Zaczęło sie od tego, że mój doktor ostatniego kontaktu uparł się na skierowanie do kardiologa. No trudno, posłuchałam i zarejestrowałam się, jeszcze w marcu 2025.
Dostałam termin - październik 2025. Sukces!
Wizyta trwała 5 minut, wcześniej 2 razy zmieniano mi termin i godzinę. Pan kardiolog napisał skierowanie na holter , zarejestrowano mnie na 7 lipca 2026!
Znając termin badania holterem, zapisałam się na wizytę kontrolną do kardiologa - wrzesień 2026. Tuż przed planowanym terminem odebrałam telefon, że wizyta nie może się odbyć, bo nie miał kto opisać "wyniczków" - od 7 lipca, przypomnę!
Nowy termin to październik, znowu godzina przełożona, ale nawet lepiej, bo nie musiałam czekać do wieczora. Nawet ludzi w poczekalni nie było, nowość zupełna!
Wizyta w gabinecie trwała 10 minut, z czego 5 przeznaczone na pisanie na klawiaturze komputera. Żadnych pytań, żadnego stetoskopu, krzesło twarde...
Dostałam kilka papierów: informacja dla lekarza POZ, recepta, wyniki badania holterem, recepta i skierowanie na echo serca.
Pytam lekarza, co to za lek i jakie ma skutki uboczne - lek na spowolnienie akcji serca, może powodować omdlenia. No super!
Mówię lekarzowi, że czuję się dobrze, jestem aktywna, biorę magnez i żadnych innych leków.
Na to lekarz, że serce sobie jakoś radzi , więc mam brać jeszcze potas, a gdybym po zalecanym leku czuła się źle, to mam SOBIE zmienić dawkę! to coś nowego...
W zaleceniach na przyszłość czytam: aktywny tryb życia, zmniejszyć spożycie mięsa, leki brać jak dotychczas! jakie leki?
Po zbadaniu serca na USG mam zgłosić się na kontrolę. Na pewno! Zrobię badania i ewentualnie pójdę prywatnie, ale najpierw poszukam dobrego kardiologa.
Gdybyście byli ciekawi, echo serca mam 2 grudnia, a wizyta kontrolna 13 października 2027, jeśli dożyję! A skierowano mnie do kardiologa, bo utrzymywał mi się uporczywy kaszel po infekcji, który skończył się, gdy wzięłam lek wziewny.
Pacjencie - lecz się sam lub prywatnie i nie zawracaj głowy!


🙈nawet mi się nie chce już o tych lekach. Matka moja bierze na lęki, serce, sen, nadciśnienie...i wszystkie te leki powodują zawroty głowy, omdlenia, upadki ....a jak to już wielokrotnie pisałam skutki uboczne kołatania serca, są takie że może kołatać serce...a nadciśnienia, że może wystąpić nadciśnienie ...noż
OdpowiedzUsuńnie ma leczenia holistycznego i dopóty będziemy się szarpać, dopóki nie będzie. a zalecenia sa wpisane z automatu...cyce opadajo.
Wszystko opada, a najbardziej mnie wkurza, gdy czytam i słucham wszędzie o profilaktyce!
UsuńMamie współczuje, zawroty głowy są paskudne!
Całkowicie się z tym zgadzam! Leczenie holistyczne jest w praktyce trudne, ale jak najbardziej możliwe ;))
UsuńTylko widzę, ile to od nas jako pacjentów wymaga latania i zadawania niezliczonej ilości pytań...
Pytań, kolejnych konsultacji, wymiany doświadczeń itd.
UsuńTrzeba mieć siłę i cierpliwość.
Mem super! Musisz zadbać o serce, żeby takie kołomyje ze służbą zdrowia przebrnąć ;-)
OdpowiedzUsuńWiesz, ja to nawet zaleceń nie czytam, bo już sama doszłam do tego, że mogę sobie zmienić dawkę, a kiedy poszłam do lekarza, tylko poinformowałam, że zmieniłam dawkę. I myślisz, że się przejął? A gdzie tam, przyklepał, że dobrze i tyle.
Cały czas myślę, czy lek wykupić, bo jeszcze jakies badania mam zrobić, to po co od razu lek?
UsuńTak jak napisałaś Asiu, zmuszają, żeby iść prywatnie.
OdpowiedzUsuńTylko skąd kasy na wszystko, bo i za badania sie wówczas płaci?
UsuńBardzo rzadko chodzę do lekarzy, ale mam więcej szczęścia niż Ty. Dobrze trafiam.
OdpowiedzUsuńDobre i to, ja niby trafiłam do kardiologa z tytułami, ale co z tego, gdy w NFZ mają swoje procedury...
UsuńJa wybrałam pierwszą opcję :D znaczy się leczę się sama :)
OdpowiedzUsuńOd pandemii nie byłam w żadnej przychodni, a już ze 3 lata przed nią tam chodziłam tylko z mamą jako jej opiekunka.
To moja decyzja i mój wybór i nikomu nie narzucam aby postępował podobnie.
A dlaczego tak?
Otóż w całym moim życiu często zdarzało mi się trafiać na lekarzy niekompetentnych, rutyniarzy, a i chamscy też się zdarzali.
Moje wychodzenie z nowotworów to najczęściej żebranina o badania które powinny mi być zlecane z automatu, gdyby nie udało mi się ich wyżebrać to by mnie już nie było. No a terapie nowotworowe pozostawiły skutki uboczne które ciągną się już przeszło 20 lat.
Aktualnie każda wizyta w przychodni wiązałaby się ze stresem, a że życie przez ostatnie 10 lat zafundowało mi stresów tyle że ledwo dawało mi się je unieść, to moja psychika mówi STOP!
Zdecydowałam że nie chcę reszty życia spędzać na stresujących wizytach w miejscach które w teorii powinny mnie leczyć a w praktyce narażają na dodatkowe zdrowotne obciążenia, albowiem stres to wielkie obciążenie zdrowotne!
Uważam że jakoś życia jest ważniejsza od jego długości. No a ja już przeszło 20 lat utargowałam od losu, gram sobie więc z losem.
Tak zupełnie nie zdaje się tylko na niego. Po kuracjach nowotworowych chodziłam na targi zdrowia, zapoznałam się z różnymi alternatywnymi sposobami zdrowotnymi. Stosuję zioła i takie różne psychiczne czary mary, nie nazywam ich medytacją, bo to nie jest taka książkowa medytacja. To jest wsłuchiwanie się z wielką uwagą w mój organizm i szukanie moich własnych odpowiedzi.
Napisałam dość obszernie bo może komuś da to do myślenia. Podkreślam jeszcze raz, że to moja świadomie wybrana droga i nikomu nic nie narzucam, szczegółami też dzielić się nie będę :)
Jotko dużo zdrowia ci życzę, no i cierpliwości :)
Twój sposób czy styl jest bardzo podobny do podejścia mojego męża, ja w sumie tez rzadko bywam u lekarza, a nawet cholesterol mi spadł na emeryturze, widocznie stres powodował podwyższenie poziomu.
UsuńKażą słuchać organizmu i zgłaszać niepokojące objawy, ale komu zgłaszać?
Masz dużo racji Mario. Miałam swoje złe doświadczenia z wrednymi endokrynologami. Z czasem człowiek zaczyna mieć dość.
UsuńO, to echo serca będziesz miała na Barbórkę.
OdpowiedzUsuńŻyczę dobrego wyniku, takiego, że będziesz mogła zostać górniczką
Na górniczkę mam za słaby kręgosłup, ale w sumie ciekawe co mi znajdą, oby nic.
UsuńJotka, ale kręgosłup moralny masz mocny, więc kazaliby Ci pracować za dwóch 🤫😉
UsuńPewnie jakieś wyzwania jak u Wincentego Pstrowskiego, o nie, podziękuję...
UsuńJako ciekawostkę powiem ci, że ja też biorę lek kardiologiczny, beta bloker. Biorę go, bo mam zbyt wysokie tętno - tak, od głowy i od leków na głowę (to ważne info dla tych, którzy uważają, że choroby psychiczne to tylko wymysły). I z tym dawkowaniem miałam podobną sytuację - lekarz też mi mówił, że w danym obrębie mogę sobie zmieniać dawkę. Tak samo mam zresztą dogadane z psychiatrą.
OdpowiedzUsuńCo do reszty, no to wiadomo, polska służba zdrowia... Mnie czeka znowu załatwianie pulmonologa i znowu muszę iść do doktorka buca, bo... innego po prostu nie ma!
No i zdrowia życzę, tobie i innym którzy to czytają. :)
UsuńNo dzięki, co nam pozostało, pocieszać się wzajemnie i liczyć na szczęście!
UsuńNa razie moim wyborem jest śmierć naturalna, a nie z braku skutecznych leków podtrzymujących życie w sprawności intelektualnej i fizycznej, więc chodzenie po lekarzach odkładam na czas nieokreślony. Wyjątek stanowi stomatolog....
OdpowiedzUsuńU stomatologa spędziłam sporo czasu i kasy zostawiłam krocie. Robię co 2 lata mammografię, reszta w rękach losu!
UsuńNo, 😞 smutna rzeczywistość plus przedmiotowe traktowanie pacjenta.
OdpowiedzUsuńZdrowia i siły życzę Ci Asiu.
Dziękuję i wzajemnie, pięknego czasu, mimo wszystko!
UsuńMasakra , zresztą znam to tylko w dziedzinie gastro i kolonoskopii, niestety znów prywatnie a to.kosztuje bo narkoza.Zdrowka życzę, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńWzajemnie, zdrowie zawsze w cenie!
UsuńEch, lekarze specjaliści.
OdpowiedzUsuńNa ich temat można by powieść w wielu tomach napisać.
Ja sobie wszystkich specjalistów przełożyłam na rok przyszły.
I mam spokój
Sprytnie, rok spokojnej głowy!
UsuńNa echo serca? Moge Ci zrobic od reki :)))) albo pozyczyc swoje - jest w porzadku niby.
OdpowiedzUsuńU mnie ostatnie echo serca bylo z przebojami. Robila go nowicjuszka w zawodzie. Wszystko mi juz cierplo, marzlo i mrowilo a ona jeszcze sie guzdrala z elektrodami i goopio sie pytala, czy to moj pierwsze echo :))) W moim wieku pierwsze? Nie wiem jak wyszlo bo sie duszilam ze smiechu na przemian "zwkurwem" - lekarz nic nie skomentowal. Po co mi to echo bylo?
Terminy? Mnie za rok chca widziec z tym echem bom ci Echo z temperamentem. Pewnie mi przepisza jakis lek "lelumpolelum"!
Ja czasami mam wrażenie, że wynajdują choroby, by więcej procedur zrealizować, a te wszystkie badania powinny być za jedną wizytą!
Usuńjakimi elektrodami?... elektrody są przy EKG, a przy echu jest tylko taka gała nawilżona jakimś żelem, którą operator(ka) jeździ po odpowiednich rejonach ciała... echo serca to jest po prostu rodzaj USG i nie ma tu żadnych elektrod....
UsuńZawsze próbowałam leczyć się sama , lekarz to ostateczność. Gdyby w porę w Polsce odkryto moją chorobę tarczycy to nie miałabym trzech poronień. Dlatego ... no cóż zdarza mi się sceptycznie do lekarzy podchodzić.
OdpowiedzUsuńJak zwykle, teoria swoje, praktyka swoje. Ja najbardziej lubię rozmowę typu: zaobserwowałam to i tamto - to niemożliwe...
UsuńJa kiedy poszłam do mojej lekarki rodzinnej, wtedy to właśnie zaczynały się moje tarczycowe problemy, usłyszałam diagnozę w stylu:
Usuń" Mam podobnie jak pani. Ten brak energi to kiedy słonko świeci czujè się rześka a kiedy pochmurno ledwo daję radę." Tylko, że ja wtedy miałam jakieś 28 -29 lat i wpływ pogody na rześkość czy nierześkość nie miał tu znaczenia.
Jako receptę na pocenie się i osłabienia, że ani nogą ani ręką ruszyć nie mogłam tudzież przesypianie całych popołudnivi nocy dostałam polecenie długich spacerów w słonexzne dni.
W końcu się odwróciłam i poszłam do prywatnego laboratorium zrobić sobie wyniki. W ostatniej chwili przyszło mi na myśl, żeby hormony mi zrobili. I wyszło już wtedy szydło z wora, tylko lekarze odwrócili to na żołądkoww problemy, że niby kapusty się dzień przed wynikami najadłam. Bo żołądek jest z tarczycą połączony.
Gdy dostałam skierowanie do endokrynologa, jechałam do innego miasta, robiłam badania, na końcu pani zapytała mnie : a po co w ogóle pani do mnie trafiła? Czułam się źle podejrzewałam tarczycę lub wczesną menopauzę ( mama miała podobnie), a wedle pani doktor byłam symulantką. Dałam sobie spokój...
UsuńZ terminem miałam podobnie.Byłam na wizycie w marcu tego roku,ale nie działo się nic złego.Poszłam się zarejestrować na następną,bo zwykle trzeba czekać ponad rok,a tu niespodzianka,bo czerwiec 2026.Myślałam ,żeby przełożyć termin,bo nie potrzebowałam wizyty.Dwa tygodnie przed terminem zobaczyłam w kalendarzu,że to przecież niedziela.Za kilka dni otrzymałam esemes-dzień i miesiąc się zgadza,ale rok 2027.Czyli wszystko po staremu i nie zależy od województwa.
OdpowiedzUsuńO widzisz, to brzmi jak anegdot, a to samo życie niestety!
UsuńGdybyś była ze Śląska, mogłabym polecić znajomego, on przyjmuje chyba tylko na NFZ, ale z tego, co wiem, jest kompetentny, a na pewno staranny. Bratowa czasami musi skonsultować pacjenta z kardiologiem i po różnych rozczarowaniach sugeruje wizyty właśnie u niego.
OdpowiedzUsuńJa byłam zapisana w dużej przychodni przyszpitalnej i co prawda człowiek spędza tam pół dnia i jest jak towar na taśmie, ale przynajmniej zrobią wszystko za jedną wizytą. Nawet test wysiłkowy mi lekarka zrobiła, żeby sprawdzić, czy moja arytmia jest nieszkodliwa, czy warto się mocniej zainteresować. Tylko jak raz coś znajdą, to już nie wypuszczą, będą umawiać na kolejne wizyty co roku.
Pewnie dostałaś beta bloker, ja to biorę od półtora roku, tylko już mocno zeszłam z dawki. Też dostałam na pierwszej wizycie (ale po echu, za to przed holterem), mimo że byłam potem umówiona na różne specjalistyczne badania, chyba lekarka nie chciała czekać. Konsultowałam z kardiologiem w rodzinie i mnie trochę uspokoił, wytłumaczył jeszcze raz, jak to ma zadziałać i przekonał, że w mojej sytuacji powinnam jednak wziąć, a ponieważ się obawiałam, bo ja tętno i ciśnienie mam raczej niskie, dostałam sugestię, żeby na początku brać pół i sprawdzić, jak się będę czuła. Cały czas nie wiem, czy to nie było na wyrost, ale już od dawna nie czuję kołatań i ostatni test wysiłkowy wyszedł tak dobrze, że się nieźle podczas niego zmachałam - za pierwszym razem przerwali, zanim zdążyłam przyspieszyć oddech :) Tylko że jednocześnie kazano mi codziennie brać magnez.
A co do terminów to niestety trudno coś poradzić, czasami można znaleźc lepsze, ale skierowania są raczej już do konkretnej przychodni...
A jeśli chodzi o zalecenia, to są chyba takie rutynowe, kopiuj-wklej. Też mam napisane leki, dieta z ograniczeniem soli i tłuszczy zwierzęcych, regularne pomiary ciśnienia, a tak faktycznie to o żadne pomiary mnie nie pytano, o diecie ani słowa, a jedyne, na co mnie lekarka uczulała, to żeby do czasu wyników zleconych badań, czyli póki nie wiadomo, czy nie ma czegoś poważniejszego, prowadzić dla odmiany nie aktywny, a oszczędny tryb życia ;)
UsuńJa byłam tez w przychodni przyszpitalnej, ale niestety badań nie robią od ręki, tylko EKG. Nie mam z kim skonsultować leku, może zajrzę do lekarza rodzinnego, ale z kolei w okresie grypowym lepiej po poczekalniach nie łazić.
UsuńDziękuje za Twoje uwagi, dały mi nieco rozjaśnienia...
Ta "moja" to jest moloch, od każdej czynności osobna ekipa. Trochę strzelanie z armaty do wróbla, ale przynajmniej sprawdzili wszystko.
UsuńW ogóle z tymi badaniami jest tak, że z jednej strony NFZ coś narzuca, a z drugiej przychodnie też mają swoje zasady - tak samo u okulisty, w jednej, i to większej, na badanie OCT trzeba się umawiać osobno i osobno przychodzić, w innej wszystko robi lekarz na jednej wizycie.
Z lekiem jest kłopot, trudno ocenić, czy je przepisał tak rutynowo, czy faktycznie są wskazane. Jeśli chodzi o arytmię, to dużo ludzi ma i nie każda jest problemem. Ale jednocześnie echo pokaże raczej ewentualne przyczyny problemu, wady anatomiczne, niedomykające się zastawki, może jakieś zrosty, więc tak trochę usprawiedliwiajac lekarza niekoniecznie coś zmieni w kwestii leków. A z drugiej strony każdy lek ma skutki uboczne i bez sensu brać, jak nie trzeba... Szkoda, ze nie każdy lekarz czuje potrzebę wytłumaczenia pacjentowi swoich decyzji.
O to właśnie chodzi, jak na taśmie, szybko i rutynowo, żadnej rozmowy, wyjaśnienia, wywiadu rodzinnego...
UsuńDo okulisty mąż jechał prywatnie do kliniki, bo u nas to pożal się boże okuliści.
Przepraszam, ale dopiero gdy będziesz poważnie chora na konkretną chorobę, zacznie się karuzela z lekarzami i badaniami. Trzeba mieć worek pieniędzy, bo zwykle ci sensowni lekarze nie przyjmują w poradni, tylko we własnych gabinetach prywatnie.
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe prezenciki!
Zasyłam serdeczności
Aż strach pomyśleć, co to będzie, gdy jakieś choróbsko się przyplącze.
UsuńCieszę się, że kartka doszła:-)
Boże... Opieka pierwsza klasa dosłownie. Ręce opadają, cycki też. Brak słów. A znalezienie dziś dobrego lekarza to graniczy dziś z cudem. Tak wygląda dziś większość wizyt Asiu tak że życzę Ci dużo zdrowia i silnego serca bo żeby chorować trzeba mieć silną psychikę albo cierpliwość.
OdpowiedzUsuńTak Kasiu, trzeba mieć żelazne nerwy, by chodzić po przychodniach, no i być na emeryturze!
UsuńPost czytałam z rana, ale nie umiałam się zalogować przez Google. Od 2017 nie chodzę do lekarzy. Moje dobre mniemanie o lekarzach skończyło się w chwili, gdy przestałam korzystać z lecznictwa wojskowego. Bardzo duża część lekarzy pracuje prywatnie, dlatego może powinno się skończyć z udawaniem, że na NFZ należy nam się leczenie. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNikt nie potrafi zreformować służby zdrowia, a wszyscy widzimy, że jest coraz gorzej!
UsuńW Polsce, żeby chorować, trzeba mieć końskie zdrowie.
OdpowiedzUsuńAlbo znajomości i kupę kasy!
UsuńMam nadzieję, że wpisali cie ołówkiem, to w razie czego wytrom 😂🫣🤭💚🍀
OdpowiedzUsuńSzkoda, że chorób nie można wygumkować!
UsuńNo niestety...
UsuńTo niestety jest smutne, że tyle trzeba na wszystko czekać i masz rację jak ktoś może to pewnie pójdzie prywatnie bo jednak rok czekania na wizytę to strasznie długo. Powiem Ci, że w Szkocji jest podobnie, jak nie gorzej bo th wiedzy żadnej nie mają 🤣 Mój chłopak miał problem ze stopa, po prostu rano się obudził i jedna w ogóle nie mógł ruszać. Od specjalisty do specjalisty, oczywiście dali go na listę oczekujących na neurologa, a potem na rezonans magnetyczny i list przyszedł po roku jak oczywiście już mógł chodzić więc i tak nic nie wyszło. Ja byłam tu u fizjoterapeutki bo sama sobie sprawdziłam, że mam rozejście mięśnia prostego brzucha to po pol roku miałam wizytę i dowiedziałam się, że rozejścia nie mam tylko słabe mięśnie brzucha. Poleciałam do Polski prywatnie i okazało się, że mam na ponad 5.5, a mięśnie core mam silne 😂
OdpowiedzUsuńJakie rózne diagnozy! to straszne, bo może skutkować utratą sprawności! a rehabilitacja, to jeszcze inny rozdział tej historii...
UsuńAsiu od dwóch lat leczę skaczące ciśnienie
OdpowiedzUsuń... Wszystkie badania serca mam za sobą
... teraz tylko muszę bardzo uważać...
Piszę Ci o tym bo z sercem nie można żartować ... ono lubi robić niespodzianki...
Wiem doskonale, ale na razie czekam na badania, czekam na diagnozę, nie chcę brać leków bez diagnozy...z drugiej strony, znam osoby, które leki brały, po lekarzach biegały i nie ma ich wśród nas.
UsuńJak pewnie się domyślasz o lekarzach mogłabym napisać wiele i to nie tylko źle. Jeśli chodzi o sprawy kardiologiczne, to ważne jest, żeby wybrać jednego. W Specjalistycznej Poradni NFZ będziesz trafiać zawsze do kogoś innego i to jest pułapka. Starszy był prowadzony przez jedną lekarkę, prywatnie i dzięki temu przeżył 30 lat. Myślę, że to nie jest przypadek, że odszedł, gdy przeszła na emeryturę.
OdpowiedzUsuńMam kłopoty z komentowaniem u Ciebie. Dopiero dziś mi się udało i to "sposobem", czyli zalogowałam się do Google najpierw u kogoś innego, a dopiero potem przeszłam do Ciebie. Już się bałam, czy mnie nie zablokowałaś.
Niekoniecznie, ja chodzę do jednej, moja koleżanka już lata chodzi do tego samego.
Usuń@ Szarabajka
UsuńJa niby byłam u tego samego, ale po roku, to co on pamięta, czyta wszystko z ekranu komputera, nie zapytał o nic, papiery wręczył i tyle...
Ja miałam problem z komentowaniem na Wordpressie, ciągle jakiś błąd pokazywało, dopiero następnego dnia wskoczyło.
Dobra diagnoza to podstawa. Mnie udało się trafić do dobrego kardiologa, oczywiście prywatnie, póki co na razie serducho działa jak trzeba, ale wiadomo, czas biegnie i nie stoi po naszej stronie, więc zobaczymy.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem wyniku tego echa, ewentualnie pójdę jeszcze do rodzinnego.
Usuńróżne są te leki spowalniające akcję serca i różne miewają działania niepożądane, ale ważne jest, że nie są one nagminne i nie można się sugerować tym, co piszą w ulotkach... inna sprawa, ze redagowanie takiej ulotki w tym temacie jest pewną sztuką, a lekarz też musi umieć o tym powiedzieć, żeby pacjent nie wpadł w paranoję na temat tych działań, ani też ich nie bagatelizował za bardzo...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Otóż to, a w tym wypadku żądnej rozmowy, wyjaśnień, pytań, nawet o leki, jakie ewentualnie biorę, bo wiele medykamentów się wyklucza...
UsuńŻyczę Ci zdrowia i zdrowia :* reszta jest najmniej istotna.
OdpowiedzUsuńO tak, wokół tylu chorych, że strach się bać!
UsuńDziekuję:-)
O rety, współczuję, Jotko.
OdpowiedzUsuńTrzeba mieć cierpliwość do takich wizyt , wytrwałość w czekaniu na dostępne terminy, a najlepiej to końskie zdrowie.
Przykre to.
Oby grudniowe echo serca Cię uspokoiło i okazało się, że serduszko masz jak dzwon i nie musisz brać leków.
Termin kontrolnej wizyty to jakaś abstrakcja!
Trzymaj się Jotko, jednoczę się z Tobą w bólu.
Jestem nie tyle niespokojna, co zdziwiona i bezsilna wobec procedur i machiny "ochrony" zdrowia...
UsuńDzięki za słowa otuchy :-)
Wygląda na to, Jotko ze lekarze bardzo potrzebują nowych klientów. Każdy powód dobry. Byleby odhaczyć pacjenta, potraktowawszy go okresloną procedurą, a potem zgarnac za to kasę. A czy ta procedura jest sensowna i potrzebna? Nie istotne. Next one!
OdpowiedzUsuńTeż mam takie wrażenie, procedury nas zabijają!
UsuńNiesamowite sytuacje! Z tego wszystkiego można zachorować na serce :)
OdpowiedzUsuńAlbo nerwy człowiekowi wysiądą i wtedy psychiatryk!
UsuńNie wiadomo co komu pomaga, jak w tym dowcipie.
OdpowiedzUsuńPrzychodzi blondynka do lekarza i mówi:
Proszę mi zrobić EKG, ostatnie bardzo mi pomogło.
A problemy z terminami i brak informacji przerabiam od lat z zoną, a ostatnio i ze sobą. Pozdrawiam
Dobre, moje też mi pomogło, od razu odechciewa sie po lekarzach latać!
UsuńNie wiem jak to skomentować, Jotko. Po prostu brak mi słów. Życzę więc zdrowia Tobie i nam wszystkim.
OdpowiedzUsuńZdrowie najcenniejsze, więc dziękujemy bardzo!
UsuńPrzeczytawszy Twój opis, może jednak nie powinienem więcej krytykować systemu zdrowotnego w Kanadzie…
OdpowiedzUsuńNiestety, lekarze nie mają po prostu czasu na wyjaśnienie wszystkiego i na odpowiedzenia na wszystkie pytania. Ja o to proszę ChatGPT i muszę przyznać, że otrzymałem NIESAMOWICIE ciekawe odpowiedzi, minimum 20 razy więcej od tych od lekarza. Dzięki temu mogłem zadać lekarzowi bardzo specyficzne pytania. Również obejrzałem parę filmów na YouTube—kanały są prowadzone przez prawdziwych lekarzy—bardzo dużo się z nich dowiedziałem nowych i ważnych informacji. Polecam!
Mogę jeszcze dodać, że od lat sprawdzam wszystkie leki na Internecie, z oficjalnych farmaceutycznych źródeł, które ukazują różne badania, wyniki statystyczne, skutki uboczne, itp. Sami farmaceuci używają te strony, ale nie są w stanie każdemu wszystko wytłumaczyć.
Swoje recepty tez sprawdzam i warto, bo kiedyś zapisano mi jednocześnie lek wykrztuśny i przeciwkaszlowy oraz tabletki i syrop na to samo, kto by to wszystko łykał?
UsuńRzadko bywam tu u lekarza, chociaż mam luksusowo, bo tak zwany "mój"lekarz rodzinny ( w Polsce I-kontaktu) ma gabinet w sąsiedniej kamienicy, czyli muszę zjechać windą od siebie na dół, przejść przez spory hol swojego budynku, potem 20 kroków, znowu winda i jestem na miejscu. Jest o tyle dobrze, że sporo badań mogę tu zrobić bez tułania się po innych miejscach. Na początek listopada mam już wyznaczone "coroczne" pobranie krwi i szczepienie przeciw grypie i czemuś tam jeszcze no i dostanę receptę na swoje stałe leki- dostaję ją raz na 3 miesiące- co fajniejsze to ja nawet nie dostaję recepty do ręki, tylko u lekarki wsadzam swoją "Gesundheitskarte" w czytnik i następnie idę 350 m do apteki, w której uprzejmie mówię, że przyszłam po swoje leki i albo dostaję "od ręki" albo mi grzeczniutko mówią, że muszą dany lek sprowadzić i od razu podają dzień i godzinę , w którym będzie. A tą kartę to trzeba stale mieć ze sobą " na wszelki wypadek", zwłaszcza gdy się ma tyle latek na liczniku co ja. Stale to biorę tylko jeden lek ale mam wrażenie, że ta karta to swoiste źródło wiedzy o pacjencie a nie tylko dowód na to, że się jest ubezpieczonym. Na własną rękę to łykam Magnesium 500+B12. A w ubiegłym roku byłam tu szczepiona przeciw....kokluszowi i szkarlatynie bo tu szalały te wirusówki wśród dzieci a osoby leciwe podobno całkiem łatwo łapią te dziecięce wirusówki. Teraz podobno sporo dzieciaków choruje na odrę więc nie wykluczam, że mogą i mnie zaszczepić w ramach profilaktyki.
OdpowiedzUsuńNo to masz luksusowo, choć moja nowa przychodnia też blisko i wiele usług mam w jednym budynku. Niestety specjaliści przyjmują tu prywatnie, a na NFZ tylko w szpitalu.
UsuńKurczę, przeczytałam te wszystkie komentarze oraz Twój wpis oczywiście i teraz się zastanawiam, jak to jest że Polacy z zagranicy non stop trąbią, że będąc w Polsce na wakacjach odwiedzają lekarzy, dentystów, robią badania a nawet że rzekomo specjalnie jeżdżą do Polski się leczyć, bo w ich krajach jest zła opieka zdrowotna. Nie mam pojęcia oczywiście, jak jest w innych krajach, ale kurde u siebie to akurat znam już służbę zdrowia wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że w porównaniu z tym co tutaj chodźby dziś przeczytałam nt polskiej służby zdrowia, w Belgii jest pierdyliard razy lepiej, a tymczasem "nasi" twierdzą, że tylko w Polsce można się leczyć... Dziwne... Pewnie mówią o prywatnym leczeniu, bo za euro to może nawet ich stać... choć patrząc czasem na ceny usług medycznych w PL (i płacąc za polskiego psychiatrę online) to i do tego mam wątpliwości...
OdpowiedzUsuńTeż nie wiem jak jest w innych krajach, ale widuję mnóstwo Niemców w sanatoriach i u lekarzy na południu lub raczej widywałam, bo podobno to już nieaktualne.
UsuńZnajoma ze Szwajcarii leczyła zęby w Polsce, bo podobno taniej, ale oczy już u siebie, bo lepsi specjaliści...
Oczywiście, że ci z zagranicy płacą z własnej kieszeni. W Kanadzie, jak też w USA, dentysta kosztuje b. dużo i ludzie jeżdżą do Meksyku, a nawet na Kubę, aby się leczyć. Polacy też jeżdżą do Polski do sanatorium, są one dla nich niedrogie, tym bardziej, że i tak pojechaliby do Polski do rodziny.
UsuńNie tak dawno mojemu koledze w Kanadzie lekarz zalecił wizytę u fizjoterapeuty i pewne ćwiczenia-niestety, musiał płacić z własnej kieszeni. Cena-C$200 za pierwszą konsultację i po C$100-120 za następne wizyty. Online znalazł na Internecie polskich fizjoterapeutów oferujących swoje usługi online i ceny kilka razy mniejsze, a nawet azjatyckich, którzy brali po C$15-25. Ja też pewnie użyłbym tego online-albo po prostu znalazłbym ćwiczenia online. Oczywiście, nie zawsze jest możliwe skorzystanie ze specjalisty przez kamerę, ale jeżeli jest, to czemu nie?
Gdy coś nam dolega, to chwytamy się każdego sposobu, byle lepiej się poczuć...niektórzy nawet ryzykują!
UsuńCzasami lepiej zaryzykować, niż nie dokonać żadnego kroku - szczególnie, gdy ryzyko jest raczej małe (bo nikomu nie sugerowałbym zamawiania np. leków na Internecie).
UsuńDam jeszcze inny przykład: godzina masażu w Toronto wynosi od C$60 do C$140. Moja znajoma uwielbia masaż i na Kubie znalazła świetną masażystkę. Płaciła je w postaci... używanej odzieży! I właściwie to ją nic nie kosztowało. A gdy płaciła gotówką, to ok. $25 za godzinę.
U nas mamy dobrych fizjoterapeutów, mąż korzysta od czasu do czasu i płaci ok. 100zł za godzinę, natomiast w ramach publicznych usług, czeka się długo i zabiegi o wiele krótsze..
UsuńBylam ostatnio u okulisty w WAM IE w Łodzi. Po badaniach lekarz mi cierpliwie tłumaczył co zbadali i jak to wygląda. Strach narastał, bo skoro lekarz poświęca czas na wyjaśnienia, to na pewno moje oczy są w bardziej tragicznym stanie niż to sobie można wyobrazić i to ostatnie chwile, gdzie jeszcze coś widzę.
OdpowiedzUsuńOstatecznie okazało się, że nic mi okropnego się nie dzieje, a lekarz potraktował mnie tak, jak to powinno być normą.
Mój mąż był w klinice w Poznaniu i tam wszystko wyjaśnili itd. ale to było prywatnie, u nas nawet prywatnie potraktowany został byle jak.
UsuńJotko, aż trudno uwierzyć, że tak wygląda opieka zdrowotna. 😔 Najgorszy jest brak rozmowy i poczucia, że ktoś naprawdę interesuje się pacjentem. Mnie też czeka wizyta u onkologa i zapewne rezonans magnetyczny, więc doskonale rozumiem, ile stresu i niepewności wiąże się z czekaniem na badania. Trzymam kciuki za dobre wyniki u nas obu.
OdpowiedzUsuńDziękuję i mam nadzieję, że dostaniesz same dobre wiadomości!
UsuńPiszę komentarz o ironio akurat z poczekalni u kardiologa haha ;))
OdpowiedzUsuńNaprawdę mi przykro, że takich rzeczy doświadczyłaś, te kolejki są niewyobrażalne! Nie wiem jaki lek masz przepisany, ale niektóre rzeczywiście zaczyna się stosować już w trakcie diagnostyki. Co do doboru dawki to nie chcę Ci nic sugerować na odległość, ale gdybyś miała jakieś pytania to chętnie pomogę :)) Lekarz powinien dokładniej Cię poinstruować kiedy, jak i po co zmniejszyć dawkę leku... Ale sama widzę jak często my w aptece musimy powoli spokojnie tłumaczyć ludziom co jak działa :D
Dużo zdrówka i uśmiechu życzę, wszystko będzie dobrze ;)
Byłam u lekarza rodzinnego, nowy w przychodni, choć nie najmłodszy, ale konkretny, zlecił kolejne badania, wyjaśnił co nieco, jestem dobrej myśli.
UsuńDziękuję serdecznie:-)
Od ok. 14 lat korzystam z elektronicznego całodobowego pomiaru parametrów medycznych. Pierwsze dwa zegarki (ok. 2012 r.) - bo na nich opierałem swoje pomiary - prawie od razu trafiły na śmietnik, bo niczego, poza pulsem, nie mierzyły tylko udawały. Kolejne już potrafiły mierzyć temperaturę ciała, natlenienie,) i przebieg snu. Dopiero pojawienie się tanich (ok. 3000 zł.) e-zegarków, które nie tylko mierzyły ciśnienie krwi, EKG, cukier, stress, ale i oferowały wydruki pomiarów z opisem medycznym, oraz alarmowały o sytuacji zagrożenia życia (upadek, wylew, udar) użytkownika, lekarza i pogotowie.
OdpowiedzUsuńOd ok. 14 lat korzystam z elektronicznego całodobowego pomiaru parametrów medycznych. Pierwsze dwa zegarki (ok. 2012 r.) - bo na nich opierałem swoje poniary - prawie od razu trafiły na śmietnik, bo niczego, poza pulsem, nie mierzyły tylko udawały. Kolejne już potrafiły mierzyć temperaturę ciała, natlenienie,) i przebieg snu. Dopiero pojawienie się tanich (ok. 3000 zł.) e-zegarków, które nie tylko mierzyły ciśnienie krwi, EKG, cukier, stress, ale i oferowały wydruki pomiarów z opisem medycznym, oraz alarmowały o sytuacji zagrożenia życia (upadek, wylew, udar) uytkownika, lekarza i pogotowie.
Od ok. 14 lat korzystam z elektronicznego całodobowego pomiaru parametrów medycznych. Pierwsze dwa zegarki (ok. 2012 r.) - bo na nich opierałem swoje poniary - prawie od razu trafiły na śmietnik, bo niczego, poza pulsem, nie mierzyły tylko udawały. Kolejne już potrafiły mierzyć temperaturę ciała, natlenienie,) i przebieg snu. Dopiero pojawienie się tanich (ok. 3000 zł.) e-zegarków, które nie tylko mierzyły ciśnienie krwi, EKG, cukier, stress, ale i oferowały wydruki pomiarów z opisem medycznym, oraz alarmowały o sytuacji zagrożenia życia (upadek, wylew, udar) uytkownika, lekarza i pogotowie.
Od ok. 14 lat korzystam z elektronicznego całodobowego pomiaru parametrów medycznych. Pierwsze dwa zegarki (ok. 2012 r.) - bo na nich opierałem swoje poniary - prawie od razu trafiły na śmietnik, bo niczego, poza pulsem, nie mierzyły tylko udawały. Kolejne już potrafiły mierzyć temperaturę ciała, natlenienie,) i przebieg snu. Dopiero pojawienie się tanich (ok. 3000 zł.) e-zegarków, które nie tylko mierzyły ciśnienie krwi, EKG, cukier, stress, ale i oferowały wydruki pomiarów z opisem medycznym, oraz alarmowały o sytuacji zagrożenia życia (upadek, wylew, udar) uytkownika, lekarza i pogotowie.
Od ok. 14 lat korzystam z elektronicznego całodobowego pomiaru parametrów medycznych. Pierwsze dwa zegarki (ok. 2012 r.) - bo na nich opierałem swoje poniary - prawie od razu trafiły na śmietnik, bo niczego, poza pulsem, nie mierzyły tylko udawały. Kolejne już potrafiły mierzyć temperaturę ciała, natlenienie,) i przebieg snu. Dopiero pojawienie się tanich (ok. 3000 zł.) e-zegarków, które nie tylko mierzyły ciśnienie krwi, EKG, cukier, stress, ale i oferowały wydruki pomiarów z opisem medycznym, oraz alarmowały o sytuacji zagrożenia życia (upadek, wylew, udar) uytkownika, lekarza i pogotowie.
Anzai: jaki zegarek polecasz ze swojego doświadczenia? Ja mam Fitbit 6, pokazuje puls, sen, kroki, robi ECG. Kosztował ok. $150 US. Ogólnie jest OK, ale np. z tym snem to różnie--nieraz oglądam TV (i NIE zasypiam 😁), a on to interpretuje jako sen, podobnie bezsenne leżenie w łóżku. Ma już 2 lata i może warto coś zmienić, ale do tej pory nie interesowałem się tym, co jest na rynku.
UsuńO, widzę, że konkretne zapytania, ja mam tylko krokomierz w telefonie...
UsuńKonkretnego typu nie polecę, bo to co piszą producenci nie zawsze się sprawdza w praktyce. U mnie rządzi Kardiowatch i alternatywnie Garmin. Warto wybrać opcję z kartą SIM. Warunki pomiaru snu można regulować w "Ustawieniach" (tańsze są na smartfonie, a droższe na zegarku), bo zapis snu jest oparty nie tylko na bezruchu, ale i ciśnieniu, pulsie, oddechu, temp., itd., ...
UsuńSorry, przytrzymałem "enter" i wyszedł dubel. Jak możesz to przytnij.
OdpowiedzUsuńNie szkodzi, a przycinać nie umiem.
UsuńAlarm o zagrożeniu życia, to jest coś, ale czy to nie straszy pacjenta, bo jakby zdarzył się fałszywy sygnał?
Obsługa tej funkcji jest refundowana przez NFZ (opinia lekarza) i obejmuje także niezawinione fałszywe synały, ale trzeba koło tego "pochodzić" lepiej jak w.s. sanatorium.
UsuńTo pewnie wielu zniechęci...
UsuńRęce opadają po prostu... Pacjencie lecz się sam, dokładnie, niestety...😏
OdpowiedzUsuńDużo zdrówka!
A potem zdziwienie, że ludzie szukają w Internecie porad...
UsuńI dla Was zdrówka!