Takie babcie jak na załączonej grafice już się raczej nie zdarzają, jeśli już to będą to raczej prababcie. Czy zauważyliście, jak zmienił się obraz współczesnej babci w porównaniu z tym sprzed dziesiątek lat? Pamiętam moje babcie, były to już siwe, spracowane kobiety, które wyglądały w oknie na swoje wnuki, chodziły do kościoła i na cmentarze, przesiadywały przed domem na krzesełku z sąsiadkami, rzadko kupowały sobie coś nowego, dwa razy do roku robiły trwałą ondulację i jak przystało na nobliwe niewiasty ubierały się w ciemnych kolorach.
A najśmieszniejsze jest to, że miały wtedy tyle lat co ja dzisiaj.
Wnuków jeszcze nie mam, ale mają je moje koleżanki i gdybym postarała się o dziecko zaraz po ślubie, też mogłabym już być babcią...Dzisiejsze babcie chodzą w dżinsach, jeżdżą na rolkach, uczą się angielskiego lub flamenco. Wyglądają młodo, ubierają się modnie, dbają o figurę, chodzą z wnukami do kina. Wiele babć prowadzi blogi i to niekoniecznie o wnukach czy szydełkowaniu, chodzi na zajęcia uniwersytetu dla bardzo dojrzałych osób, wyrabia prawo jazdy i wreszcie oddaje się pasjom, na które dopiero w pewnym wieku mają czas.
Te właśnie zajęte, coraz młodsze babcie nie rozmawiają o swoich chorobach czy dolegliwościach, umawiają się na kawę w kafejkach, czytają książki i rozwiązują krzyżówki, biegają w maratonach, tańczą na dyskotekach, malują.
Z drugiej strony śmieszą mnie kobiety mające wnuki, które każą tym wnukom mówić sobie po imieniu, bo słowo "babcia" podobno je postarza, gdy tymczasem po dziadku widać, w jakim oboje sa wieku. Bo panowie czasem łysiejący lub z brzuszkiem i włosów nie farbują.
Gdy do biblioteki przychodzi elegancka, pełna humoru pani z dzieckiem to nigdy nie mam pewności czy to mama czy babcia młodego czytelnika. I bardzo mnie to cieszy i mam nadzieję, że będę taką trochę zwariowaną babcią w dżinsach, która pokazuje wnukom, jaki piękny jest świat...
wtorek, 29 września 2015
niedziela, 27 września 2015
Nominacja od Marty
Otrzymałam kolejną nominację, za którą bardzo dziękuję. Nominowała mnie Marta, którą bardzo podziwiam za pasję i chętnie odpowiem na Jej pytania. Jeśli jesteście już znużeni nominacjami, poczekajcie po prostu na następny wpis...
A oto pytania od Marty:
1. Co sprawia, że na Twojej twarzy pojawia się uśmiech?
Wiele rzeczy, słońce za oknem, dobra wiadomość, dobry żart...
2. Czy na tym etapie swojego życia czujesz się spełniona/spełniony?
Jak najbardziej i staram się cieszyć każdym dniem.
3. Książka czy film – co wybierzesz?
W każdej sytuacji książka, chociaż bywają filmy, które zostawiają ślad na duszy...
4. Twoja pasja to…
To zmienia się z wiekiem. Kiedyś były to robótki(druty, szycie), teraz zwiedzanie i blogowanie, jestem zachłanna na nowe miejsca i ciekawych ludzi.
5. Co Cię skłoniło do założenia bloga?
Chęć pisania, wydobywania myśli na świat i to co wyżej, bo blogi są źródłem jednego i drugiego.
6. Gdy jesteś zdenerwowana/zdenerwowany co robisz by poczuć się lepiej?
Coś pysznego, trochę ciszy, spacer jeśli to możliwe...
7. Intuicja czy zdrowy rozsądek – czym się kierujesz w życiu?
To zależy od sytuacji, ale wiele razy postąpiłam intuicyjnie, nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi i źle na tym nie wyszłam...
8. Ulubiony cytat. Kogo i dlaczego?
„Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę, daj mi cierpliwość,abym zniósł to czego zmienić nie mogę i daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.” – F. C. Oetinger
Dlaczego? Wydaje mi się, ze ten cytat wyczerpuje istotę tego, czym staram się kierować w życiu i jeśli się stosuje taką zasadę, człowiek jest pogodny i akceptuje to, co przynosi życie.
9. Gdy budzik zadzwoni a Ty postanawiasz zostać w łóżku, jak spędzasz ten dzień?
Na pewno nie w łóżku! Szkoda czasu, świat czeka....
10. Piosenka, która towarzyszy Ci przez całe życie to…
Nie mam jednej, ale bywa, że cały dzień towarzyszy mi jakiś utwór, który "wkręcił" się rano.
11. Współczesne czasy to pęd i coraz więcej egoizmu. Jak sobie z tym radzisz? Potrafisz myśleć tylko o sobie?
Raczej pracuję nad tym, żeby trochę tego egoizmu dla siebie wygospodarować...
sobota, 26 września 2015
Ważne, byś był dobrym człowiekiem...
Wielu z nas ma gotowy plan na życie dla swojego dziecka. Niektórzy już od narodzin potomka planują kolejne kroki, a jeśli idzie to w parze z odpowiednia kasą, tym śmielsze można poczynić plany. Najlepiej więc niania z referencjami i kilkoma językami, prywatna szkoła, zajęcia dodatkowe wszelkie możliwe i jeszcze pani opłacana za odrabianie lekcji z dzieckiem, najlepiej emerytowana nauczycielka. Cóż z tego, że wiele fajnych zdarzeń z życia dziecka przechodzi koło nosa? rodzice robią kasę lub karierę lub jedno i drugie.
Dobrze widziana jest także szkoła muzyczna, a niektórzy idą dalej, wysyłając dzieci na castingi, różne show-y i przeglądy. Nie chcę powiedzieć, że to wszystko be, ale dobrze jeśli dziecko choć trochę jest tym wszystkim zainteresowane, a nie zaspokaja tylko ambicji rodziców. Skrajnym dla mnie przykładem są amerykańskie wybory małej miss. Występujące tam dziewczynki maluje się jak dorosłe kobiety, ubiera jak pudle na wystawę i uczy , że jak nie zdobędą korony za to czy tamto, to życie już nie ma sensu. A tym biednym dziewczynkom kibicują otyłe mamy, które poprzez córki zaspokajają swoje nieziszczone marzenia..
W moim środowisku pokutuje przekonanie, że każdy szanujący się młody człowiek MUSI skończyć liceum i pójść na studia, nieważne jakie, byle być magistrem. I taki zblazowany młody człowiek zostaje kiepskim kimś, bo może wolałby być kierowcą rajdowym, cukiernikiem lub fryzjerem, ale co na to powiedzą znajomi rodziców?
Drugi etap w życiu to dobra praca. Każdy rodzic marzy o takiej dla swego dziecka, a jeszcze dobra pensja, samochód służbowy itp. I tu też obserwuję dwie skrajne postawy. Niektórzy uruchamiają wszelkie znajomości, byle załatwić młodemu człowiekowi pracę, najlepiej biurową, żeby była lekka, bez odpowiedzialności i za przyzwoitą pensję, a że to w ogóle młodego nie kręci? Zawsze można powiedzieć, że syn lub córka jest urzędnikiem, ale co robi, trudno powiedzieć, a dostawianych biurek w urzędach przybywa. Druga skrajność to trzymanie latorośli w domu do 40-tego roku życia w oczekiwaniu na pracę marzeń : bo mój syn za najniższą krajową pracować nie będzie...Za to pracują rodzice, a dziadkowie z renty pomagają.
Niektórzy fundują swoim dzieciom roczne podróże po świecie " w poszukiwaniu sensu życia", najlepiej u jakiegoś guru, bo inaczej go nie znajdą....
I ostatni jakby etap czyli zakładanie rodziny. Tu przydałaby się dobra partia, najlepiej dziecko lekarzy, prawników, bankierów lub mieszane i to już dobrze ustawione. Podoba ci się synu ta dziewczyna? A kim są jej rodzice? A co to za zawód jest, ile ona zarobi? Córka innych rodziców pokochała chłopaka, ale on tylko w pizzerii pracuje i nikt nie zapyta jakie ma pasje poza pracą, ważne, żeby dużo zarabiał i rodziców miał na stanowiskach.
A nie daj Boże, gdy syn lub córka zdradzą się ze swoją inną opcją seksualną, to żałoba w rodzinie i wstyd, zwłaszcza w małej społeczności.
Ileż to widziałam złamanych serc i dusz z powodu niezaspokojonych ambicji rodziców. Wiele młodych osób pozostało singlami, bo rodzicom żaden wybranek się nie spodobał, a nie mieli odwagi by się przeciwstawić... Jak powiedział ktoś mądry: dzieci to nie nasza własność, mamy prawo wspierać, doradzać, przyglądać się, ale życia za nich nie przeżyjemy.
Jestem matką jedynaka i wierzcie mi, trudno czasem stać z boku i czekać, co wybierze, jak postąpi, ale gdy pytał czasami czy będę z niego dumna, zawsze odpowiadałam: ważne, synu, żebyś był szczęśliwy,a w myślach dopowiadałam: żebyś był dobrym człowiekiem.....
I dlatego nie załatwiałam lepszej szkoły, nie naciskałam na inne studia, niż te które wybrał sam itd.
Przypomniały się słowa mojej babci: pamiętaj, staraj się żyć tak, żeby nikt przez Ciebie nie płakał...
Dobrze widziana jest także szkoła muzyczna, a niektórzy idą dalej, wysyłając dzieci na castingi, różne show-y i przeglądy. Nie chcę powiedzieć, że to wszystko be, ale dobrze jeśli dziecko choć trochę jest tym wszystkim zainteresowane, a nie zaspokaja tylko ambicji rodziców. Skrajnym dla mnie przykładem są amerykańskie wybory małej miss. Występujące tam dziewczynki maluje się jak dorosłe kobiety, ubiera jak pudle na wystawę i uczy , że jak nie zdobędą korony za to czy tamto, to życie już nie ma sensu. A tym biednym dziewczynkom kibicują otyłe mamy, które poprzez córki zaspokajają swoje nieziszczone marzenia..
W moim środowisku pokutuje przekonanie, że każdy szanujący się młody człowiek MUSI skończyć liceum i pójść na studia, nieważne jakie, byle być magistrem. I taki zblazowany młody człowiek zostaje kiepskim kimś, bo może wolałby być kierowcą rajdowym, cukiernikiem lub fryzjerem, ale co na to powiedzą znajomi rodziców?
Drugi etap w życiu to dobra praca. Każdy rodzic marzy o takiej dla swego dziecka, a jeszcze dobra pensja, samochód służbowy itp. I tu też obserwuję dwie skrajne postawy. Niektórzy uruchamiają wszelkie znajomości, byle załatwić młodemu człowiekowi pracę, najlepiej biurową, żeby była lekka, bez odpowiedzialności i za przyzwoitą pensję, a że to w ogóle młodego nie kręci? Zawsze można powiedzieć, że syn lub córka jest urzędnikiem, ale co robi, trudno powiedzieć, a dostawianych biurek w urzędach przybywa. Druga skrajność to trzymanie latorośli w domu do 40-tego roku życia w oczekiwaniu na pracę marzeń : bo mój syn za najniższą krajową pracować nie będzie...Za to pracują rodzice, a dziadkowie z renty pomagają.
Niektórzy fundują swoim dzieciom roczne podróże po świecie " w poszukiwaniu sensu życia", najlepiej u jakiegoś guru, bo inaczej go nie znajdą....
I ostatni jakby etap czyli zakładanie rodziny. Tu przydałaby się dobra partia, najlepiej dziecko lekarzy, prawników, bankierów lub mieszane i to już dobrze ustawione. Podoba ci się synu ta dziewczyna? A kim są jej rodzice? A co to za zawód jest, ile ona zarobi? Córka innych rodziców pokochała chłopaka, ale on tylko w pizzerii pracuje i nikt nie zapyta jakie ma pasje poza pracą, ważne, żeby dużo zarabiał i rodziców miał na stanowiskach.
A nie daj Boże, gdy syn lub córka zdradzą się ze swoją inną opcją seksualną, to żałoba w rodzinie i wstyd, zwłaszcza w małej społeczności.
Ileż to widziałam złamanych serc i dusz z powodu niezaspokojonych ambicji rodziców. Wiele młodych osób pozostało singlami, bo rodzicom żaden wybranek się nie spodobał, a nie mieli odwagi by się przeciwstawić... Jak powiedział ktoś mądry: dzieci to nie nasza własność, mamy prawo wspierać, doradzać, przyglądać się, ale życia za nich nie przeżyjemy.
Jestem matką jedynaka i wierzcie mi, trudno czasem stać z boku i czekać, co wybierze, jak postąpi, ale gdy pytał czasami czy będę z niego dumna, zawsze odpowiadałam: ważne, synu, żebyś był szczęśliwy,a w myślach dopowiadałam: żebyś był dobrym człowiekiem.....
I dlatego nie załatwiałam lepszej szkoły, nie naciskałam na inne studia, niż te które wybrał sam itd.
Przypomniały się słowa mojej babci: pamiętaj, staraj się żyć tak, żeby nikt przez Ciebie nie płakał...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





