piątek, 31 lipca 2020

Dwie sprawy...

Obie sprawy podsłuchane, jedna z realu, druga z mediów.
Obie dają do myślenia.

Idę przez osiedle, z bloku wychodzi starszy pan, z laską i torbą na kółkach.
Spotyka dużo młodszego mężczyznę. Słysze taki dialog:
- I jak Zyguś, moja koperta dostarczona?
- A tak, witam. Wczoraj byłem w Toruniu i zawiozłem swoją, pana kopertę i moich teściów.
- A to dobrze, będę oglądać telewizję, to może darczyńców z nazwiska wymienią?
- Tak pan myśli, ale chyba za dużo tego...
- Zobaczymy, za datki wypada podziękować!
- Zdrowia życzę, do widzenia!
Spojrzałam na starszego pana i moja refleksja była taka, że zamiast wysyłać koperty do Torunia, lepiej by sobie nowe buty kupił lub kapelusz od słońca...
Ale cóż, nie moja kasa, nie mnie boli głowa.
Za to jeden ojciec z Torunia zaciera ręce i prosi o jeszcze.

*****
Druga sprawa zdziwiła mnie nie mniej.
Słyszę mianowicie w TV wypowiedź z ministerstwa zdrowia, jak to urzędnicy przygotowują nas na sezon zachorowań jesienią.
Na pierwszą linię pójdą lekarze rodzinni, do których będzie należało rozróżnienie zwykłej grypy od covid-19.

Ciekawe jak to zrobią, czyżby przez telefon?
Bo u nas przychodnie zawarte przed pacjentami na amen, pielęgniarki jak na barykadach strzegą dostępu nawet do rejestracji.
Zapotrzebowania na recepty wrzuca się do skrzynki.

O dziwo, prywatnie lekarze się nie boją i przyjmują, w dodatku jest drożej, bo to pacjenci płacą za dodatkowe środki ostrożności.

Gdyby ktoś nie wiedział, jak wygląda wizyta w przychodni na telefon ( o ile uda się dodzwonić):
- Dzień dobry, pani doktor, boli mnie gardło
- to na pewno od noszenia maseczki
- ale co z tym dalej?
- proszę wziąć lusterko i zajrzeć głęboko
- ale ja nic nie widzę, słabe światło mam chyba
- to proszę wziąć latarkę i lusterko powiększające
- na mam i co?
- gardło czerwone tylko czy z nalotem?
- czerwone, ale nalotu chyba nie ma...
- pani kupi coś do płukania, a jak nie przejdzie, to słyszymy się znowu...

Nie jest to scena kabaretowa, to autentyczna rozmowa z lekarzem pierwszego kontaktu.


Z ostatniej chwili - liczba zakażeń rośnie, minister przerwał urlop, ale pan premier nie widzi problemu...

środa, 29 lipca 2020

Przed rocznicą...

Całkiem przypadkowo trafiłam na księgę pamięci Powstania Warszawskiego.
Świetny pomysł, według mnie, po szczegóły zapraszam TUTAJ

Jeden prosty gest, niewiele wysiłku, a można spełnić czyjeś marzenie.
Ja już się wpisałam i zachęcam wszystkich.
Zostało mało czasu.

poniedziałek, 27 lipca 2020

Odrobina życzliwości...

Czasami wypada pójść do sklepu, na przykład po nowe donice.
Wybrałam się więc do znanego marketu z różnościami dla domu i ogrodu.
W dziale ogrodniczym donic wielki wybór, wybrana na oko przeze mnie stała wysoko na regale.

Szukam kogoś z obsługi, by pomógł mi tę donicę z regału wydostać.
Proszę pana ubranego na zielono o pomoc, pan grzecznie odpowiada, że później podejdzie, bo zajęty z innym klientem.
O.K. myślę, nie śpieszy mi się, mam urlop.

Kręcę się po dziale, oglądam rośliny, czas mija, pan nadal zajęty.
W maseczce duszno, rozglądam się więc po sklepie w poszukiwaniu innego pracownika.
Jakaś pani myje podłogę, zresztą słyszała, że prosiłam o pomoc, więc chyba to nie jej bajka.

Znajduję w pobliżu pana z działu ŁAZIENKA, siedzi wpatrzony w laptop, znaczy chyba wolny.
- Przepraszam, czy mogę pana prosić o zdjęcie donicy z regału?
- Tam jest kolega...
- Pytałam już, ale ciągle zajęty a ja już długo czekam.

Pan z miną cierpiącego na hemoroidy ruszył się ze swego stanowiska, idziemy razem do działu OGRÓD.
Sprawdził, że kolega faktycznie zajęty, ale koleżanka przy biurku siedzi, nie zagadał jednak do niej, może się bał naruszać jej spokój.
Westchnął tylko ciężko i coś mamrotał pod nosem.
Powoli wziął drabinę:
- to gdzie ta donica?
- ta biała, na najwyższej półce
Pan znowu westchnął, aż mi się go żal zrobiło.
- ale wie pani, to nie mój dział, ja mam inne biurko i inne obowiązki
- ale to tylko chwila...
- muszę chyba biurko przestawić, bo koledzy za bardzo się schowali i wszyscy do mnie...
- no taki pański los, że klienci ciągle głowę zawracają, co za ludzie...
Pan spojrzał z ukosa, ale nic nie odpowiedział.

Za to sprzedawca z innego działu był bardzo uczynny i cierpliwy, nawet sprawdził, kiedy będzie dostawa towaru i poinformował, kiedy najlepiej przyjść, by nie fatygować się dwa razy.
Można? Jak najbardziej!

Ale przy kasach kolejny incydent. Dwie kasy czynne, kolejka rośnie, ale nie czekam długo.
Trzecia kasjerka zajmuje swoje stanowisko.
Jakiś pan podchodzi i mało grzecznie zwraca pani w kasie uwagę, że tylu klientów, a ona sobie gdzieś chodzi.
- Proszę sobie wyobrazić, że nawet kasjerki muszą do toalety, a gdy wychodziłam nie było kolejek wcale...a pan był w toalecie?
Pan nie odpowiedział, strzelił focha i wyszedł, obsłużony przez inną kasjerkę.
No cóż, są ludzie i ludziska.