środa, 2 września 2026

Na szlaku - Wang

 Na karkonoskich szlakach spędziliśmy 4 pełne dni, w nogach tysiące kroków, przeszliśmy sporo kilometrów. Widoki i powietrze jedyne w swoim rodzaju, a najprzyjemniej tam, gdzie żadne busy ani kolejki nie wjadą. Z poziomu własnych butów widać więcej ciekawostek. 

Od razu uprzedzę pytanie: a byliście tam, czy tam? Postanowiliśmy nie ruszać auta, wszystkie okoliczne atrakcje dawno zobaczone, skupiliśmy się na wędrówkach w pięknych okolicznościach przyrody.


Zapora na Łomnicy, to nie tylko obiekt chroniący Karpacz przed powodzią, ale i dobry punkt wypadowy na szlaki i ścieżki.


Budowla robi wrażenie, a wyobrażam sobie, ile musi być tu wody gdy wzbierają rzeki i strumienie.


Znad zapory prowadzi piękna trasa na punkt widokowy Karpatka, łatwa do przejścia, urozmaicona głazami i korzeniami, a po obejrzeniu panoramy gór ruszamy czerwonym szlakiem, potem zielonym do światyni Wang.


Pierwszy raz byłam tu na wycieczce szkolnej w liceum, zapamiętałam drewniany kościół, stojący wśród kwitnących rododendronów. Nawet ludzi było mało.



Teraz wokół cała infrastruktura, tłumy, całe szczęście, że widziałam kiedyś Wang od środka, bo tym razem tylko obejrzeliśmy z zewnątrz.
Ciekawy opis historyczno-architektoniczny TUTAJ


Zrobić zdjęcia przy tej świątyni bez ludzi, to sztuka nie lada. Ale udaje się, gdy wyczekasz odpowiedni moment. Kościół mały, niczym z parku miniatur, a ile ciekawych detali, wystarczy szeroko otworzyć oczy i włączyć wyobraźnię :-)


Równie ciekawy jest cmentarz przy kościele, o dziwo, nie tylko stare groby tu znajdziemy, zwróciły moja uwagę trzy nagrobki.


Miałam okazję być na spektaklu pantomimy Tomaszewskiego w Poznaniu, przepiękny Sen Nocy Letniej, kostiumy i taniec artystów pamiętam do dziś.


Ciekawy nagrobek młodego człowieka, studenta i instruktora snowboardu. Moje skojarzenie?
Łza matki, niczym strzała przebija kamień, pod którym spoczął jej syn.

Tego dnia przeszliśmy 20 km, nasyciliśmy oczy i dusze, a przed nami jeszcze dwa dni górskich szlaków powyżej 1000 m npm.


46 komentarzy:

  1. Właśnie, piszesz, że tłumy, a zdjęcia zrobiłaś takie, jakby tam nikogo nie było. Udało Ci się. O świątyni Wang wiele już czytałam, ale nigdy tam nie byłam. Nagrobki wyszukałaś interesujące i znaczące.
    Podróżowanie piechotą w takich okolicznościach przyrody to przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo trzeba czekać na takie kadry lub odpowiednio ustawić się z aparatem:-)
      Najlepiej wędrowało nam się w okolicach Babiej Góry, Zawoja jest omijana przez wielu, więc i na szlakach pusto.

      Usuń
  2. :-)
    tomaszewskiego muzeum lalek polecam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właściwie w góry jeździłam głównie na wędrówki po szlakach, oczywiście gdy po drodze stało coś ciekawego to się to oglądało :D
    Na takie typowe zwiedzanie to wozili nas na wycieczki ze szkoły i w szkole średniej zawieźli nas do Karpacza i pokazali świątynię Wang. Drugi raz widziałam tą świątynię jakieś 20 lat temu. Brat jeździł po Dolnym Śląsku jako pośrednik handlowy i zabrał mnie ze sobą w trasę. Na koniec dotarliśmy do Karpacza właśnie po to aby zobaczyć kościółek, były tam jednak takie tłumy że do środka nie wchodziliśmy.
    Nagrobek Tomaszewskiego bardzo ciekawy, Różewicza prosty, lubię proste ale wolę takie z pomysłem, dlatego niezwykle podoba mi się ten z surowego kamienia z wtopionym krzyżem.
    Jako ciekawostkę dorzucę, że moja mama w młodości swej pracowała w spółdzielni krawieckiej, pracodawcy zorganizowali dla pracowników kółko taneczne, a zajęcia prowadził Henryk Tomaszewski, był to początek lat pięćdziesiątych, czyli początki jego pobytu we Wrocławiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ masz wspomnienia, spisuj koniecznie, to ciekawsze, niż książki!
      Chyba wszystkie wycieczki szkolne jeździły kiedyś do Karpacza:-)

      Usuń
  4. Nagrobek młodego człowieka bardzo ciekawy!

    OdpowiedzUsuń
  5. I to jest właśnie plan którego nie zrealizowałem na motocyklu. Nie wiem jednak czy to plan czy tylko marzenia. Ponoć marzenia są po to aby się nie spełniały. Spełnione marzenie było po prostu planem, to teoria śp. Jana Nowickiego z która się z reguły zgadzam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy twierdzą, że marzenie powinno pozostać niespełnione...

      Usuń
  6. Wspaniałe miejsca i widoki!. Moją uwagę przykuł ten drewniany kościół i grób tego młodego człowieka, bardzo wymowny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet podsłuchałam pytanie pewnej dziewczynki: mamo, czy to prawda, że tu nie ma żadnego gwoździa?

      Usuń
  7. Ta okolica to moja atmosfera bo gory! Uwielbialam lazic po gorach a teraz spinaczka na drugie pietro to meczarnia.
    Nie pamietam czy kiedykolwiek bylam w Lomnicy ale ze zdjec widze ze zachwycilyby mnie widoki. Zazdroszcze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och widoki boskie, jeszcze zamieszczę więcej!

      Usuń
  8. Przy pieknej pogodzie i dobrej widocznosci to tylko w plener, na szlak i napotkanym "krasnoludkom" rzucac z usmiechem "Ahoj!"
    Historia tego kosciolka mnie by jednak tez wciagnela do srodka aby oobejrzec te runy na scianach :)))). Niestety tylko wirtualnie te wikingowe swietosci moge poznac... z Karpacza.
    Nie znam tych terenow ale pewno tez bym chodzila po gorach, najchetniej jesienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W środku kiedyś Wang widziałam, teraz nie chciało nam się czekać na koniec mszy, potem na przejście wycieczek itd.
      Wiele ścieżek jest bardzo fajnych, nie trzeba sie za bardzo wspinać, bo zejście z kolei, to ból kolan, niestety...

      Usuń
  9. Imponująca wycieczka. Ten grób faktycznie robi nietuzinkowe wrażenie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy się jedzie tak daleko, to trzeba każdy dzień wykorzystać:-)

      Usuń
  10. Nie da się ukryć, że najwięcej jednak jest wrażeń gdy się chodzi na własnych nogach bo wtedy można pójść tam dokąd nas żaden pojazd nie dowiezie, a chłoniemy wtedy wszystko niemal wszystkim zmysłami - "pasiemy" wtedy nie tylko wzrok ale i słuch i węch i dopiero ta całość pozwala nam dostrzec i docenić całe piękno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z auta można wiele przegapić, także ciekawe spotkania:-)

      Usuń
  11. Kiedyś bywałem i to nie raz.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale wiele nowych miejsc odkrywam dzięki Tobie. :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne znajome miejsca :) Jak miło zobaczyć! Piesze wycieczki są wspaniałe, też lubimy zostawić auto w jednym miejscu i iść przed siebie, ile sił w nogach :)
    A czytając o punkcie widokowym "Karpatka" oczywiście pomyślałam od razu o cieście karpatka... Już głodna jestem haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ciasto, pyszne, sama kiedyś upiekłam, ale nie wyszło mi za piękne...

      Usuń
  14. W tym roku wybrałam się do Szklarskiej, która też bywa zatłoczona, trochę po majówce i to był strzał w dziesiątkę: było pusto, ludzi niewiele, a jeszcze zdążyłam przed majowym ochłodzeniem.
    Zwiedzanie na własnych nogach lubię najbardziej, nie lubię wycieczek, gdzie się wysiada z autobusu czy samochodu, ogląda i jedzie dalej, trzeba sobie przynajmniej trochę pochodzić. A w górach tym bardziej, szkoda tracić widoki, choćby takie zwykłe z lasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, wycieczek też nie lubię, ciągłe popędzanie, co niektórzy popijają lub głośno się zachowują, wolę swoje tempo i wybrane atrakcje.

      Usuń
  15. Pięknie tam jest! Byłam w tamtych rejonach w czasach szkolnych, a więc dawno i nie pamiętam dokładnie co zwiedzałam. Ale zapamiętałam wspaniałe krajobrazy i widoki, bardzo charakterystyczne. Z przyjemnością powędrowałam z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, podobnie miło wędrować z Tobą, bo pewnie do Japonii nie dotrę...

      Usuń
  16. W Karpaczu byliśmy z żoną wiele razy, ale to było dawno, tak dawno, że górna część Karpacza nazywała się Bierutowice.
    Tak dawno, że wszystkie pobyty były w domu wczasowym FWP tak że nie było potrzeby odwiedzania restauracji - chyba że na wieczorek zapoznawczy.
    A do tego w zimie, tak że większość czasu spędzaliśmy na nartach.
    Tak że Twoja relacja jest z miejsca, którego zupełnie nie znam.
    Poza świątynią Wang - bardzo blisko naszego domu FWP, ale chyba zawsze była zamknięta.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo jestem ciekawa świątyni Wang. Gdybym tam się znalazła, obejrzałabym ją zewnątrz i wewnątrz bez mała z lupą. Ciekawa jestem, w jakim celu została przeniesiona do Karpacza. Sławek Gortych w swoim cyklu karpackim kryminałów też o niej wspomina. Niestety, nigdy mnie w te strony nie zaniosło. Z zapór polecam oczywiście Solinę. Moi wujostwo byli inżynierami od hydro-geo i też ją w pewnym sensie "budowali".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę sięgnąć po tego Gortycha, bo jeszcze nie czytałam.
      W tekście jest link do artykułu, który wyjaśnia, skąd Wang w Karpaczu...długą drogę przebył.

      Usuń
    2. Tak, ale nie wynika z niego, dlaczego ta hrabina von Cośtam sprowadziła go akurat do Karpacza.


      Czytaj więcej:

      Usuń
    3. A kto za hrabinami nadąży, kaprys taki?

      Usuń
  18. Świątynia Wang to po prostu cudo. Byłam w niej kilka razy. Także zimą gdy mieszkałam z przyszłym Geografem w Samotni która też jest cudem...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało Ci się wpisać komentarz?
      To jakiś cud!
      Oj, nocować w Samotni, to też cud!

      Usuń
  19. Wspaniała wyprawa! Macie super podejście do wędrowania:-) Góry bez pośpiechu i bez auta smakują najlepiej. Twój opis nagrobka młodego snowbordzisty bardzo porusza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony - żal każdego dnia, z drugiej - czas smakować każdą chwilę:-)

      Usuń
  20. Nie oszczędzacie się ale kiedy tyle do zobaczenia - warto! Uściski ♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak, gdy już jedziemy, to do bólu, choć i tak mniej, niż zwykle!

      Usuń