tomik, jak zbiór złotych myśli, bo każdy wiersz taki właśnie jest, odkrywa prawdy, ukryte na dnie duszy czasami.
Dedykacja jest dla mnie zaszczytem i cennym darem. Dziękuję, Kasiu!

Ale spójrzcie jeszcze na znaczki,  to nie przypadek, że na jednym K.K. Baczyński, a na drugim "Szlaban na ryzyko" - bo tu ryzyka nie ma, bierz i czytaj, tylko skorzystasz.

****
Co do cnót niewieścich, wspomnianych na początku i reklamowanych przez ekipę od nauki i edukacji.
Powiem krótko i konkretnie - minęły czasy, gdy wstydem dla mężczyzny było obranie ziemniaków do obiadu lub przewijanie dziecka, gdy zrobiło kupę. 
U mnie w szkole jest drużyna piłkarek i dziewczyny tak grają w nogę, że z żadnego turnieju nie przyjechały bez pucharu, ale nie wiem czy cerować potrafią i  nie obchodzi mnie to, bo cerowanie nie jest pasją, a gra w nogę już tak! A gdybyście widzieli, jak kibicują ojcowie tych dziewczynek!

Ciekawe, że o cnotach męskich nikt z polityków się nawet nie zająknął!

Panowie Czarnek i spółka - zajmijcie się lepiej odnową takich cnót, jak honor, życzliwość, pokora, wrażliwość, umiar czy wdzięczność, a świat będzie lepszy...

poniedziałek, 16 listopada 2020

Stare i nowe...

 

Kończę książkę Krzysztofa Daukszewicza NARESZCIE W DUDAPESZCIE.

Nie powiem, żeby mnie zawiodła, ale... może oczekiwania były zbyt duże. Nowością jest kilka listów , wymiana korespondencji między ojcem i synem i tu muszę przyznać, że zmysł obserwacji i dowcip odziedziczył Aleksander po ojcu.

Zamieszczam dziś kilka drobnych urywków, niektóre może znacie, bo mi też część dowcipów czy dłuższych tekstów wydało się znajomych. Może za sprawą tego, iż autor prezentował je w mediach jeszcze przed wydaniem książki.

 

 

Część tekstów nawiązuje do pandemii, inne są bardziej uniwersalne:

* Tak często myję ostatnio ręce, że dotarłem do ściągi z matematyki na maturę, która była 20 lat temu.

* Mikołaju, chcę rower, może być używany, byle miał przerzutki i lotki , mogą być bez tarczy, bo mam w kogo rzucać.

* Synek na spacerze z tatą po lesie, zapytany pod jakim drzewem chciałby usiąść, odpowiedział, że pod takim, w którym jest Wi-Fi.

* Dlaczego musimy płacić za TVPis? Bo za głupotę się niestety płaci...

* Z powodu braku imprez kulturalnych celebryci stawiają sobie ścianki we własnych domach.

* Czy w czasie pandemii można odwiedzać cmentarze? Można, ale tylko w limuzynach.

* Załóż na pulpicie komputera folder BAŁAGAN. Idź do kuchni, nalej sobie wina. Wróć do kompa, kliknij USUŃ FOLDER i możesz dopić wino, rozkoszując się wolnym czasem.

* Panowie spod Biedronki czy innego sklepu nie zbierają już na flaszkę, oni ambitnie zbierają na maseczki!

* Idzie dinozaur z synem przez pustkowie, synek pyta:

-tatusiu, czy Bóg istnieje?

- jeszcze nie - odpowiada rodzic

* Na co czekasz, ożeń się teraz, tańszego wesela nie będzie!

* Policjant z drogówki zatrzymał kierowcę, od którego wyczuwalny był zapach profilaktyki przed koronawirusem...

Życzę nam wszystkim dobrego tygodnia, bo mój weekend był paskudny :-(


środa, 9 września 2020

Okiem i sercem

Mam wszystkie Jej książki, autorkę poznałam osobiście i jestem z tego dumna.
Spotkanie trwało krotko, ale czułam, jakbyśmy znały się od dawna.
W dodatku uwieczniła mnie na stronach swojego najnowszego dzieła „Mój kraj nad Wisłą” w rozdziale o mieście na soli czyli moim rodzinnym.
Rozdział przeczytałam oczywiście jako pierwszy, nieprzepisowo, ale byłam ciekawa spojrzenia Stokrotki na mój Inowrocław.

Książka nie jest przewodnikiem, chociaż mogłaby być.
Nie jest encyklopedią, choć zawiera wiele cennych informacji historyczno-geograficznych.
Nie nazwiesz jej też pamiętnikiem, chociaż wiele tu wspomnień, opisów osób i sytuacji sprzed lat wielu i z czasów niedawnych wcale.

Czym więc jest książka Jadwigi Śmigiery MÓJ KRAJ NAD WISŁĄ?

Jest subiektywną opowieścią pisaną sercem i duszą o miejscach jak najbardziej realnych , o osobach i zdarzeniach udokumentowanych w różnych źródłach.
Normalnie przeczytasz ją jednym tchem, w jedno niedzielne popołudnie, ale normalnie to się nie da. Każdy rozdział wciąga jak gra komputerowa, zaczynasz czytać i drążysz dalej:
- a gdzie to, czy byłam tam czy tylko nazwa znajoma?
- co jeszcze można zwiedzić w pobliżu i gdzie zanocować?
- o tam byliśmy, ciekawe, czy autorka poleca to samo?

Na okładce rekomendacje dwóch niesamowitych kobiet – Joanny Rodowicz i Ewy Radomskiej – już to mówi samo zamiast recenzji.

Zdaję sobie sprawę, że każdy lubi co innego, ale jeśli kochacie swój kraj nad Wisłą, warto przeczytać książkę Stokrotki.


piątek, 29 maja 2020

Islandzkie klimaty

Raczej o filmie, niż o wyspie będzie, choć klimat Islandii jeszcze bardziej surowy od skandynawskiego, wszak 11% kraju zajmują lodowce.
Za serialami nie przepadam, ale gdy zainstalowaliśmy Netflix, oglądamy to i owo, więc mini seriale także.
Nie muszę czekać na ciąg dalszy, a film włącza mi się w miejscu, gdzie skończyłam.
No i nie ma reklam!!!

Serial o tytule widocznym na plakacie obok, to świetna historia kryminalna, ale z niejednym dnem. Oprócz głównego wątku seryjnych morderstw, widz obserwuje rozwój innych elementów fabuły, które świadczą o tym, że postaci filmu nie są wydumane, ale z krwi i kości, a każdy z bohaterów ma dramatyczną przeszłość i równie bogate perypetie w teraźniejszości.

Nie chcę za bardzo zdradzać fabuły, ale myślę, że wątki filmu zainteresować mogą wielu oglądaczy:
- emocje związane z tropieniem seryjnego mordercy
- zagadki przeszłości związane z pedofilią w zakładzie wychowawczym dla chłopców
- przemoc w rodzinie i znaczenie więzi między rodzeństwem
- inwigilacja wśród wyznawców Świadków Jehowy
- problemy wychowawcze samotnej matki
- korupcja w aparacie sprawiedliwości
- homoseksualizm i wykluczenie ze społeczności

Jeśli komuś mało, to dopowiem, że akcja jest wartka, ciekawe rysy psychologiczne bohaterów, wejrzenie w arkana pracy dochodzeniowej, no i suspens na końcu.
Dodam, że film jest mocny, bardzo działa na widza, długo pozostaje w pamięci, porusza delikatne struny naszej psychiki, bo przecież na każdego inny problem działa najmocniej, czasem dotyka osobiście.

Mnie samej nasunęły się po obejrzeniu filmu następujące pytania:
1. jak rodzi się w ludziach tyle zła i przemocy?
2. jak wiele ludzie są w stanie zrobić dla kariery i pod presją przełożonych?
3. jak wiele złego musi się wydarzyć, by dostrzeżono istotę problemu, a nie tylko pozory?
4. czy własne tajemnice z przeszłości śledczych ułatwiają, czy utrudniają ściganie przestępców?
5. czy jednym dobrym pozytywnym można zmazać winy z przeszłości?
...i wiele innych.

Na szczęście serial nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania i wątpliwości, za to pozostawia niedosyt i refleksje...
Świetne pole dla domowych dyskusji w długie wieczory.

piątek, 17 stycznia 2020

Wieczory filmowe...

W długie zimowe wieczory, zwłaszcza w dni wolne od pracy mamy ochotę obejrzeć jakiś film i słowo jakiś dobrze oddaje to, co można znaleźć w sieci.

Trudno o dobry film. Oczywiście każdy lubi co innego, ale doprawdy niektóre filmy wprawiają mnie w zdumienie - kto takie kręci i dla kogo?
Udało nam się ostatnio kilka obejrzeć, może ktoś z tego zestawienia skorzysta. Nie napiszę o tych najgorszych, na które szkoda czasu, bo po wyczerpaniu naszej cierpliwości jako odbiorców wyłączyliśmy, nie zapamiętując tytułu.
Były wśród nich 2-3 ponoć nagradzane... no cóż, widać nie jestem wyrobionym kinomanem.

Pierwszy film mogę polecić całym sercem.
Togo - opowieść o dzielnym psie na dalekiej północy, o przyjaźni człowieka ze zwierzęciem.
Trochę humoru, sporo wzruszających scen, ciekawostki o trudach życia ludzi na Alasce.
Jeśli lubicie filmy o zwierzętach i potrzeba Wam nieco emocji w jakiś zimowy wieczór, to polecam.

Ad astra zapowiadał się dobrze, nawet obsada zachęcająca, tematyka nie dla wszystkich, bo kosmiczna, ale Marsjanin bardzo mi się podobał, więc zasiadłam z nadzieją.
Nie dotrwałam do końca, bo nie za bardzo zrozumiałam przesłanie filmu, nie mówiąc o fabule, ale nie skreślam, bo mąż obejrzał, choć bez zachwytu, więc chyba ocena będzie pół na pół, musicie zdecydować sami.

Na noże to ten gatunek, który należy do moich ulubionych.
Obsada cymesik, same mocne nazwiska.
Film, będący mieszanką kryminału, komedii, thrillera i czego tam chcecie plus zaskakujące zakończenie.
Bawiłam się dobrze od pierwszych chwil do końca.
Więcej nie zdradzę, bo zepsułabym cały efekt.

Czarownica 2 to jak logika wskazuje, dalsze losy bohaterów części pierwszej.
Do obsady dołączyła Michelle Pfeiffer jako zła teściowa.
Nawet jeśli nie obejrzeliście części pierwszej, druga dostarczy Wam równie mocnych emocji, a bajkę o walce dobra ze złem czasami warto obejrzeć, chociażby po o, by oderwać się od brudów świata nam współczesnego.
Efekty specjalne dodają smaczku, nawet żałuję, że i tej drugiej części nie obejrzeliśmy w kinie.
The room to film może nie najwyższych lotów, ale w sumie fabuła dość oryginalna w zalewie thrillerów o przewidywalnym zakończeniu.
Obraz stosunkowo nowy, były już filmy o tym samym tytule, więc gdybyście szukali, to zwróćcie uwagę na rok produkcji - 2019.
Sedno fabuły zasadza się na ostrzeżeniu - uważajcie o co prosicie, byście nie stali się ofiarami swoich marzeń lub raczej życzeń.

The Grey, przetłumaczony nie wiedzieć czemu na Przetrwanie to kolejna próba opowiedzenia o zmaganiach człowieka z przyrodą i własnymi słabościami po katastrofie samolotu.
Do tego mróz, pustkowie i zero przygotowania, poza jednym z bohaterów.
Obraz nie najgorszy, ale głównym minusem jest to, że z wilków zrobiono krwiożercze bestie. Powiedziałabym nawet, że jest to wilcza wersja Szczęk.

Przedstawiając swoje spostrzeżenia liczę na to, że podpowiecie, co tam ostatnio widzieliście ciekawego, oprócz seriali, bo nie oglądam...

(fotosy - filmweb.pl)

poniedziałek, 7 maja 2018

Jesienne wspomnienia wiosenną porą...

W środku wiosennego rozkwitu przyrody trafiła do mnie książka z jesienią w tytule, wspomnienia zaprzyjaźnionej blogerki Ewy.

Autorka nie tylko pozwoliła na subiektywną notkę o swojej książce u mnie, ale nawet poprosiła o konstruktywną krytykę.

Prawdę powiedziawszy nie wiem, co miałabym krytykować czy oceniać. Krytykiem nie jestem, jedynie skromnym bibliotekarzem i czytelnikiem, a w książkach szukam emocji i nauki.

Przede wszystkim, chylę czoła przed benedyktyńską pracą. Zgromadzenie tylu wspomnień, zdjęć, faktów i nadanie im pewnej spójności oraz cech obiektywnego spojrzenia na ówczesną rzeczywistość to nie lada sztuka.
Czasy dawne i współczesne, Sieradz, Łódź, Warszawa. Tradycje, smaki, zabawy, obrzędowość i polityka... jak to w życiu.
Lekturę zaczęłam oczywiście od przyjrzenia się fotografiom, chociaż cenne jest już słowo wstępne autorki, które często czytelnik pomija, a niesłusznie. Nie ukrywam także, że zaczęłam czytanie od końca czyli od rozdziału o bibliotekach.

Zdjęcia znajome się wydały, choć osoby na nich nieznane, ale wszak podobne mam w domu swoim i rodzinnym, a czasy bliskie sercu i w opowieściach Ewy Stanisławiak znalazłam wiele analogii z własnymi wspomnieniami.
Jakże ciepło pisze autorka o swoich bliskich, trzeźwo jednak przyglądając się ich funkcjonowaniu w zawierusze naszej historii. Tak było, tak żyło wielu Polaków i te opisy są także w tej książce cenne.

Niebywałym zbiegiem okoliczności nasi ojcowie w podobnej branży pracowali, obaj byli społecznikami i podobne perypetie w latach 80 tych były ich udziałem. To chyba jakiś znak, że zapragnęłam tę książkę przeczytać.
Przypadkowy czytelnik nie musi się obawiać, że omawiana lektura zbyt osobistą się okaże, zawiera bowiem tyle ciekawostek, faktów i zajmujących fotografii, że czyta się ją jak najlepszą powieść biograficzną.

Zaskoczeniem dla mnie była nota biograficzna autorki na okładce, z podziwem czytałam o dorobku naukowym i zainteresowaniach badawczych. Nie dziwi udział w pracy zbiorowej : „Pamięć – zjawiska zwykłe i niezwykłe”.
Książka Ewy Stanisławiak to niezwykłe dzieło, zarówno dla dziejów kilku spokrewnionych rodzin, jak i historii naszego społeczeństwa, zwykłych ludzi, którzy byli zawsze jak sól tej ziemi…

Lektury tego typu (należą też do nich pozycje STOKROTKI -Jadwigi Śmigiery ) czyta się najpierw szybko, łapczywie, a potem wolno smakuje, strona po stronie i często do nich wraca...

Czy zastanawialiście się kiedyś, ile ciekawych historii i przyczynków do obrazu naszego społeczeństwa kryją dzieje Waszych rodzin?
Sama próbowałam spisywać te okruchy pamięci, ale nie mogę sobie darować, że nie zaczęłam tego wcześniej i skrupulatniej, bo dziś świadków wielu zdarzeń już nie ma, a pamięć ulotna jest.

Aneks
Notka od autorki książki:
Książka jest w sprzedaży. Wystarczy wysłać maila z zamówieniem na mój adres: stanislawiak.ewa@gmail.com, a wszystko wyjaśnię.

czwartek, 25 stycznia 2018

Podróż sentymentalna...

Odbyłam podróż do miejsc kiedyś odwiedzanych, nie ruszając się z domu.
A to za sprawą książki Jadwigi Śmigiery MOJE WARSZAWSKIE ZWARIOWANIE, której okładkę widzicie obok na zdjęciu.
Nie jest to ani przewodnik, ani też pamiętnik, to raczej spacer po Warszawie w towarzystwie autorki, która nie tylko pokazuje swoje ulubione miejsca i opowiada ciekawostki, ale każdy spacer zmienia w subiektywne spojrzenie na miejsca i wydarzenia, wplatając epizody ze swego ciekawego życia.
Nawet znając stolicę lub wręcz przeciwnie, warto sięgnąć do tej nietypowej pozycji, bo w każdym wypadku znajdziecie dla siebie coś ciekawego.
Wydawca dołączył do książki zakładkę, co jest miłym i praktycznym prezentem dla czytelnika, a szata graficzna nawiązuje do dwóch poprzednich książek autorki, które także posiadam i polecam.

Dlaczego podróż sentymentalna?

Lata temu odwiedzałam regularnie Warszawę z moim chłopakiem, a obecnie mężem, który miał tam ciotkę o pięknym imieniu Róża. Pracowała na ulicy Rozbrat w jakiejś instytucji związanej ze sportem, dziś już nie pamiętam nazwy, a mieszkała najpierw w Sulejówku, potem w Warszawie na Siekierkach, wreszcie przy ulicy Czerniakowskiej w bloku z windą.
Ciotka pokazała nam wiele ciekawych miejsc, inne odkrywaliśmy sami, gdy ona pracowała...
Zachwyceni tym wszystkim czego brakowało na prowincji, spędzaliśmy poza domem całe dnie, nawet lody w Hortexie jedząc zamiast obiadu, także dla oszczędności.

Nie sposób opisać
wszystko, co stolica oferowała turystom z małego miasta, post musiałby mieć niewyobrażalną długość. Nie dotrwalibyście do końca. Miło było przypomnieć sobie wszystkie te miejsca, czytając książkę Stokrotki (nick blogowy autorki).
Dla porównania - Kamienne schodki z książki o Warszawie i ja na tych schodkach sto lat temu...zdjęcie kiepskiej jakości, ale cóż.

Z sentymentem wspominam spacery Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem na Stare Miasto, ciastka od Bliklego, eleganckie butiki i dla kontrastu stragany na Bazarze Różyckiego, wycieczki do ZOO, odczytywanie ciekawych historii z nagrobków powązkowskich.

Mój drugi romans z Warszawą miał miejsce w czasie praktyk studenckich. Przez miesiąc mieszkałam w stolicy, ucząc się praktycznej strony zawodu bibliotekarza w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Dzięki temu udało mi się zwiedzić także zaplecze Biblioteki Narodowej, pachnący jeszcze farbą Zamek Królewski, wystawę Rembrandt i uczniowie w Muzeum Narodowym i wiele innych ciekawych miejsc.

Trzeci raz byłam w Warszawie służbowo i poza Centrum Nauki Kopernik niewiele widziałam, z daleka Stadion Narodowy i z taksówki Nowy Świat...

Lektura książki Jadwigi Śmigiery uświadomiła mi, że muszę naprawić wielki błąd czyli odwiedzić dzisiejsza stolicę, tym bardziej, że mogę liczyć na obecność tak wspaniałej przewodniczki jak autorka książki, obiecała mi to w dedykacji...

niedziela, 29 stycznia 2017

Maria o miłości

Kolejna zaprzyjaźniona blogerka napisała książkę. Jak sama mówi, zasłyszana historia stała się kanwą opowieści o miłości. Gdy nieśmiało na swoim blogu wspomniała o wydaniu książki, zaraz zamówiłam i przeczytałam.
Książeczka niewielkich rozmiarów, w sam raz do przeczytania w jeden wieczór lub w czasie podroży pociągiem. Nie będę opowiadać Wam treści, bo już tytuł nasuwa pewne skojarzenia oraz słów kilka na okładce. Babska literatura to nie mój ulubiony gatunek, ale książeczka wydaje się idealna na Walentynki, jeśli lubicie historie miłosne ze szczęśliwym zakończeniem, to przeczytajcie. Opisana historia dowodzi, że znajomości Internetowe nie muszą być niebezpieczne i nie każdy randkowicz to oszust matrymonialny. Gdybym sama nie znała podobnych historii, nie uwierzyłabym.
Ponieważ Maria prosiła o szczerą krytykę, to jedno zastrzeżenie mam, mianowicie - zabrakło mi tego elementu ulubionego w literaturze, czyli warstwy poznawczej. Czekałam na opis życia w Anglii i Szkocji, gdzie autorka przeniosła swoich bohaterów, na jakieś ciekawostki z życia polskiej emigracji, ale może debiutantka skupiła się na emocjach i uczuciach, a ja oczekiwałam zbyt wiele.
Każdy szuka w książkach czego innego, być może to, co ja lubię najbardziej, inni czytelnicy przebiegają szybko by dotrzeć do części poświęconej wątkowi romansowemu.
Swój egzemplarz zamówiłam na Poczytaj.pl, szybko, sprawnie, do odbioru w kiosku pod balkonem, info dostałam sms-em.
A TUTAJ namiary na blog autorki.

A dla miłośników zimowych klimatów kilka fotek przyrody, która nawet zimą nie śpi:-)


Taki widok towarzyszył mi w drodze do pracy - styczniowy wschód słońca...


Na zamarzniętym stawie odsłonięto w lodzie basenik dla kaczek...


Tutaj jezioro pełne łabędzi ( w kadrze widać tylko część), była także młodzież ubarwiona na szaro. Na pomoście przysiadła czapla, ale zdjęcia robiłam komórką i gdy chciałam podejść, by zrobić zbliżenie, czapla odfrunęła w siną dal...

środa, 5 października 2016

Ośmioro wspaniałych...

Nie pomyliłam tytułu.
Klasyczne kino, jakie pamiętamy z lat 60-ych doczekało sie nowej wersji w iście amerykańskim stylu. Z przyjemnością obejrzałam w kinie SIEDMIU WSPANIAŁYCH, film nakręcony w świetnej obsadzie, przypominający charakterem oskarową produkcję Django. Oczywiście żaden ze mnie krytyk filmowy, więc proszę nie sugerować się za bardzo, to moja prywatna opinia. Western nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale bywają takie filmy, których wymowa zapada głęboko w myśli, a w kinie wgniata nas w fotel.
Film krwawy, więc jeśli ktoś nie lubi krwi i śmierci na ekranie, to niech sobie odpuści. Idąc do kina zadawałam sobie pytanie - co jeszcze można zrobić z tak znanym motywem, co nowego można pokazać widzom, mającym w pamięci film z Yulem Brynnerem i Stevem McQueenem ? Nie rozczarowałam się i polecam. Dobór aktorów do galerii postaci występujących w filmie, jak dla mnie wspaniały, ale najbardziej zaskakujące jest powierzenie roli inicjatora zdarzeń kruchej kobiecie, która determinacji i odwagi ma za dwóch kowbojów.
I właśnie ODWAGA jest chyba głównym motywem w tym filmie. Odwaga, nie oznaczająca jednak bezmyślnego biegania z bronią i strzelania do wszystkiego co się rusza, ale odwaga przeciwstawienia się silniejszemu od siebie w imię odzyskania własnej godności, niezależności i poczucia sprawiedliwości.

Zatytułowałam post "ośmioro wspaniałych", gdyż dla mnie kobieta stająca u boku siedmiu facetów o wątpliwej reputacji w obronie swego domu i sąsiadów zasługuje na miano bohaterki, dorzuciłabym jeszcze jako dziewiątego wspaniałego reżysera, który miał odwagę zmierzyć sie z klasykiem i nakręcić własną wersję. Galeria postaci jest tak różnorodna, że o każdej można by esej napisać i nie są to charaktery kryształowe, każdy mógłby trafić do piekła za dotychczasowe dokonania na tym świecie, ale w opowiadanej historii nie o to przecież chodzi.
Chodzi o pomoc ludziom w potrzebie i nie tyle o pomoc konkretną, choć taka też występuje, ile o pomoc w znalezieniu w sobie sił i determinacji do walki. Nie każdy rodzi sie wszak bohaterem.
Ileż to razy my sami godzimy się na to, co przynosi nam los, co zastajemy w miejscu pracy, na ludzi, jakich spotykamy. Niektórzy z nas najpierw nadstawiają drugi policzek, bo tak ich wychowano, bo urodzili sie na klęczkach i tak żyliby do końca, gdyby...
Gdyby nie jakaś osoba na ich drodze, jakiś impuls, który wyzwoli całe pokłady buntu i bohaterstwa.
W myśl zasady, że lepiej umrzeć w walce o lepsze jutro, niż żyć na klęczkach i pozwolić innym na ograniczanie naszej wolności - cokolwiek to znaczy.
Podobno zbytnia pokora i uległość wzbudza w prześladowcy jeszcze większą agresję, trzeba więc nauczyć sie przeciwstawiać, nawet dla zachowania własnej godności, by zawsze patrzeć w lustro bez obrzydzenia.
Nauczmy się walczyć lub pomóżmy innym zawalczyć o siebie.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Powrót do dzieciństwa...

Książeczka skromna, jak jej autorka, ale nie sądźmy dzieła po okładce. Jestem szczęśliwą posiadaczką świeżego tomiku wierszy dla dzieci Gabrysi Kotas i pokazałam go kilku zaprzyjaźnionym osobom z prośbą o opinię, aby "recenzja" nabrała obiektywizmu.
Opinie, które do mnie wróciły potwierdzają moje pierwsze wrażenie.
Każda z osób biorących tomik Gabrysia- dzieciom do ręki użyła słowa SYMPATYCZNY, sympatyczne wiersze, sympatyczne ilustracje, sympatyczny klimat.
Wierszyki na różne okazje, przywołujące wspomnienia z dzieciństwa, powiedziałabym nawet, że ten zbiór to doskonała okazja do czytania dzieciom na głos: przez rodziców, dziadków, ciocie, sąsiadki. Mając w domu taką książeczkę będziemy miały co poczytać małym gościom, przywołując jednocześnie to wszystko, co same darzymy sentymentem.
Doskonałym uzupełnieniem treści są tu rysunki, wykonane wprawną ręką artysty, ale przypominające te zrobione ręką dziecka, proste, czytelne, bez zbędnych udziwnień, bez konieczności tłumaczenia dziecku ( i sobie) co artysta miał na myśli.
Jedna z osób czytających wiersze dla dzieci Gabrieli Kotas powiedziała dosłownie: wiesz, to właściwie są wiersze nie tyle dla dzieci, ile wiersze dla nas, abyśmy mogły na chwilę wrócić w czasy naszego dzieciństwa....
I to zdanie najbardziej chyba oddaje klimat tego zbioru....

środa, 6 stycznia 2016

Katastroficznie...

W minionym tygodniu obejrzałam dwa filmy, bardzo różne w wymowie, traktujące o różnych epokach historycznych, z odmiennymi typami bohaterów, ale mające wspólny element - katastroficzny, chociaż w obu filmach nawet katastrofa ma inny wymiar.
Pierwszy film obejrzeliśmy w domu w formacie 3D (nie lubię tych okularów) z dysku podłączonego do telewizora.
EXODUS , bo o nim mowa, film Ridleya Scotta z fabułą znajomą, bo opowiadający historię Mojżesza. Zajrzałam do recenzji o tym filmie i muszę przyznać, że moje odczucia pokrywają się z opinią np. na stronie Filmweb.
To co podobało mi się w tej produkcji najbardziej ( a widziałam już inne filmy o Mojżeszu) to sposób potraktowania postaci i głównego bohatera. Bez zbytniej wzniosłości religijnej, bez hollywoodzkiej pompy, nawet kolejne plagi i wędrówka ludu do ziemi obiecanej są pokazane bardzo realistycznie, w sposób dający się wytłumaczyć naukowo (dziś o podobnych zjawiskach w przyrodzie czytamy w Internecie), co nie znaczy, że wszystko co oglądamy odarte jest z tajemniczości kompletnie. Ale jest też trochę psychologii (co lubię), pokazano proces przemiany mentalnej głównych bohaterów, ludzie są przyziemni, a nie idealistycznie natchnieni. Film długi, ale ogląda się dobrze, może nie powala na kolana, ale zobaczyć warto.
Drugi film obejrzeliśmy wczoraj w kinie, na małej kameralnej sali.
FALA - film norweski, typowo katastroficzny. Dla mnie męczące było słuchanie dialogów w języku Norwegów, dziwny, szorstki język, miałam wrażenie, że słyszę same spółgłoski i ciągle te same wyrazy...
Film ciekawy, jeśli lubi się filmy wnoszące element wiedzowy na temat tąpnięć skał i powstawania tsunami. Na upartego można się przyczepić do paru scen czy rysów bohaterów, ale nie chcę wchodzić w szczegóły, może ktoś zechce obejrzeć sam... Obraz nie powala jakoś szczególnie na kolana, ale obejrzeć warto.

Na koniec podzielę się wrażeniami z pobytu w kinie, bo czasem jest to dla mnie trauma ...sala kinowa bardzo duszna, nie przewietrzona po seansie DKFu. Wszyscy widzowie (oprócz mnie i męża) zaopatrzeni w popkorn, hektolitry coli, chipsy itd. Ze wszystkich stron słychać mlaskanie, siorbanie, chrupanie. Tu i tam razi w oczy niebieskie światło wyświetlaczy komórek, bo niektórzy co 5 minut muszą sprawdzać, czy nie dostali smsa. Ale przebojem były wczoraj 3 dziewczyny pochodzenia romskiego, które przyszły pogadać, a gadały cały film i to nie szeptem, zdziwione, że ktoś je ucisza. Miałam wrażenie , że opowiadały tej w środku co widać na ekranie. Nie rozumiałam o czym gadały, bo robiły to w romskim języku chyba... W końcu przyszedł facet z obsługi i zagroził, że je wyrzuci. Długo nie wytrzymały, po paru minutach ostentacyjnie ubrały się i wyszły...

niedziela, 22 listopada 2015

Subiektywnie o filmach


Na prośbę Gabrysi postanowiłam napisać coś o filmach, bo każdy z nas szuka czegoś ciekawego do oglądania w długie wieczory jesienno-zimowe. Oczywiście z góry zastrzegam, że mój przegląd jest bardzo subiektywny, wszak lubimy inne książki, inne filmy, różne obrazy nam się podobają. Nawet gdy czytam niepochlebną opinię o książce czy filmie, to biorę ją oczywiście pod uwagę, ale ostateczne zdanie wolę wyrobić sobie po przeczytaniu lub obejrzeniu. No i rzecz jasna odwrotnie.Zawsze dobrze na tym wyszłam, a poza tym czemu ktoś miałby czytać lub oglądać za mnie? Nie jest mną.
Zanim jednak polecę te filmy, które sama polubiłam, pozwólcie, ze wspomnę swoje pierwsze fascynacje kinowe, gdy jako nastolatka chodziłam do kina. Bilety wtedy chyba nie były drogie, bo pamiętam, że biegałyśmy z koleżankami ciągle na jakiś film, a kina były u nas 4, teraz jest jedno.
Może oglądaliście : Jezioro osobliwości, Nie będę cię kochać, Con amore, Walka o ogień, Austeria. To tak wyrywkowo z róznych szufladek mojej pamięci.
Już jako osoba dorosła oglądałam różności, a kilka z nich odcisnęło na mnie jakiś ślad: Dwunastu gniewnych ludzi, Siedmiu wspaniałych, Zielona mila, Zapach kobiety, Co się wydarzyło w Madison County itd. itp.
A co polecę dzisiaj? Wybrałam kilka i sprawdziłam, że są dostępne na kanale youtube, gdyby ktoś nie miał innej możliwości obejrzenia.

STALOWE MAGNOLIE to film, który widziałam chyba ze 3 razy, bo cenię go nie tylko za scenariusz, ale także za grę aktorską moich ulubionych pań. Atmosfera miasteczka i tamtejszej społeczności jest taka, jakiej życzyłabym sobie w swoim otoczeniu. Nie będę opowiadać treści, dodam tylko, ze mimo dramatycznych scen wymowa jest optymistyczna.

SMAŻONE ZIELONE POMIDORY - ekranizacja książki, którą czytałam i uważam, ze ekranizacja udana, oddająca idee autora, w dodatku wzbogacona kreacjami aktorskimi wielkich aktorek ( a nie mam na myśli gwiazdorzenia). Tak jak polecić mogę książkę, tak samo polecam film, oczywiście dla miłośników gatunku (tzw. film babski).

Myślę, że zdjęcie z filmu DWOJE DO POPRAWKI już zapowiada dobrą rozrywkę, chociazby z powodu obsady. Film bardzo oszczędny w obsadzie i nakładach finansowych, bo w zasadzie gra dwoje aktorów, ale film wart każdych pieniędzy, świetna komedia obyczajowa...
DROGA ŻYCIA to tzw. kino drogi. Bohater podąża śladem zaginionego syna szlakiem św.Jakuba do Santiago de Compostella. Nie jest to kino akcji, wręcz przeciwnie, trzeba uzbroić się w cierpliwość, uważnie słuchać i śledzić piękne krajobrazy, przeżywać duchową przemianę wraz z głównym bohaterem. Pojawia sie też kolekcja barwnych postaci róznego sortu, bo takie pojawiaja sie na szlaku św.Jakuba. Przejście takim szlakiem jest moim marzeniem...

TAJEMNICA FILOMENY to najtrudniejszy z polecanych filmów. Kolejny film o duchowej przemianie, uczący trudnej sztuki wybaczania niepowetowanych krzywd. Tłem fabuły są wydarzenia sprzed 50 laty, które miały miejsce w Wielkiej Brytanii, a które skutkowały odebraniem tysięcy dzieci młodocianym matkom i sprzedaniem ich bogatym amerykańskim i europejskim rodzinom. Jeśli macie ochotę na trudny film, to bardzo polecam.
Porusza do głębi duszy i pozbawia spokojnego snu...
Jeśli możecie polecić coś ciekawego, napiszcie proszę w komentarzach - powstanie forum wymiany doświadczeń kinowych.