poniedziałek, 30 października 2017

Osobliwa lekcja obywatelstwa...

Wstrząsa mną ostatnio mało co, ale ta informacja spowodowała, że zagotowało się we mnie normalnie.
Pan minister od wycinki celebrował bowiem z grupą podobnych sobie święto myśliwych pod patronatem św. Hubertusa.
Myślistwo istnieje i ma się dobrze od zarania dziejów, można powiedzieć.
Polowaniom byłam przeciwna zawsze, bo dzisiejsi myśliwi nie dają zwierzynie żadnych szans, wszak mają broń palną i nie polują z głodu.
Jeszcze gorsze mam mniemanie o kłusownikach, ale to inna odmiana tego procederu. Ale wstrząsnęło mną najbardziej robienie z zabijania dzikich zwierząt rozrywki i wmawianie nam, że to obywatelski obowiązek!
Mało tego, przy okazji mszy , jaka odbyła się przed polowaniem w intencji dobrych łowów (czytaj licznych zwłok zabitych zwierząt) duchowny mówi do wiernych (zapisałam sobie ): potrzeba nam takich bożych ludzi dla polskiej ziemi...
Jak na ironię, pan od wycinki drzew nazywa masowe zabijanie dzików REDUKCJĄ i chwali się , że jego córka została przyjęta do grona myśliwych, a dziadek byłby z niej dumny...
Masakra i wstyd po prostu.
A ponieważ obejrzałam niedawno film Agnieszki Holland POKOT, to tym bardziej ciskałam gromy, gdy takie newsy w mediach podawano.
I na marginesie jeszcze - św. Hubert zaprzestał polowań i oddał się medytacjom, pewnie dla odkupienia swych win popełnionych przeciwko naszym braciom mniejszym.

piątek, 27 października 2017

Antyjanosik

Historia mrożąca krew w żyłach, ale wcale nie w stylu Halloween.
Szlaczek mnie trafił pewnego dnia, gdy w skrzynce na listy znalazłam kopertę z pieczątkami Urzędu Skarbowego i Poczty Polskiej.
W kopercie nie list był ani też wygrana w konkursie.
Koperta zawierała powiadomienie, iż w imię prawa i w świetle dnia codziennego, ode mnie czyli szarej obywatelki ściągnięto haracz na rzecz telewizji polskiej w kwocie 380 zł.

Dlaczego? Bo zalegałam z opłatą, co skutkowało odsetkami i byłam na tyle naiwna, że kiedyś uczciwie założyłam książeczkę abonamentową, więc w/w urzędy miały na mnie namiar i mogły haracz ściągnąć z mojego konta.

Czytałam kiedyś, że ileś tam milionów posiadaczy odbiorników nie płaci i nie zamierza, więc tacy jak ja muszą wspomagać zarząd TVP w utrzymywaniu fanaberii pana Kurskiego.
Tak więc ostrzegam wszystkich zarejestrowanych, którzy o płaceniu haraczu zapomnieli, by nie zdziwili się, gdy zniknie im z konta spora sumka, którą przeznaczyć mogli na bardziej zbożny cel...
WIELKI BRAT CZUWA !

wtorek, 24 października 2017

Czarna owca...

Znacie pewnie popularne określenie, które odnosi się do takiego członka rodziny, społeczności, grupy, który postępuje lub ubiera się inaczej niż wszyscy i ma ta odmienność wymiar raczej negatywny.

Bo przecież w stadzie wszystkie owce białe, nie odróżnisz jednej od drugiej, a tu ta jedyna taka nietypowa, czarna, rzuca się w oczy i niektórzy palcami wytykają, dziwią się, że taki odmieniec się trafił, do nikogo niepodobny, a nawet ekscentryk wielki w wyglądzie lub postępowaniu. W każdej niemal rodzinie taka czarna owca się trafia.
Pracowała kiedyś u nas siostra zakonna, niezwykle charyzmatyczna i dusza człowiek, która mawiała o swoim bracie jako o tej czarnej owcy, bo wszyscy w rodzinie religijni, ona sama przywdziała habit, a braciszek ateista, ale kochała go bardzo i zawsze mieli temat do rozmowy.

Zdarza się, że członkowie rodziny słyną z muzykalności i zamiłowania do sztuki, a jeden z krewnych - jakby mu słoń na ucho nadepnął, ani do grania, ani do tańca, nawet dziwi się, że można chcieć po muzeach latać, skoro w książkach pełno obrazków...
Spotkałam się też kiedyś z przypadkiem, gdy wszyscy w rodzinie studia pokończyli, a jeden z braci prostym robotnikiem wolał być i na zawodówce skończył naukę szkolną, co nie znaczy, że w sensie obycia i oczytania jakimś burakiem był...

Wyliczać można długo, nawet na kartce wypisałam sobie różne znane przypadki (wszyscy rozsądni i spokojni, a jedna osoba w rodzinie szalona w realizacji pomysłów wszelakich; w rodzinie kucharzy i miłośników jedzenia jeden niejadek i przeciwnik stania przy piecu godzinami...) ale nie będę Was zanudzać i rozwijać notki w nieskończoność.

Ciekawe natomiast, czy bywa to kwestia genów z dalekiej gałęzi rodzinnych koligacji czy skłonność do życia pod prąd czy inna przyczyna, być może już zbadana przez fachowców?