Telefony komórkowe przyzwyczaiły nas do kontrolowania wszystkich i wszystkiego, niektórzy cały świat mają w komórce, nawet płacą telefonem w sklepie, kontaktują się z bankiem, wysyłają maile.
Telefony jednocześnie ułatwiają i utrudniają życie.
Nie chcę rozwijać tematu wad i zalet tego urządzenia. Jest to raczej wstęp do opowiedzenia historii z telefonem w tle.
Mąż znajomej pracuje zawodowo z przerwami, a kiedy nie pracuje pomaga w domu, robi zakupy, często konsultuje się przez telefon w wielu sprawach, co czasami znajomą drażni, zwłaszcza gdy dzwoni zbyt często i w czasie jej godzin pracy.
Ostatnio rozważają dla męża wcześniejszą emeryturę, bo zaniemógł na zdrowiu, o etat w jego zawodzie trudno, a skoro znajoma sporo zarabia, to nie mają problemu finansowego.
Razu pewnego znajoma była cały dzień w pracy, mąż opiekował się wnukiem, zadzwonił do żony koło południa, ale ona nie mogła odebrać, miała ważne spotkanie.
Po spotkaniu dzwoniła co godzinę, mąż nie odbierał. Po kilku nieodebranych połączeniach zaniepokoiła się, zadzwoniła do sąsiadki, żeby sprawdziła co z mężem.
Sąsiadka słyszała telefon przez drzwi, pukała, ale nikt nie otwierał.
Znajoma zamówiła taksówkę, pojechała do domu, męża nie było, telefon leżał na stole w kuchni.
Trudno było w tej sytuacji cokolwiek postanowić, sprawdziła tylko czy męża nie ma u syna, bo musiała wrócić na ważne zebranie, na którym siedziała jak na szpilkach.
Jaki finał?
Mąż, wyrzucając śmieci spotkał kolegę ze szkoły, poszli na piwo i czas im szybko leciał.
Zapytany, czemu nie zadzwonił natychmiast gdy zobaczył 9 nieodebranych połączeń, stwierdził, że pamiętał o ważnych spotkaniach żony w pracy, a że czasem jest na niego zła za zbyt częste telefony, to nie chciał jej zawracać głowy. Przecież nic złego się nie działo. Zauważył, że była w domu, ale przecież nie zostawiła kartki.
A ona niemal zawału nie dostała, bo upały, front burzowy i mąż mógł zasłabnąć na ulicy.
Tej nocy spała w innym pokoju, bo musiała w samotności odreagować emocje...