W tym roku żegnamy się z Zawoją, pora poznać inne miejsca i porozpieszczać się w różnych SPA lub nadmorskich kurortach. Kondycja już nie ta, sił ubywa, ale chcieliśmy raz jeszcze sprawdzić czy damy radę wejść na Babią Górę, która kapryśną jest.
Zanim wejdzie się na górkę, trzeba zaaklimatyzować się, zwłaszcza jeśli mieszkamy na nizinach.
Zaczynamy więc zwykle od spaceru po Zawoi i okolicach, by sprawdzić, co zmieniło się od ostatniego pobytu i gdzie jadać obiady, by fortuny nie stracić.
Tym razem udało się wejść do kościoła pod wezwaniem św.Klemensa, który z reguły był zamknięty, teraz przed sobotnimi ślubami był dekorowany i można było zrobić zdjęcia.
Drewniany kościół, nawiązujący do architektury szwajcarskiej i niemieckiej uchodzi za najpiękniejszy i największy obiekt architektury drewnianej w Polsce.
Co krok można znaleźć także inne perełki architektury drewnianej, zwykle to najstarsze budynki, bo te współczesne nie mają już tego klimatu...
Tajemniczy jest także budynek przy głównej drodze Zawoi, pewnie dawna kaplica, ale nie znalazłam żadnej informacji komu poświęcona. Kaplic i kapliczek jest w tej okolicy wiele.
Nie omieszkaliśmy skorzystać z najlepszej miejscówki na smażonego pstrąga, inna mniejsza hodowla z restauracją i sklepem - Pstrąg Zawojski.
Zwiedziliśmy także wystawę rzeźby drewnianej Adama Chowaniaka w sympatycznej
Galerii na Uciechę.
Wreszcie niezbyt trudna trasa do wodospadu na Mosornym Potoku...




















.jpg)

.jpg)
