Co jakiś czas zdarza mi się spotykać osoby żebrzące na ulicy.
Kiedyś szybciej łapałam za portfel, by poratować potrzebującego, ale teraz zapala mi się najpierw lampka ostrzegawcza, zwłaszcza gdy w historyjce, mającej skruszyć sumienia, coś nie styka...
Ostatnio dwa takie przypadki.
Starsza pani, znajoma z widzenia siedzi na ławce przed galerią handlową i zaczepia ludzi : pani / pan da na chleb. Pytam, dlaczego nie ma na chleb? Bo ze szpitala wyszła, a emerytura za dwa dni...Tu złapana na kłamstwie, bo widuję ją niemal codziennie, do lodówki społecznej chadza, na papierosy ma, a jeszcze niedawno z panami na ławeczce popijała, ale ławeczkę zlikwidowano, bo mieszkańcy na hałasy się skarżyli.
Po kilku dniach idziemy z mężem, podobna sytuacja, podobne teksty do przechodniów.
Zagaduję: a pani miała emeryturę dostać, bo ja dostałam. Pani mi na to, że nie dostała i nie ma na chlebek...
Pan dość młody, dobrze ubrany, zaczepia nas na parkingu , jest sobota, my na wycieczce.
Recytuje : jestem samotnym ojcem, od 5 miesięcy nie mam pracy, nie mam żadnej rodziny ani znajomych, a muszę pilnie ratę dziś zapłacić. gdybyście państwo mogli jakąś kwotę...
Samotny ojciec bez rodziny, a gdzie teraz te dzieci? nie ma pracy? ogłoszenia widujemy co krok: pomocnik piekarza potrzebny, praca przy produkcji mebli, praca dla magazyniera, kasjer/sprzedawca w sklepie, praca przy wymianie okien itd.
Pan mówi, mówi, mówi, póki nie informujemy, że nie posiadamy gotówki, wszędzie płacimy kartą. Wówczas odwraca się na pięcie i odchodzi.
Kiedyś zaczepiła mnie pani z prośbą o datek na chleb. Gdy zaproponowałam, że wejdę z nią do sklepu i chleb kupię, wzruszyła ramionami i odeszła.
Zawsze miewam mieszane uczucia, ale zbyt często dawałam się nabierać...
nie mam żadnej filozofii "dawać, czy nie dawać", każdy przypadek traktuję indywidualnie, a gdy zdarzy mi się dać, to w sumie nie obchodzi mnie już wtedy, na co taki beneficjent to wyda... to są już jego pieniądze i nie mam zamiaru odzierać go z godności dyktując mu, na co ma wydać... tak, właśnie tak... uważam, że takie pilnowanie, żeby ten ktoś nie wydał na narkotyk /zwykle ten legalny, najpopularniejszy/ to jest odzieranie z tej godności, czy też jej resztek...
OdpowiedzUsuńtylko jest jeden szkopuł... ja już od pewnego czasu nie używam gotówki, tylko płacę kartą, mam przy sobie najwyżej taki rezerwowy grubszy banknot na wypadek awarii sieci, więc temat rozwiązał się sam, jakby bocznym wyjściem...
p.jzns :)
U mnie też prawie brak gotówki, jakieś monety na toalety lub jeden banknot na wszelki wypadek.
Usuńno tak, ostatniego pięcioka na klo nigdy się nie daje :)
UsuńNo nie, bo potem tylko krzaczory!
Usuńzwłaszcza w centrum dużego miasta, tam jest zwykle zatrzęsienie krzaczorów :P :)
UsuńJa nie przeprowadzam śledztwa, ale zwykle nie daję, nie chcę grzebać w portfelu przy obcym człowieku, zresztą i tak zazwyczaj nie mam drobnych. A jeśli dam, to liczę się z tym, że nie wiem, jak zostanie wykorzystane. Jak osiedlowy pijaczek prosi o 2 czy 5 zł, to wiem, że to nie na jedzenie, raz wprost mówił, że chce kupić papierosy na sztuki. Obecnie rzadko się zdarza, żeby ktoś żebrał, ostatnio w Hiszpanii spotkałam ludzi, którzy podchodzili i prosili o pieniądze.
OdpowiedzUsuńNajdziwniejszą sytuację miałam kiedyś przed piekarnią: chłopak poprosił, żebym kupiła mu bułkę, a gdy wyszłam i mu ją dałam, oddał mi pieniądze, i to z nadwyżką, wciskał je na siłę. Do dziś nie wiem, o co chodziło, poczułam się jak w jakimś eksperymencie.
być może chłopak nie chciał spotkać kogoś z personelu sklepu?... ale wtedy dałby pieniądze od razu... fakt, dziwna historia :)
UsuńRaz ten nasz lokalny pijaczek poprosił, żebym mu kupiła piwo (bo jemu w tym sklepie nie sprzedadzą) i wręczył pieniądze od razu (kupiłam: wiem, że to niedobrze, ale uznałam, że jemu już i tak nie zaszkodzi...).
UsuńTeż tak pomyślałam, że nie chciał wchodzić do sklepu.
UsuńJa kupiłam kiedyś bułki pewnemu panu, a ekspedientka na to, że on ciągle przychodzi i prosi o bułki, ale odśnieżyć przed sklepem nie chce, zarobiłby na chleb!
To był eksperyment. Czasem takie filmiki nagrywają i pokazują w internecie.
Usuńtrawestując stary kawal o Stalinie: "chce bułkę i nie chce odśnieżyć?... tylko się cieszyć... mógł ukraść", LOL...
UsuńNo tak, mógł zwyzywać, a grzecznie poprosił...
UsuńDawno nie spotkałam nikogo proszącego o jałmużnę.
OdpowiedzUsuńA kilkanaście lat temu miałam taką sytuację, w olbrzymim supersamie nie pamiętam jakiej sieci, ale takim w którym znajdowały się punkty z wyszynkiem, podeszła do mnie nastolatka i poprosiła abym jej kupiła coś ciepłego do jedzenia. Coś jej kupiłam hok-doga czy coś podobnego, szybko to ode mnie wzięła i zaczęła jeść, więc od niej odeszłam i zajęłam się swoimi zakupami. No i zdziwiło mnie że po kilkunastu minutach, w oddalonej części sklepu, podeszła do mnie i podziękowała za jedzenie, musiała mnie odszukać wśród tłumu kupujących.
Moja mama miała zaś taką przygodę z bezdomnymi. Był taki okres przed jej demencją, że wychodziła na dwór i siadała na ławce na przystanku tramwajowym który znajduje się obok naszej kamienicy. No i pewnego razu wróciła do dom z reklamówką pełną dobra, to bezdomni ją obdarowali, którzy przysiedli się do niej na ławce. Koło domu mam kilka sklepów, bezdomni chodzili po prośbie i zazwyczaj dostawali coś do jedzenia od ekspedientek i podzielili się tym z moją mamą. Potraktowaliśmy to wtedy jako zabawną historię. Po jakimś roku czy dwóch świadomość mamy odpłynęła w demencji i tak teraz sobie myślę czy ta historia z wałówką od bezdomnych to nie był początek zaburzeń, nie wiadomo co ona im opowiedziała że byli tacy hojni.
Wzruszające historie...
UsuńBezdomni to specyficzna społeczność, ale czasami starają się zarobić choć parę groszy...
UsuńNie zaktualizował mi się twój wpis na pasku bocznym, mój nowy wpis też się nie aktualizuje, blogger kapryśny się zrobił ;)
OdpowiedzUsuńNo taka niedogodność, trzeba sprawdzać, niestety...
UsuńWobec naciągowa i oszustw, niestety, zupełnie zrezygnowałam z wspierania żebractwa. Pewnie z krzywdą dla tych naprawdę potrzebujących, ale cóż...
OdpowiedzUsuńNo fakt, ale jak poznać tych naprawdę potrzebujących?
UsuńO to właśnie chodzi.
UsuńMyślę, że oni nie żebrzą na ulicy...
UsuńNajprawdopodobniej tak właśnie jest.
UsuńRaz byłam szczodra, gdy studenci mieli karton z napisem: "Jesteśmy zdrowi, mamy na jedzenie, zbieramy na piwo". Za szczerość. Rozbawili mnie.
Ja trafiłam na zbieracza, który ciułał na karmę dla psów, a miał dwa wielkie owczarki!
UsuńA, temu to bym dała, nie żałując!
UsuńNiektórzy robili sobie zdjęcia z tymi psami:-)
UsuńCiekawy temat poruszyłaś. Długo można o nim dyskutować i wysłuchiwać cudzych racji, bo na pewno nie każdy tak samo się na niego zapatruje.
OdpowiedzUsuń"Mam tak samo jak Ty" – pozwolę sobie zacytować Niemena.
Jestem czuła na krzywdę ludzką i zwierzęcą, więc ciągle zdarza mi się wspomóc jakiegoś "żebraka" na ulicy, nawet jeśli domyślam się, że wciska mi kit, a pieniądze, które mu daję, wcale nie pójdą na chleb tylko alkohol albo papierosy. Czy mi to przeszkadza? Nie do końca. Choć oczywiście wolałabym usłyszeć prawdę niż kłamstwo. Wychodzę z założenia, że temu człowiekowi też się należy coś od życia. Jeśli chce przeznaczyć te uciułane monety na paczkę papierosów, to... jego decyzja i sprawa.
Jest tak dużo przeróżnych oszustów, że nie dziwią mnie ci, którzy pomocy odmawiają. Mam wrażenie, że niektórzy cwaniacy uczynili sobie styl życia z żebractwa i "dojenia jeleni", podczas gdy ci naprawdę potrzebujący często wstydzą się prosić o tę pomoc, przez co cierpią w milczeniu.
Najchętniej wspieram lokalne kocie przytulisko. Mamy stamtąd adoptowanego kota. Czasami finansowo, czasami odpowiedzią na ich apel, czyli kupnem konkretnych produktów (koce, karmy). Teraz jest wysyp kociąt, więc karma dla kociaków jest bardzo mile widziana.
Zamykając temat – niech każdy zagląda do swojego portfela, nie cudzego, i nikomu nie mówi, na co ma wydawać pieniądze :)
Kiedyś rozbawili mnie studenci, stojący z kartonem: zbieramy na piwo i grający na gitarach. Przynajmniej nie żebrali .
UsuńMogę zrozumieć kalekę czy kogoś chorego, ale zdrowe, chłopisko, któremu do pracy się nie chce?
Obok kościoła zbierał jeden taki, niby na wykup recept, dałam 5 zl, a za nim szła pani, która go znała i powiedziała, że proboszcz proponował mu pracę w ogrodzie, nie przyszedł.
Miejscowych pijaków nie zasilam, regularnie co miesiąc przelewam kwoty na PAH, czasem dodatkowo na jednorazowe akcje, które mnie mocno poruszą.
OdpowiedzUsuńOtóż to, trzeba by być świętym Franciszkiem i rozdać wszystko.
UsuńNie daję żebrzącym z zasady bo nie jestem w stanie odróżnić naciągacza od naprawdę potrzebującego, Irena
OdpowiedzUsuńJa tez przestalam, wolę pomoc innego rodzaju.
UsuńMasz bardzo słuszne podejście, nie można wierzyć we wszystkie historie, które ludzie opowiadają. Niestety większość z nich to naciągane bajki :)
OdpowiedzUsuńJa również staram się nie szperać przy kimś w portfelu, ale rzeczywiście miałam taką sytuację, że kiedy wracałam z pracy, podszedł do mnie jeden pan, który zapytał, czy mogłabym go poratować. Powiedziałam wprost, że pieniędzy nie mam, ale mogę dać coś do jedzenia. Kupiłam akurat świeże bułki, to go poczęstowałam tym co miałam. Był bardzo wdzięczny i od razu zaczął jeść. Wszystko zależy od człowieka i sytuacji :)
Trafiają się niestety naciągacze, zwłaszcza w zaludnionych miejscach...
UsuńUważam, że problem z żebraniem powoli się sam rozwiązuje przez płatności elektroniczne. Czasami, jak mam drobne, to daję i nie pytam ani nie słucham na co pójdą te pieniądze.
OdpowiedzUsuńCzasami wrzucam cos do futerału młodym ludziom z instrumentami:-)
Usuńw Chinach, z tego co czytałam już w kilku źródłach, żebracy mają kody wydrukowane do skanowania, tak że ten...
UsuńWszystko jest możliwe, a terminali nie noszą?
UsuńZe mną jest różnie z tym dawaniem. Młodym ludziom grającym i śpiewającym wrzucamy pieniądze, zachwycają nas. Narkomanów i pijących omijam. W sieci mocno mnie autakują najróżniejsze zrzutki, taki czas.
OdpowiedzUsuńWłaśnie odpisałam na powyższy komentarz podobnie, dawanie cos z siebie i zbieranie na jakiś cel, to rozumiem.
UsuńZrzutek jest teraz tyle, że emerytury by mi nie starczyło...
Gdzieś widziałam mem - Polska zrzutką stoi.
UsuńO tak, a niektórzy zbierają nawet na opłaty swoich rachunków.
UsuńWiduję typa, co zbiera na alimenty.
UsuńA to cwaniak!
UsuńJa też podobnie, staram się kupić posiłek dla takiej osoby, jeśli jest blisko sklep, najczęściej rezygnują, żądając pieniędzy. Tu też mam opory. Wspieram systematycznie organizacje humanitarne od kilku lat i temu jestem wierna.
OdpowiedzUsuńI to jest dobre wyjście, sprawdzona zbiórka i dobry cel.
UsuńTa pani na ławeczce to pani Ania. Codziennie chodzi pod Galerię Solną i zbiera kasę na sobie znany cel. Pozdrawiam Olga.
OdpowiedzUsuńO, to przynajmniej już nie anonimowa:-)
UsuńNo właśnie. Nigdy nie wiadomo jakie motywy kierują żebrzącymi.
OdpowiedzUsuńA bywają także bardzo nachalni...
UsuńOsobiście najczęściej nie daję. Zdarzyło się, że komuś kupiłam coś do jedzenia. Wolę wziąć udział w bazarkach dla zwierząt. Praca w szkole, gdzie było popegeerowskie towarzystwo, wyleczyła mnie skutecznie z filantropii, jeśli chodzi o większość ludzi.
OdpowiedzUsuńPraca w szkole, otwiera oczy na wiele spraw społecznych...
UsuńKomentarz poszedł w kosmos!!! _((( A był taki długi...
OdpowiedzUsuńNie ma jednej recepty, wszystko zależy od sytuacji, okoliczności, czasami rozmowy... Ogólne rzec biorąc, takiemu dawaniu towarzysz pokusa, żeby kontrolować, na co te pieniądze zostaną przeznaczone. To trochę takie niefajne, gdy dając jednocześnie odczuwa się władzę nad kimś i pojawia się chęć kontrolowania, sprawdzania. Poniżamy w ten sposób tę obdarowaną osobę.
Gdy daję, ten ktoś może z tym zrobić, co chce. Daję, więc to już nie jest moje. Koniec, kropka, tutaj nie ma dyskusji. Natomiast jak odróżnić naciągaczy, to już osobna kwestia.
Kiedyś byłam świadkiem jak dwóch mężczyzn na przystanku w Warszawie się pokłóciło, bo jeden drugiemu wszedł w jego "rewir", na którym zaczepiali ludzi o datki. I tym sposobem obaj się sami zdemaskowali :-)
Oj, przykre, ale dzięki się nie poddałaś!
UsuńMoże i masz rację, ale jestem przeciwna sponsorowaniu każdego uzależnienia...
Najlepiej pomóc konkretnej osobie w potrzebie, sąsiadce, znajomemu itp.
Z tym się zgadzam, najlepiej i najbezpieczniej pomagać konkretnej osobie w potrzebie. Natrętne żebractwo jest trudne do zaakceptowania. Ale jak już się daje, to bez zaglądania komuś w sumienie. I bez rozgłosu, zgodnie z zasadą: niech nie wie twoja lewica, co czyni prawica, jako napisano w Mt 6, 3-4: Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, 4 aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu.
UsuńDlatego wszelkie głośne medialne akcje z rywalizacją, kto da więcej, budzą we mnie niesmak.
Cytaty z Biblii, to nie moja bajka, nie znam na wyrywki.
UsuńRywalizacja - nie, ale nagłaśnianie daje lepsze efekty.
Czy to ma znaczenie, że akurat z Biblii? Po prostu stosuję się do tej zasady, a jeśli jakieś zasady stosuję, to chcę być świadoma, skąd pochodzą. Bliższe mi jest dawanie, wspieranie bez epatowania wyciągiem z banku i robienia fotki i uśmiechu do kamery, bo wtedy naprawdę daje się bez oczekiwania na nagrodę. Nagrodą może by np. cudzy podziw, poklask, popularność... Za tym stoi wyrachowanie.
UsuńA nagłaśnianie czego? Samej akcji - owszem, tak, ale tego, ile kto dał - nie.
Ludzie często cytują biblię, katechizm, a nie stosują się do mądrości w nich zawartych, tak ogólnie.
UsuńNie daję, wolę dać na chore dzieci bo jak chcesz kupić jedzenie to nie chcą a na placu kościelnym siedzi cyganka z małym dzieckiem ,co nazbiera to jej chłop kasuje, też nie daję, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKiedyś sporo było żebrzących Rumunek z dziećmi, dzieciaki łapały za nogawki, nie dawały przejść.
UsuńNie daje pieniędzy, prócz czasami na jakieś zbiórki charytatywne, z tabliczką, gdy sami coś sprzedają. Szykuje sobie wcześniej pieniądze do kieszeni. Jedzenie daję z mojej torby zakupowej po wyjściu ze sklepu. Biedni ludzie mają obecnie ogromne wsparcie ze strony państwa. Obserwuję tu na dolnośląskiej wsi. Więcej mają niż niejedna skromna rodzina inteligencka😭
OdpowiedzUsuńEfekty pomocy społecznej i kościelnej obserwowaliśmy w szkole, zrobiła więcej złego, niż dobrego...
Usuńostatnio dałam i jeszcze kilka papierosów w paczce...a taki miałam akurat dzień.... pan nie kłamał. poza tym miekka faja jestem.
OdpowiedzUsuńale masz rację nasze państwo ładuje nasze pieniądze w multum programów pomocowych. jedzenia i dachu nad głową nie zabraknie tylko nie można chlać. mnie nikt nie dawał zapierniczam na dwa etaty całe życie...
No niestety, my tez zawdzięczamy wszystko sobie i rodzicom i nie miewam wyrzutów sumienia, gdy mijam pijaków śpiących na ławkach...
UsuńNie daję. Wolę wyjść na sknerę niż dać się naiwnie naciągnąć. A dlaczego? Bo gdy mężczyźnie machającemu mi przed nosem plikiem recept i zbierającemu na ich wykup, zaproponowałam pójście do apteki i zapłatę za leki 'podziękował' mi taką wiązanką, że uszy mi zwiędły. Podobnie było z kobietami potrzebującymi na mleko, chleb i masło dla dzieci... Wspieram natomiast i to chojnie fundacje dla tych, którzy głosu nie mają czyli zwierząt. I czasem wrzucę coś młodym ludziom grającym i śpiewającym, zbierającym na wakacje czy piwo:-)
OdpowiedzUsuńWielu żebrzących nie wierzy, że ktoś nie ma przy sobie gotówki, nie zdziwi mnie, gdy niebawem będą przyjmować datki blikiem:-)
UsuńTo im nie pomoże, bo nie korzystam z blika:-)
UsuńJa też nie, staroświecka jestem:-)
UsuńTeż mam coraz większy problem z oceną takich sytuacji… Kilka dni temu byliśmy w Hiszpanii i na ulicy stała młoda dziewczyna z kubeczkiem, prosząc ludzi o pieniądze. Obserwowałam ją chwilę, bo akurat mieliśmy czas — bardzo miło zagadywała przechodniów, po czym po chwili wyciągnęła z kieszeni iPhone’a 😅 I człowiek sam już nie wie, jak reagować… Z jednej strony serce chciałoby pomóc, a z drugiej coraz częściej pojawia się ta lampka ostrzegawcza. Chyba najbardziej smutne jest to, że przez takie sytuacje później trudniej zaufać komuś, kto naprawdę tej pomocy potrzebuje
OdpowiedzUsuńMoże zbierała na nowszy model?
UsuńTo niby śmieszne, ale świadczy też o sprycie dziewczyny i naiwności dających jałmużnę.
Bardzo dużo teraz naciągaczy, wycwanili się, bo wiedzą, że ludzie poruszeni niedostatkiem zawsze coś dadzą... ja też niejednokrotnie daję.
OdpowiedzUsuńJa nie daję, chyba że ktoś poprosi konkretnie o cos do jedzenia.
UsuńJa prawie nigdy nie daję proszącym o pieniądze, mieszkam w DE i tutaj nie pracują Ci co nie chcą a ja nie będę takich osób utrzymywać. Znalezienie pracy jest proste i łatwe, mam tutaj na myśli stanowiska na które nie potrzeba specjalistycznego wykształcenia, a pracę np. na budowie, przy sprzątaniu albo w fabryce można znaleźć raz dwa. Więc jeżeli ktoś decyduje się na życie bez pracy powinien być świadomy tego, że będzie mu ciężko.
OdpowiedzUsuńPrzypomniało mi się jak moja teraz już była szefowa zaproponowała pracę młodemu chłopakowi regularnie żebrzącemu w kolejce miejskiej którą jeździła do i z pracy. W odpowiedzi usłyszała szyderczy śmiech i zobaczyła środkowy palec.
UsuńTwoje przykłady utwierdzają mnie w przekonaniu, że naprawdę trzeba się mocno zastanowić, zanim się cokolwiek da. Często słyszałam historie o tych, którym nie opłaca się pracować.
UsuńDobrze sobie o tym przypomnieć w danej sytuacji.
Na ulicy slyszalam taka rozmowe dwoch pan, ktore przechodzily obok mlodzienca proszacego o dyche na ... bilet. Jedna z nich: Znasz go? Druga: Znam i ... nie dam. Zaczela sie usprawiedliwiac: Nie dasz biedzie umrzec, to ona nie da ci zyc. Hmmm. Musiala go dobrze znac!
OdpowiedzUsuńNie dziwię się. Tez znam podobne przypadki, ludzie myślą, że są anonimowi, a tymczasem zawsze się znajdzie ktoś, kto krzyknie: król jest nagi...
UsuńKiedyś kupiłam słodycze dla dzieci sąsiadki, a później widziałam, jak jej mąż kupował papierosy i najdroższą puszkę dla kota!
Mam zasadę - nie daje pieniędzy, ale jeśli ktoś jest naprawdę głodny to właśnie proponuję, że kupię i wtedy widzę. Głód czy chęć wyłudzenia. Kiedyś jeden pan poprosił skromnie o karton mleka i suchy chleb, powiedział że on poczeka jak kupię to mu dam. I takiemu mogę pomóc. Jedzenia nie odmówię. Zaczął jeść pod tym sklepem. Kupiłam oczywiście więcej niż ten chleb i mleko.
OdpowiedzUsuńPieniędzy nie daje.
Słusznie, a jeśli proszącemu nie pasuje, trudno, niechaj szuka dalej!
Usuń
OdpowiedzUsuńKiedyś, dość juz dawno chodziły po domach.... różne rumunki, ukrainki i tym podobne....prosiły o datki bo dziecko chore i glodne. Przez jakiś czas dawałam, później kazałam poczekać, szykowałam porządne wałówki.... brały i nawet dziękowały, ale nieraz widziałam rozczarowanie. Był też taki okres, że mlode chłopaki, wyglądający na studentów zaczepiali na ulicaxh prosząc o pieniądze bo są głodni, nie mają na bilet by powróćić do domu. Dwa razy dałam się naciągnąć, bo mogło być prawdą.... miejscowość turystyczna. A potem kazałam poczekać, wchodziłam do sklepu, kupowalam bulki, wędlinę i rzeczywiście jeszcze przy mnie rzucali się na to dziękując.
Żebrzącym pod kościołami zawsze dawałam.... nie wiem czy nadal zachował się ten zwyczaj?
Nie wiem czy pod kościołem, ale na pewno pod marketami, czasami w parku... mnie zaczepiła dziewczyna w Krakowie przy dworcu, by kupić jej cos do picia. Kupiłam, a ona na to, że dostanie jutro dopiero przelew i wyjęła wypasiony telefon, by zadzwonić...
UsuńMyślę o tym, że kto wie, być może kiedyś sama znajdę się w sytuacji osoby żebrzącej... nie wiesz, jak się życie potoczy.
OdpowiedzUsuńOstatnio rzadko bywam "w mieście", więc nie wiem, co się tam w tym zakresie wyprawia. Na osiedlu mamy dwóch panów ogarniających złom etc., ale oni nigdy o nic nie proszą - a przynajmniej się z taką sytuacją nie spotkałam. Zarabiają na swoje piwko.
Pijacy wysiadują przed sklepem, do którego rzadko chodzę, być może oni zaczepiają.
Sama kiedyś dałam się nabrać na taką sytuację. W tramwaju usiadł koło mnie człowiek około czterdziestki i rozmawiał przez telefon. Że dziecko w szpitalu, potrzebny jakiś drogi zastrzyk i czy nie mógłby pożyczyć. I spotkał się z odmową z jakiegoś tam powodu (nie było rozmówcy w mieście czy coś, dziś myślę, że on w ogóle z nikim nie konwersował, że to było udawane). W każdym razie mnie się żal zrobiło i wysiadłam za nim, choć to nie był jeszcze mój przystanek. Zaproponowałam mu stówkę. Niby był bardzo zdziwiony i nawet zapisał sobie mój numer - w celu zwrotu 😉
OK, minął jakiś czas - oczywiście się nie odezwał - i znów jadę tramwajem i słyszę ten sam tekst wygłaszany do telefonu. Ależ mi się śmiać chciało! Dobry system, zwłaszcza na kobiety wrażliwe na los dzieci - on przecież nikogo nie zaczepia, same się narzucają z pomocą 😂
No tak, to nawet przypadek podobny do mojego...
UsuńKażdy chyba musi się choć raz sparzyć!
Wszędzie płacę kartą, więc nie mam gotówki przy sobie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Dziś nosić gotówkę, to nawet niebezpiecznie!
UsuńTen tekst dobrze pokazuje, że między odruchem serca a zdrowym rozsądkiem biegnie bardzo cienka, nierówna ścieżka. Prośba „na chleb” bywa czasem prawdziwym wołaniem, a czasem tylko dobrze przećwiczoną rolą z gotową kwestią i szybkim zejściem ze sceny. Najtrudniejsze jest chyba nie samo „dać czy nie dać”, ale zachować czujność bez utraty człowieczeństwa.
OdpowiedzUsuńA ile przy tym myślenia i często wyrzutów sumienia, jakkolwiek postąpimy...
UsuńTeż dawałam się nabierać. Teraz propuję zakupy. Ale to nie działa. Wolą kasę.
OdpowiedzUsuńNo właśnie, a czy my, to bankomaty?
UsuńJak mieszkałam u mamy, były podobne obrazki. Pani, która pod Żabką prosiła mnie o pieniądze, bo "od dwóch dni nic nie jadła". Mówię jej, że nie mam gotówki, ale mogę jej kupić coś do jedzenia i zapłacić kartą - a ona, że nie, ona chce pieniądze. Odpowiedziałam jej, że w takim razie niestety, a w myślach pomyślałam, że to przecież jakaś pijaczka i nawet tak wygląda... Potem zaczepiała kolejnych przechodniów, a jedna kobieta ewidentnie ją znała, bo jej powiedziała kilka niemiłych słów.
OdpowiedzUsuń"Samotny ojciec bez pracy" też był w Zabrzu. I jego opowieść też nie trzymała się kupy - skoro ma dwoje dzieci, to musiałby dostawać na nie 800+ i zasiłki z opieki społecznej, co już daje pewną sumę. A bajeczki o braku pracy? No tak jak zauważyłaś, dorywczą pracę fizyczną można znaleźć od ręki, tak samo jak zatrudnienie np. w Biedronce. Nie jest to praca marzeń, ale jak ktoś ma nóż na gardle i dzieci na utrzymaniu...? Facet nie wyglądał na chorego ani fizycznie ani psychicznie, skoro miał siłę cały dzień chodzić po galerii handlowej i zaczepiać tabuny ludzi...
W nowym miejscu zamieszkania miałam taką sytuację, na parkingu pod marketem. Pchając wózek pełen zakupów, w tym takich niekoniecznie niezbędnych do życia, oświadczyłam nachalnej pani pytającej o pieniądze, że jestem ubogą rencistką i nic jej nie dam. xD Musiało to wyglądać strasznie bezczelnie, ale właśnie taki efekt chciałam osiągnąć. Ja też mam swoje wydatki, które muszę pokrywać sama i nie jestem opieką społeczną.
Ale raz miałam inną sytuację: kobieta w średnim wieku, wyglądająca na osobę chorą na schizofrenię acz w remisji, zapytała pod Biedronką czy kupimy jej bochenek chleba - i nic więcej. Kupiliśmy, ona się ucieszyła i bardzo dziękowała i wyglądało to na szczere.
miało być: "w myślach powiedziałam" :)
UsuńNiektórzy naprawdę dwoją się i troją, by wyłudzić pieniądze, a zamiast chodzić po galerii, parkingu, pod kościołem, zarobiliby gdziekolwiek, choć podobno żebraniem zarobić można więcej.
UsuńKiedyś często chodziłem do Katedry w Toronto, w centrum miasta, gdzie zawsze można było spotkać żebraków, twierdzących, że są głodni. Dwa razy zaproponowałem im, że ich wezmę do pobliskiego McDonald's na hamburgera i frytki. Jeden na to po prostu odszedł, drugi powiedział "Fuck off" i też się oddalił.
UsuńA gdy proboszcz Katedry po kazaniu wspomniał o tych żebrakach przed Katedrą i powiedział, że najlepiej dawać dotacje na specjalny program pomocy dla tego rodzaju osób, "Out of the cold" (zapewniający posiłki i noclegi), jeden z żebraków, będący w kościele, zaczął głośno mu ubliżać i krzyczeć na cały kościół-no bo proboszcz mu zabiera biznes!
O właśnie, biznes jak nic. Podobno w bardziej dochodowych miejscach jest ostra konkurencja...
UsuńJa kiedyś mieszkając w Warszawie nasłuchałam się takich historii o rzekomych potrzebujących że wcale się nie dziwię Twoim wątpliwościom...
OdpowiedzUsuńTakie teraz czasy, oszuści, naciągacze na każdym kroku!
UsuńU nas tylu bezdomnych i żebrzących po miastach, że nawet już nie zwracam uwagi. Nigdy nikomu niczego nie daję, bo po pierwsze nie nosze w ogóle gotówki, a po wtóre nie znam ludzi. Skąd mam wiedzieć, że jak wyjmę pieniądze, ktos mnie nie napadnie na następnej ulicy? Poza tym, niech się jeden z drugim jakiej roboty chwyci zamiast całe dnie stać na ulicy z wyciągniętą łapą.
OdpowiedzUsuńJestem tego samego zdania!!!
UsuńAkurat wczoraj zaczepił mnie pan. Powiedział, że wyszedł z więzienia niedawno, a po wyjściu go okradli. Nawet nie udawał, że chce pieniądze na jedzenie...
OdpowiedzUsuńA od czego pomoc społeczna i Caritas?
UsuńW Kanadzie częsta metoda polega na tym, że podchodzi żebrak i twierdzi, że np. został wypuszczony właśnie ze szpitala i że nie ma pieniędzy--ale na szczęście ma wujka/ciotkę/brata/siostrę zamieszkała w mieście XYZ i on/ona mu pomoże. Szkopuł w tym, że nie ma pieniędzy na dojechanie i prosi więc o dotację na bilet.
UsuńRaz w Toronto w zimę facet mnie zaczepił z taką historyjką--że niby musi dojechać do miasta Timmins. Tu wyjaśnienie: Timmins leży 700 km na północ od Toronto i słynie z brutalnie śnieżnych i zimnych zim-temeparatury -20 do -30 C są na porządku dziennym, czasem nawet -40 C, a w wietrze jeszcze niższe.
Gdyby nie ta odległość, to chętnie powiedziałbym mu, "A to się świetnie składa, bo ja też się tam wybieram-wsiadaj do samochodu i jedziemy do Timmins!" Gdybym go rzeczywiście tam dowiózł i zostawił, z pewnością facet następnym razem wybrałby inną historyjkę-lub inne miasto, położone bardziej na południe i cieplejsze (chociaż w Ontario w tym przypadku wybór raczej jest ograniczony).
No mógłby się zdziwić, chciałabym zobaczyć jego minę!
UsuńW Kanadzie jest sporo żebraków i ludzi bezdomnych. Wśród nich są oszuści (szczególnie cyganie), cwaniacy i naciągacze. Dwukrotnie rozmawiałem z osobami, które przez dziesiątki lat pracowały z tego rodzaju ludźmi w schroniskach dla bezdomnych i innych instytucjach. Powiedziały, że dużo z nich ma problemy psychiczne i "addiction" (alkohol, narkotyki), jak też, że 90% z nich zrobi wszystko, aby NIE pracować. Kiedyś im coś tam dawałem, ale od lat tego nie robię, o stokroć wolę dać dotację na organizację im pomagające. To jest bardzo rozległy temat.
OdpowiedzUsuńNiektórzy nawet nie nadają się do pracy! Zniszczeni przez alkohol, odwykli od obowiązku, wola użebrać, niż zapracować...
Usuń