Mówią, że to czasy się zmieniają, że świat jest całkiem inny.
To nie czasy się zmieniają lecz ludzie...
Od jakiegoś już czasu obserwuję, jak zwykły dobry uczynek uważamy za wyjątkowy gest wobec bliźniego, za pomoc w trudnej sytuacji przyznajemy ordery, a za koleżeńską przysługę poczuwamy się do sowitej rekompensaty...
To prawda, dobre uczynki powinny być przykładem dla innych i powinno się o nich mówić, bo to z kolei żaden wstyd.
Kiedyś ogłoszono akcję dla uczniów, które wywołała we mnie mieszane uczucia. Dzieci miały przez jakiś czas robić dobre uczynki (nie było ścisłych wytycznych jakie ) i zapisywać z potwierdzeniem osób dorosłych. Finalnie najlepszy (?) otrzymywał w nagrodę rower.
Nie będę się nad tym rozwodzić, bo to pewnie elaborat można napisać, ale w moim przekonaniu DOBRE UCZYNKI robi się z zasady nie oczekując zadośćuczynienia.
Do podjęcia tego tematu skłonił mnie wywiad dziennikarza ze znanym pisarzem, a dziennikarz ów stwierdził, że pisarz, choć sławny okazał się serdecznym, pomocnym człowiekiem i wcale nie zadzierał nosa.
Doszliśmy więc do etapu (już dawno chyba) że normalność znanych osób, brak gwiazdorzenia i wymyślania kaprysów lub grzeczność w rozmowie uważamy za niebywały ewenement, a zwykła życzliwość urasta do rangi niespotykanej cechy.
Od lat tępię zachowania typu: ty mi przysługę, ja tobie czekoladę. Pyta koleżanka jak może się odwdzięczyć? Uśmiechem i dobrym słowem!
Dlaczego? Bo to działa w dwie strony...gdy ktoś będzie miły lub uczynny to ja też od razu mam lecieć z upominkiem?
A zwyczajne dziękuję nie wystarczy?
Może faktycznie, w świecie, gdzie wszyscy na wszystkich warczą, podejrzewają podstęp, nieszczerość i bóg wie co jeszcze, powinniśmy się zachwycać zwyczajnym ludzkim odruchem pomocy i życzliwości?
środa, 8 listopada 2017
niedziela, 5 listopada 2017
Każdy ma jakiegoś bzika ?
Jak by nie nazywać tego zjawiska, każdy ma jakiegoś bzika, fobię, natręctwo itd.
Czasami nas to drażni u innych, ale bez tego świat miałby mniej barw.
Pamiętacie może detektywa Monka? Jego nerwica natręctw to był wprawdzie hardcore, ale wielu ludzi miewa swoje bziki w nieco mniejszym nasileniu.
Takie na przykład uporczywe przywiązywanie wagi do tego, by przedmioty stały na swoim miejscu, jedni nazywają pedanterią, a inni niemal nie rozwiedli się z powodu dylematu czy stół ma stać 5 czy 10 cm od ściany...
Zdarza mi się zostawiać otwarte szafki, niedokręcone nakrętki, które tak denerwują mojego męża, że ciągle wszystko zamyka i dokręca.
Mam koleżankę, która potrafi przerwać rozmowę, bo widzi, że coś stoi krzywo lub inaczej niż zwykle i musi to poprawić, NATYCHMIAST.
Nie jestem zresztą lepsza, gdy widzę , że coś jest nie tak z książkami na półkach, to MUSZĘ to poprawić, żeby nie wiem co...
Sporo takich bzików związanych jest z jedzeniem, są osoby, które jedzą tylko różowe jogurty, inne rozdzielają jedzenie na talerzu i za nic nie wezmą sosu, bywają smakosze rodzynków, ale zawsze osobno, broń Boże w ciastach lub sałatkach!
Ja np. lubię owoce leśne, ale nigdy w jogurtach...
Bywają też osoby, które czytają skład każdego produktu na opakowaniach i to na głos!
Ja złapałam się na tym, że czytam głośno napisy przy drogach, gdy jadę samochodem, to się powinno leczyć, podziwiam męża za cierpliwość:-)
W temacie higiena bywa też zabawnie. A to bardzo długo wyciera ktoś sztućce, a to ciągle myje ręce i w torebce nosi zawsze chusteczki odświeżające lub żel odkażający.
Mam sąsiadkę, która zawsze sprawdza czy zamknęła drzwi i to kilkakrotnie, a z okien kuchni widuję sąsiada, który obchodzi auto po kilka razy, by sprawdzić czy zamknął drzwi w aucie. Masakra.
Słyszałam też o bziku noszenia wyłącznie czarnej bielizny i skarpetek lub zupełnie gładkich T-shirtów, bez napisów, haftów, naszywek itp.
Oczywiście, niektóre takie bziki i narowy mogą bardzo utrudniać życie, bo jeśli na przykład ktoś za nic nie może skorzystać z innej, niż własna toalety, to w podróżach ma wielki problem...
Obejrzałam kiedyś film o leczeniu nerwicy natręctw i najbardziej utkwiła mi w pamięci kobieta, która notorycznie czyściła piekarniki. Nawet idąc w gości, wędrowała od razu do kuchni i zabierała się za szorowanie pieca. Wyobrażacie sobie?
Może znacie jakieś nietypowe zachowania i przyzwyczajenia?
Czasami nas to drażni u innych, ale bez tego świat miałby mniej barw.
Pamiętacie może detektywa Monka? Jego nerwica natręctw to był wprawdzie hardcore, ale wielu ludzi miewa swoje bziki w nieco mniejszym nasileniu.
Takie na przykład uporczywe przywiązywanie wagi do tego, by przedmioty stały na swoim miejscu, jedni nazywają pedanterią, a inni niemal nie rozwiedli się z powodu dylematu czy stół ma stać 5 czy 10 cm od ściany...
Zdarza mi się zostawiać otwarte szafki, niedokręcone nakrętki, które tak denerwują mojego męża, że ciągle wszystko zamyka i dokręca.
Mam koleżankę, która potrafi przerwać rozmowę, bo widzi, że coś stoi krzywo lub inaczej niż zwykle i musi to poprawić, NATYCHMIAST.
Nie jestem zresztą lepsza, gdy widzę , że coś jest nie tak z książkami na półkach, to MUSZĘ to poprawić, żeby nie wiem co...
Sporo takich bzików związanych jest z jedzeniem, są osoby, które jedzą tylko różowe jogurty, inne rozdzielają jedzenie na talerzu i za nic nie wezmą sosu, bywają smakosze rodzynków, ale zawsze osobno, broń Boże w ciastach lub sałatkach!
Ja np. lubię owoce leśne, ale nigdy w jogurtach...
Bywają też osoby, które czytają skład każdego produktu na opakowaniach i to na głos!
Ja złapałam się na tym, że czytam głośno napisy przy drogach, gdy jadę samochodem, to się powinno leczyć, podziwiam męża za cierpliwość:-)
W temacie higiena bywa też zabawnie. A to bardzo długo wyciera ktoś sztućce, a to ciągle myje ręce i w torebce nosi zawsze chusteczki odświeżające lub żel odkażający.
Mam sąsiadkę, która zawsze sprawdza czy zamknęła drzwi i to kilkakrotnie, a z okien kuchni widuję sąsiada, który obchodzi auto po kilka razy, by sprawdzić czy zamknął drzwi w aucie. Masakra.
Słyszałam też o bziku noszenia wyłącznie czarnej bielizny i skarpetek lub zupełnie gładkich T-shirtów, bez napisów, haftów, naszywek itp.
Oczywiście, niektóre takie bziki i narowy mogą bardzo utrudniać życie, bo jeśli na przykład ktoś za nic nie może skorzystać z innej, niż własna toalety, to w podróżach ma wielki problem...
Obejrzałam kiedyś film o leczeniu nerwicy natręctw i najbardziej utkwiła mi w pamięci kobieta, która notorycznie czyściła piekarniki. Nawet idąc w gości, wędrowała od razu do kuchni i zabierała się za szorowanie pieca. Wyobrażacie sobie?
Może znacie jakieś nietypowe zachowania i przyzwyczajenia?
czwartek, 2 listopada 2017
Spójrz w niebo...
Czy zastanawialiście się, ile razy patrzymy w niebo? Jakimi nazwami opatrujemy ten cały bezmiar nad naszymi głowami: niebo, nieboskłon, niebiosa, niebieski firmament... niby zbadany, podpatrywany, śledzony bezustannie najnowszą aparaturą, a jednak ciągle tajemniczy.
Spoglądamy w górę gdy się modlimy, gdy wspominamy naszych bliskich, gdy wypatrujemy oznak zmiany pogody, gdy wypowiadamy życzenie na widok spadającej gwiazdy, gdy szukamy właściwego kierunku.
W nadmiarze pochmurnych dni wypatrujemy choć skrawka błękitu, bo ten błękit rozświetlony promieniami poprawia humor, przynosi optymizm i wiarę w to, że po każdej burzy zaświeci nam słońce.
Z nieba nadlatują ptaki, samoloty i owady, niebo jest źródłem opadów atmosferycznych, tych życiodajnych w największe upały i tych niosących często śmierć w największe mrozy...
Z nieba spływa na nas strach jak grom , przed którym nie ma ucieczki lub ukojenie niosące nadzieję.
Obserwując z okna własnego mieszkania ten sam skrawek nieba widujemy takie spektakle natury, których człowiek nie odtworzy w żaden sposób.
Gdy w górach zmienia się pogoda, widoki nieba zapierają dech w piersi , ale lepiej być wtedy na kwaterze, niż na wysokości prawie 2000m npm
Jako pasażer samochodu lubię podziwiać niebo wieczorne i zmieniające się kolory, trudne do uchwycenia za kolejnym zakrętem, wybaczcie więc jakość zdjęć robionych przez szybę pędzącego auta...
A tak zmieniał się widok z mojego okna, gdy zbliżały się sławetne wiatry z ulewami, które szalały nad wieloma miejscami w Polsce...
I moja ulubiona wersja nieba wieczornego, wszystkie odcienie różu...jak zorza polarna.
A pamiętacie te wszystkie frazeologizmy związane z niebem?
@ być w siódmym niebie...
@ przychylić komuś nieba...
@ mieć niebo w gębie...
@ wyglądać / obiecać gwiazdkę z nieba...
@ wołać o pomstę do nieba...
@ poruszyć niebo i ziemię...
@ coś spada jak manna z nieba...
@ wszystkie znaki na niebie mówią, że...
Spoglądamy w górę gdy się modlimy, gdy wspominamy naszych bliskich, gdy wypatrujemy oznak zmiany pogody, gdy wypowiadamy życzenie na widok spadającej gwiazdy, gdy szukamy właściwego kierunku.
W nadmiarze pochmurnych dni wypatrujemy choć skrawka błękitu, bo ten błękit rozświetlony promieniami poprawia humor, przynosi optymizm i wiarę w to, że po każdej burzy zaświeci nam słońce.
Z nieba nadlatują ptaki, samoloty i owady, niebo jest źródłem opadów atmosferycznych, tych życiodajnych w największe upały i tych niosących często śmierć w największe mrozy...
Z nieba spływa na nas strach jak grom , przed którym nie ma ucieczki lub ukojenie niosące nadzieję.
Obserwując z okna własnego mieszkania ten sam skrawek nieba widujemy takie spektakle natury, których człowiek nie odtworzy w żaden sposób.
Gdy w górach zmienia się pogoda, widoki nieba zapierają dech w piersi , ale lepiej być wtedy na kwaterze, niż na wysokości prawie 2000m npm
Jako pasażer samochodu lubię podziwiać niebo wieczorne i zmieniające się kolory, trudne do uchwycenia za kolejnym zakrętem, wybaczcie więc jakość zdjęć robionych przez szybę pędzącego auta...
A tak zmieniał się widok z mojego okna, gdy zbliżały się sławetne wiatry z ulewami, które szalały nad wieloma miejscami w Polsce...
I moja ulubiona wersja nieba wieczornego, wszystkie odcienie różu...jak zorza polarna.
A pamiętacie te wszystkie frazeologizmy związane z niebem?
@ być w siódmym niebie...
@ przychylić komuś nieba...
@ mieć niebo w gębie...
@ wyglądać / obiecać gwiazdkę z nieba...
@ wołać o pomstę do nieba...
@ poruszyć niebo i ziemię...
@ coś spada jak manna z nieba...
@ wszystkie znaki na niebie mówią, że...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


