Czy też tak macie, że jedno stare zdjęcie wyjęte z albumu lub szuflady, może wywołać lawinę wspomnień? A gdy już człowiek długo żyje, to na tym zdjęciu sami nieboszczycy...
Tak było u mnie i tym razem. Zdjęcie zrobione w 1972 roku, pamiętam doskonale, bo wówczas przyjechał do Polski brat mojej mamy. Mieszkał na stałe w Australii, nie widzieli się od czasu wojny.
Na wozie od lewej - wujek mojej mamy, babcia, ja, za babcią stoi mamy brat. Gdy przyjechał do Polski, odwiedzaliśmy wspólnie całą rodzinę, rozsianą tu i tam , głównie na wsi, bom z rodziny robotniczo-chłopskiej. Nie zdążył zobaczyć się z ojcem, bo dziadek zmarł na Wielkanoc, a wujek zjechał w czerwcu i był z nami całe wakacje.
Takim wozem jechaliśmy na stację kolejową ( mało kto miał wtedy auto), bo rodzina babci mieszkała pod lasem, pamiętam te piaszczyste drogi i zapach koni.
Pamiętam studnię, w której ciocia trzymała masło i maślankę, a w spiżarni wisiały kiełbasy, zioła, cebula i czosnek.
W tej wsi mieszkała babci siostra, a moja mama spędzała tam wakacje jako mała dziewczynka.
Po wielu latach moi rodzice dostali zaproszenie i pieniądze na lot do Australii.
Nic z tego nie wyszło, bo wujek zmarł na raka płuc , ciocia rozchorowała się, a moja mama nie przypuszczała nawet, że wkrótce podzieli los brata...
Jedno zdjęcie, a tyle historii do opowiedzenia.
Jeśli zainteresowała was ta opowieść, to może i kontynuacja będzie?
Dajcie znać w komentarzu:-)

zawsze ciekawią mnie opowieści z historią w tle, pisz pisz
OdpowiedzUsuńTo może napiszę to i owo:-)
UsuńWspomnienia są piękne
OdpowiedzUsuńAle gdy ich za dużo to trochę męczą. Piszę to po dwóch dniach pełnych opowieści o tych moich najbliższych których już ze mną nie ma...
A ja żałuję, że nie ma już komu opowiadać...
UsuńBardzo głęboko weszłam w dzieje mojej rodziny. Mam też furę zdjęć sprzed wojny i powojennych oczywiście też. Lubię historie rodzinne, bardzo lubię.
OdpowiedzUsuńW w 1974 roku miałam - przypuszczam, że niespełna, bo urodziłam się pod koniec roku - cztery lata. Zdziwiłam się, że wtedy jeszcze jeździły furmanki, bo czas wydaje mi się dosyć nieodległy (co tam pół wieku!).
Wiesz, dziś dzieci dziwią się, że kiedyś klocków Lego nie było, że o komputerach nie wspomnę!
UsuńFurmanki jeździły też jeszcze późnej. Jeździłam z dziadkiem taką jak na zdjęciu Jotki albo turkotem - ten miał drewniane koła i robił straszny hałas. Pamietam bardzo dobrze, a urodziłam się właśnie w 1974 roku:-)
UsuńJeździło się po siano na łąki, po drzewo do pieca...bałam sie spaść z takiej wielkiej sterty siana!
UsuńNie miałam nigdy nikogo na wsi i pewnie dlatego wiele straciłam.
UsuńMożesz nadrobić na wczasach agroturystycznych:-)
UsuńMogę, ale moim priorytetem jest morze 🤩.
UsuńSą tez gospodarstwa nad morzem:-)
UsuńTak, byłyśmy kiedyś w jednym takim.
UsuńRozumiem, że zachwytu nie było?
UsuńNie wiem... wspomnienia towarzyszą mi cały czas, a zdjęcia oglądam bardzo rzadko. Ale na każdym takim zdjęciu jest utrwalona jakaś historia. Historia samego zdjęcia i historie uwiecznionych na nim ludzi.
OdpowiedzUsuńFurmanki pamiętam doskonale. Przecież na wsi używało się ich jeszcze w latach 90-tych. Teraz co prawda koni już nie ma, ale furmanki s nadal, tylko ciągnięte przez traktory. Na przykład do lasu po drzewo jeździ się furmankami.
My widujemy tylko w skansenach, a szkoda, przynajmniej hałasu nie robiły...
UsuńStare zdjęcia są jak brama do przeszłości i wspomnień. Pisz, Jotko. Chętnie przeczytam:-) Mam podobne wspomnienia ze wsi - studnia, w której babcia chłodziła mleko, jazda furmanką, a jeszcze częściej turkotem:-) Uwielbiałam to!
OdpowiedzUsuńTeraz wiele osób ucieka z miasta na wieś, ale to już inna wieś i inni ludzie...
UsuńWspominać lubiła moja matka, gdy to robiła nie słuchałam zbyt uważnie. Gdy Jej zabrakło i nie mogłam zapytać o ludzi i zdarzenia, sama zaczęłam wspominać. Niestety nie miałam z kim już minionych lat wspominać. Wśród zdjęć po Rodzicielce jest też takie, na którym stryj matki i jej najmłodsza siostra siedzą w bryczce ciągniętej przez konia.
OdpowiedzUsuńBryczkę pamiętam w stodole w innej wsi, ale zawsze tam stała, nie wiem czemu jej nie używano...
UsuńZdjęcia i zapachy, chyba nawet te drugie bardziej potrafią we mnie wywołać nagłe wspomnienia. Mam cała masę starych zdjęć, często niepodpisanych, a pamięć jest zawodna i nie jestem pewna, kto na nich jest.
OdpowiedzUsuńTak, zapachy także, też pamiętam zapachy właśnie - och ta pamięć, mnóstwo szufladek i skrytek!
UsuńA niektóre chciałoby się otworzyc, niektóre zamknąć...;)
UsuńAle nie da się, zwłaszcza te złe wspominki czasami pchają się na wolność...
Usuńwłaśnie dlatego, że na stareńkich zdjęciach już sami nieboszczycy, to do nich nie wracam. a czasem nawet do końca sobie przypomnieć nie mogę kto zacz. historie rodzinne są bardzo ciekawe. pisz.
OdpowiedzUsuńMało mam zdjęć, które nic mi nie mówią, ale już młode pokolenie w ogóle ma z tym problem...
UsuńJasne, że pisz!
OdpowiedzUsuńJa się dowiedziałam przypadkiem, będąc na cmentarzu i spotkawszy daleką kuzynkę, o grobie swojej prababci ze strony Ojczastego. Tyle razy tamtędy przechodziłam i widziałam tabliczkę z naszym nazwiskiem, ale że dosyć tam popularne, to się nie zatrzymywałam... Teraz powstało pytanie, dlaczego sama prababcia, co z pradziadkiem... I skąd się dowiedzieć...
No ja tez cos podobnego odkryłam, ale w przypadku dwóch znajomych...
UsuńPisz. Koniecznie pisz. Chetnie poczytam.
OdpowiedzUsuńSamo lubie takie wspomnienia. Czasem jakis szczegol staje sie pilarem opowiesci dluzszej i nie tylko rodzinnym ale rodzimym.
To prawda, detal, osoba, okazja...za każdym razem co innego sie przypomina.
UsuńTeż tak mam.. dziś wystarczyło, że zobaczyłam zdjęcie mojego syna jak był malutki. Przeraża mnie upływ czasu i jak szybko wszystko się zmienia. Cieszmy się chwilą!
OdpowiedzUsuńJak mawiała moja koleżanka - przytulaj, póki pozwala!
UsuńPisz dalej!
OdpowiedzUsuńJa doskonale znam klimaty wsi z lat 70, spędzałam u babci każde wakacje. Żniwa, wykopki, pielenie, przerywki .
Tak, te stare zdjęcia mnie bardzo pobudzają wspomnieniowo
Gdyby nie fotki, trudniej byłoby przywoływać niektóre wspomnienia...
UsuńŚwięte słowa
UsuńNo i zapachy, rozmowy, jakieś skojarzenia...
UsuńMiałam kiedyś pomysł, żeby zniszczyć te zdjęcia, które moim dzieciom/ wnukom niczego już nie powiedzą i … zabrakło mi odwagi. To było jakoś tak, jakbym chciala przekreślić czyjeś życie…
OdpowiedzUsuńOtóż to, jakby zniszczyć ślad życia danej osoby...
UsuńBedac duzo starsza od Ciebie - wystarczy napomknac ze w roku 1972 urodzilam bliznieta - mam podobne wspomnienia gdyz mieszkalam w Tarnowie ale na wsi blisko Rzeszowa zyla spora rodzina ojca wiec czesto, glownie w lecie, odwiedzalismy ich. Mieli domki z dachami typu slomiana strzecha, brak elektrycznosci, biezacej wody czyli posiadali studnie, kierat do mlocenia zboza, wychodek ktorego sie panicznie balam bo posiadal spory otwor wiec balam sie wpasc przez niego, myto sie w miednicy itd. Niemniej brat i ja mielismy z tamtejszymi dziecmi duzo do roboty od rana do nocy. Lubilam gdy palilismy ognisko ktorego "paliwem" bylo krowskie lajno a pieklismy ziemniaki ktore byly niezmiernie smaczne pomimo rodzaju paliwa. Nie mam zdjec z tego okresu i dobrze, nawet tych starych z innego okresu ktore zachowalam nie przegladam, byloby zbyt przykre.
OdpowiedzUsuńO tak, na wsi nigdy się nie nudziłam, zbieranie jajek, zrywanie czereśni, karmienie kaczek, wyprawy po siano... a zamiast basenu koryto dla koni:-)
UsuńJa jeździłam z moją babcią do jej siostry na wsi i pamiętam, że ze stacji kolejowej do domu było jakieś 7km, lasem, po piaszczystej drodze. To były późne lata '70, więc o aucie zapomnij, niewielu traktor miało, syn ciotki miał rower do którego sobie zamontował silnik i miał motorower 😄 I się szło. Nikt po nikogo nie wyjeżdżał na stację... Ponoć była jakaś droga dookoła lasu, z drugiej strony wsi, no ale kto by nadrabiał kolejne 7 czy 10 km? 🤦♀️
OdpowiedzUsuńA tak chodziło się na nogach wszędzie, przypuszczam, że furmankę dla gościa zorganizowano, tym bardziej, że nie tylko na stację jechała, ale i do kolejnej wsi, do innych krewnych.
UsuńLubię stare zdjęcia i stojące za nimi historie.
OdpowiedzUsuńMnie, podobnie jak przedmówczynie, zaskoczyła furmanka w latach 70-tych, ale z drugiej strony podobno człowiek, który wołał "ziemniaki kartofleee!" też zawsze przyjeżdżał z tymi ziemniakami furmanką, a ja go pamiętam z lat 90-tych. I wiem, że brat babci na wsi zawsze miał konie, a mam na myśli również lata 90/00.
Tak, kiedyś furmanki przyjeżdżały także na targowisko i prosto z wozu kupowało się worki ziemniaków, cebuli, kapustę i buraki...
UsuńMam kilka ulubionych zdjęć i trzymam je w głowie, ale nie wspominam...( to była tamta chwila - jedyna w swoim rodzaju i dlatego została zapamiętana )
OdpowiedzUsuńAlbumy ze zdjęciami mam zapakowane/ zabezpieczone dla potomnych ( o odmiennym podejściu do wspomnień) niż ja.
Studnia ....fajne wspomnienie, tak jak i kuchnia z fajerkami ( u dziadków), kurze kupy na podwórku i wychodek .
Ach, wychodki, to jeszcze inna bajka, nawet w miastach były wychodki niczym wiejskie, zwłaszcza na przedmieściach!
UsuńLubię oglądać stare zdjęcia, sporo osób już nie żyje jednak wspomnienia z nimi i o nich są piękne .Też jeździłam wozem i konikiem i z pola i do kościoła i z pociągu z dziadkiem mojego męża, pisz to ciekawe jest i życiowe, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDzięki, postaram się wygrzebać trochę zapamiętanego...
UsuńCzekam na kontynuację!
OdpowiedzUsuńJa nie mam starych zdjęć, jakoś tak wyszło...
U mnie tez niewiele, reszta zapodziała sie w różnych okolicznościach.
UsuńOch, też pamiętam z dzieciństwa furmanki i cały ten wiejski klimat - na wakacje jeździliśmy do dziadków, gdzie były krówki, koniki, świnki, kurki, pole, łąka, sad i ogród :).. A dla moich dzieci, które tego nie zaznały, moje opowieści z życia w wiejskim gospodarstwie były długo najpiękniejszą bajką na dobranoc :).
OdpowiedzUsuńNo właśnie, teraz to nie mam nawet gdzie pokazać wnukowi to wszystko...może kiedyś mu opowiem?
UsuńNiepozorne zdjęcie, a mieści więcej ludzkich losów niż niejeden opasły tom rodzinnej sagi.
OdpowiedzUsuńPisz dalej - takie wspomnienia mają coś, czego nie znajdzie się w żadnym podręczniku historii - zapach prawdziwego życia.
Prawdziwe życie zawsze sie obroni:-)
UsuńZadaniem fotografii, a tym bardziej tych starych
OdpowiedzUsuńJest uruchamiane wspomnień
"to może i kontynuacja będzie?"
Czekam 😉
Do usług, niebawem...
UsuńUjmująca historia. Szkoda, że z lotu do Australii nic nie wyszło.
OdpowiedzUsuńNo niestety, samo życie...
UsuńTakim wozem jeździliśmy na stację kolejową z domu teściów w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Uwielbiam stare zdjęcia i wspomnienia!
OdpowiedzUsuńNo proszę, a teraz tylko skanseny i agroturystyka :-)
UsuńPrzeglądam zdjęcia czasem, by powspominać nie tylko osoby, lecz zabawne sytuacje związane z nimi. Dziwne jest to, że nie pamiętam przykrych historii, a przecież takie też musiały być. W pamięci zostały tylko te dobre i wesołe chwile.
OdpowiedzUsuńZasyłam serdeczności
Może Twoja pamięć zachowała tylko te dobre, bo to wynika z Twojej niesamowitej osobowości :-)
UsuńPamiętam jeszcze te wozy z dzieciństwa, rozwożono nimi w mieście węgiel i nie tylko. Ja ogólnie nie lubię przeglądać starych zdjęć, bo zawsze złapią mnie wtedy jakieś nieprzyjemne myśli.
OdpowiedzUsuńNo i wiadomo, są różne koleje losu... Też mam rodzinę w Australii, ale mieszkają tam "dopiero" od początku lat 90.
Ja już nawet nie wiem, kto został tam z krewnych, bo kontakt się urwał...
UsuńPrzez pół roku porządkowałam zdjęcia po Starszym i na razie nie sięgam po żadne inne; zbyt dużo mnie to kosztuje.
OdpowiedzUsuńA co do historii, to jak najbardziej. Byle prawdziwe były :)
Ja żałuję trochę zdjęć po rodzicach i dziadkach, wiele tam było ciekawych historii, pewnie już nie odzyskam.
UsuńOj, koniecznie napisz co się z nimi stało.
UsuńZa długo by pisać, może napiszę Ci na maila...
UsuńCzy też tak macie, że jedno stare zdjęcie wyjęte z albumu lub szuflady, może wywołać lawinę wspomnień?
OdpowiedzUsuńOczywiście!!! I nie tylko zdjęcie—często różne przedmioty przywołuję masę wspomnień, dobrych i złych. To właśnie było powodem, że stworzyłem swój nowy blog, bo patrząc na fotografie, przypinki, autografy czy inne „eksponaty”, przypominało mi się wiele absorbujący historii.
Na wsi spędziłem 2 lata—były konie, krowy, kury, gęsi i codziennie kilka litrów ciepłego jeszcze mleka, stanowiącego podstawę wyżywienia. To był bardzo interesujący okres, nauczyłem się i poznałem wiele nowych, nieznanych mi rzeczy. Diametralnie inne życie od tego w mieście. To były początki lat 70. XX w., Galicja, i ogólnie panujący niedostatek dawał się we znaki—ale świetnie sobie poradziłem. Naturalnie, już prawie skończyłem na ten temat pisać 4-odcinkowy blog 😁!
A tak, u Ciebie to lawina nawet wspomnień, masz nie tylko zdjęcia, ale i rozmaite drobiazgi, no i pamięć nieprzeciętną, a każdy post niezwykle ciekawy!
UsuńMam podobnie ze zdjęciami...Jednak ostatnio, tych starych, papierowych ich nie oglądam, nie mogę. Wiem, że widok moich niezyjących bliskich za bardzo teraz boli...Jednak niedawno moja ciocia - staruszka przysłała mi zdjecie rodziny z Kaszub. Wywarło na mnie ogromne wrażenie. Bardzo pozytywne. Tamtejsza rodzina sie rozrosła. Są tam wszyscy razem, wszyscy blisko. A rodzina to podstawa, to cos najcenniejszego. Widzę to tym wyraźniej, im mniej moich bliskich jest na swiecie...
OdpowiedzUsuńMy często wywołujemy zdjęcia do ramek, bo jednak namacalne fotki, to co innego, niż te w telefonie:-)
UsuńZ wielką przyjemnością oglądam stare zdjęcia i wysłuchuję historii, które się za nimi kryją. Zatem do dzieła, dziel się z nami tym co masz.
OdpowiedzUsuńI tak sobie myślę, że ten wujek z Australii bardzo się na tym zdjęciu wyróżnia, jest taki nowoczesny w tych przeciwsłonecznych okularach.
Dla nas, jego ubrania, kosmetyki i upodobania kulinarne, to był powiew z wielkiego świata...sami mogliśmy posmakować wielu nowości z PEWEXU.
UsuńStare zdjęcia... lubię do nich czasem zajrzeć.
OdpowiedzUsuńDwa rodzaje starości - zdjęcia rodzinne sprzed II wojny i zdjęcia z czasów, które pamiętam.
A tak, tych najstarszych nie mam, zapodziane w rodzinnych przemianach, a szkoda...
UsuńNiezauważalnie prawie wchodzimy w ten czas, kiedy sami jesteśmy seniorami. Już teraz pełnię rolę seniora rodu, a żona jest dostojną seniorką. Niby w żartach, zaczynam mówić - w przyszłym roku jak dożyję... Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTak mawiała moja babcia, a teraz i nam się zdarza, oj jak ten czas leci...
UsuńOpisuj wszystko co pamiętasz. Przepytuj bliskich, jak oni te same historie pamiętają, zapisuj i drąż. Póżniej ciężko takie historie zebrać, bo pamięć ulatuje i ludzie przekręcają fakty. Piękne zdjęcie i historia. My na dworzec kolejowy chodziliśmy pieszo i wspaniale wspominam Beskid Wyspowy, a mój brat ma zupełnie inne odczucia z tamtego czasu :P
OdpowiedzUsuńSęk w tym, że muszę bazować na swojej pamięci, nie mam już kogo zapytać. Żałuję od wielu lat, że nie spisałam wcześniej wielu wspomnień rodziców i dziadków!
Usuńbywa i tak, moja bratowa jest genealogiem, więc w pewnym momencie wszyscy przymuszeni pytaniami zaczęliśmy spisywać fakty rodzinne. Trochę tego uzbieraliśmy :*
UsuńO, to prawdziwa kronika rodzinna czy rodowa nawet, gratulacje!
UsuńNie tylko jedno zdjęcie potrafi wywołać całą lawinę wspomnień i refleksji.
OdpowiedzUsuńU mnie często inicjują ją także piosenki, filmy, książki...
Kiedyś bardzo lubiłam przeglądać albumy ze zdjęciami, szczególnie wtedy, kiedy odwiedzała nas moja ukochana babcia (to było również jej ulubione zajęcie), ale im starsza się robię, tym te powroty do przeszłości stają się coraz bardziej przykre.
Właśnie uświadomiłam sobie, że wychowałam się na wiosce zabitej dechami, bo u nas furmanki, wozy drabiniaste i dwukółki były najzwyklejszym i najnormalniejszym widokiem jeszcze w późnych latach 90. XX wieku!
Jestem na tak, jeśli chodzi o kontynuację Twojego wspominkowego cyklu.
Dobrego tygodnia, Jotko :) Wybacz, że ostatnio rzadziej się odzywam – mało mnie w Internecie.
Nie wiem czy aż cykl to będzie, zobaczymy, ale dziękuję i Tobie dobrych dni życzę. Jeśli mało gościsz w Internecie, to znaczy, że życie Cię absorbuje, a to raczej dobrze, oby tylko pozytywnie:-)
Usuńgdy tak spojrzę na stare fotki to od razu zauważam w nich brak fotek z koniem... fatalne niedopatrzenie... co prawda nigdy nie zajmowałem się końmi jako takimi, ale jako dzieciak mieszkałem obok składu węgla i widok pojazdów z konnym napędem oraz odgłos podkutych kopyt po bruku był niejako codziennością... no cóż... se ne wrati, takich fotek już nie ma jak zrobić, co najwyżej w ramach odtwórstwa historycznego...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
O widzisz, a ja mam nawet zdjęcie na koniu, wprawdzie to nie arab czy mustang, ale zawsze...
UsuńWspomnienia są świetne. A te ze zdjęciami to w ogóle.
OdpowiedzUsuńSzanujmy wspomnienia!
UsuńUwielbiam zdjęcia! To prawdziwa maszyna czasu... Chętnie wracam do tych bardzo starych i nagle oczami wyobraźni człowiek wszystko widzi tak wyraźnie... Jakbym naprawdę przeniosła się w czasie.
OdpowiedzUsuńMam kilka zdjęć ślubnych, ach jakie piękne suknie...
UsuńMam w rodzinnym albumie sporo bardzo starych zdjęć, zrobionych jeszcze w końcu lat 1890- to istna podróż w czasie. Każda wizyta u fotografa była wtedy wydarzeniem i to niestety dość drogim.
OdpowiedzUsuńOj tak, aż tak starych zdjęć nie posiadam...
UsuńFajne zdjęcie :) mam podobne, bo z pochodzenia też jestem robotniczą chłopką. W sumie bardziej chłopką.
OdpowiedzUsuńWszyscy w jakimś stopniu pochodzimy ze wsi:-)
UsuńAsiu, mam podobnie. Tak właśnie jest, gdy czasem oglądam albumy, zwłaszcza te po moich rodzicach... Życie mija, ale wspomnienia zostają, dopóki żyjemy.
OdpowiedzUsuńA Australia to moje marzenie. Zawsze, od dziecka mnie tam ciągnie.
Pozdrawiam, dobrego listopada!
Och, to może ziści się Twoje marzenie, życzę Ci tego bardzo!
Usuń