Wielu z nas lubi spacery, niektórzy mają możliwość pójścia za miasto, by nacieszyć oczy miłymi widokami.
Bo co może być miłego w asfalcie, kominach na dachach, sznurach aut, pojemnikach na śmieci...
Na szczęście gospodarze niektórych miast dbają o odczucia estetyczne swoich mieszkańców i ozdabiają przestrzeń miejską rozmaitymi instalacjami, które czynią spacery ciekawszymi.
W moim mieście pojawiają się co jakiś czas a to rzeźby po jakimś spotkaniu plenerowym, a to ławeczki dedykowane znanym osobom, a to klomby zmieniane wraz z nową porą roku, a to figurki żaczków czy wiewiórek.
Niby drobiazgi, a cieszą, nawet nowoczesne przystanki autobusowe z biletomatami to zawsze jakaś nowinka estetyczna.
Dziś pokazuję takie miejskie drobiazgi, które spotykam w drodze do pracy lub w parku.
Niektóre z tych rzeźb pokryte zbyt grubą warstwą farby, z zatartymi szczegółami, zmieniały miejsce docelowe.
Nie wyczerpałam całego wachlarza rzeźb i figur, niektóre może już pokazywałam, inne jeszcze poczekają...
A jakie drobiazgi, niekoniecznie materialne czynią Wasze spacery milszymi co dnia?
czwartek, 28 listopada 2019
poniedziałek, 25 listopada 2019
Do śmierci?
Jeden rząd podnosi wiek emerytalny, drugi obniża.
Prezes ZUS straszy, że zabraknie pieniędzy na wypłatę emerytur i zapowiada obniżkę wypłacanych kwot emerytalnych.
Nasi polscy emeryci nie podróżują jak Niemcy czy Japończycy po świecie, bo wreszcie mieliby czas, podróżują raczej po przychodniach i szpitalach lub dorabiają jak mogą, jeśli jeszcze są w stanie.
Z pism, które ZUS przysyła mi co jakiś czas wynika, że aby starczyło mi na życie, rachunki i ewentualne leki, będę musiała pracować do śmierci pewnie, bo kto wie, ile lat komu pisane? A zachęcają by pracować zawodowo co najmniej do ukończenia 65-67 lat.
Obserwowałam swoich krewnych, przechodzących kolejno na emeryturę, te ciocie, wujków, dziadków...
Pracowali ciężko w różnych zawodach, mało kto cieszył się z dobrym zdrowiem po zakończeniu pracy zawodowej, a my wszyscy znamy historie o kruchości życia na emeryturze, wielu twierdzi, że emerytura to śmierć...
Kiedyś lekceważyłam opowieści o przywilejach przedemerytalnych - w niektórych zakładach pracy obowiązywał tzw. okres ochronny dla pracownika, którego przesuwano na lżejsze stanowisko pracy. Osoby młode czasem uważały to za niesprawiedliwe.
Z tego, co słyszę, i co widzę wokół, nie obowiązują już takowe przywileje, wręcz przeciwnie - tempo życia i pracy wymaga od najstarszych w firmach pracowników efektywności na równi z młodymi.
Nie oszukujmy się, osoba w pewnym wieku może mieć problemy z obsługą skomplikowanych urządzeń, z odszyfrowaniem instrukcji napisanych maczkiem, z dźwiganiem ciężarów, wspinaniem się na drabiny, z tolerancją na hałas, z refleksem itp.
Gdy podnoszono wiek emerytalny, krążyły na przykład dowcipy o starych nauczycielach WF, którzy usiłują zademonstrować skok przez kozła lub inne ewolucje.
Być może są profesje, w których można pracować do śmierci, znacie takie?
Pokazywano w mediach 85 - letniego lekarza, który jeździ z pogotowiem, ale oglądał pacjentów z daleka, a wszystkie czynności siłowe wykonywali sanitariusze.
A wyobrażacie sobie równie leciwego kierowcę autobusu, operatora dźwigu, górnika pracujących efektywnie przez 8 godzin dziennie?
Śmiem twierdzić, że to mało prawdopodobne.
Miałam na studiach zajęcia z profesorem, który ukończył 85 lat. Nikt nie potrafił odczytać jego pisma, a zajęcia polegały na tym, że opowiadał nam, zdartym już głosem o swojej młodości. Nie powiem, ciekawe opowieści, ale merytorycznie w ogóle nie związane z przedmiotem.
Nie mam wprawdzie 70, 80 lat, ale zaczynam odczuwać skutki zmęczenia po całym dniu pracy, do tego często popołudniami fundują nam warsztaty i szkolenia. Dokłada nam się dodatkowe obowiązki bez pytania o akceptację i bez dodatków finansowych za pracę ponad zakres przydzielonych czynności.
Oprócz tego, doświadczony pracownik jest odpowiedzialny za wprowadzenie w tajniki zawodu czy stanowiska pracy młodych pracowników.
Pracodawcy zapominają często, że nie jesteśmy niewolnikami i mamy prawo do rodziny i czasu wolnego.
Spróbujcie zwolnić się na pogrzeb, badania, załatwienie jakiejś pilnej sprawy, a większość z tego odbywa się w godzinach pracy, bo w przychodniach i urzędach też nikt nie chce pracować do nocy.
Patrząc na niektórych posłów czy ministrów twierdzę, ze oni także nie powinni pracować do śmierci...
Prezes ZUS straszy, że zabraknie pieniędzy na wypłatę emerytur i zapowiada obniżkę wypłacanych kwot emerytalnych.
Nasi polscy emeryci nie podróżują jak Niemcy czy Japończycy po świecie, bo wreszcie mieliby czas, podróżują raczej po przychodniach i szpitalach lub dorabiają jak mogą, jeśli jeszcze są w stanie.
Z pism, które ZUS przysyła mi co jakiś czas wynika, że aby starczyło mi na życie, rachunki i ewentualne leki, będę musiała pracować do śmierci pewnie, bo kto wie, ile lat komu pisane? A zachęcają by pracować zawodowo co najmniej do ukończenia 65-67 lat.
Obserwowałam swoich krewnych, przechodzących kolejno na emeryturę, te ciocie, wujków, dziadków...
Pracowali ciężko w różnych zawodach, mało kto cieszył się z dobrym zdrowiem po zakończeniu pracy zawodowej, a my wszyscy znamy historie o kruchości życia na emeryturze, wielu twierdzi, że emerytura to śmierć...
Kiedyś lekceważyłam opowieści o przywilejach przedemerytalnych - w niektórych zakładach pracy obowiązywał tzw. okres ochronny dla pracownika, którego przesuwano na lżejsze stanowisko pracy. Osoby młode czasem uważały to za niesprawiedliwe.
Z tego, co słyszę, i co widzę wokół, nie obowiązują już takowe przywileje, wręcz przeciwnie - tempo życia i pracy wymaga od najstarszych w firmach pracowników efektywności na równi z młodymi.
Nie oszukujmy się, osoba w pewnym wieku może mieć problemy z obsługą skomplikowanych urządzeń, z odszyfrowaniem instrukcji napisanych maczkiem, z dźwiganiem ciężarów, wspinaniem się na drabiny, z tolerancją na hałas, z refleksem itp.
Gdy podnoszono wiek emerytalny, krążyły na przykład dowcipy o starych nauczycielach WF, którzy usiłują zademonstrować skok przez kozła lub inne ewolucje.
Być może są profesje, w których można pracować do śmierci, znacie takie?
Pokazywano w mediach 85 - letniego lekarza, który jeździ z pogotowiem, ale oglądał pacjentów z daleka, a wszystkie czynności siłowe wykonywali sanitariusze.
A wyobrażacie sobie równie leciwego kierowcę autobusu, operatora dźwigu, górnika pracujących efektywnie przez 8 godzin dziennie?
Śmiem twierdzić, że to mało prawdopodobne.
Miałam na studiach zajęcia z profesorem, który ukończył 85 lat. Nikt nie potrafił odczytać jego pisma, a zajęcia polegały na tym, że opowiadał nam, zdartym już głosem o swojej młodości. Nie powiem, ciekawe opowieści, ale merytorycznie w ogóle nie związane z przedmiotem.
Nie mam wprawdzie 70, 80 lat, ale zaczynam odczuwać skutki zmęczenia po całym dniu pracy, do tego często popołudniami fundują nam warsztaty i szkolenia. Dokłada nam się dodatkowe obowiązki bez pytania o akceptację i bez dodatków finansowych za pracę ponad zakres przydzielonych czynności.
Oprócz tego, doświadczony pracownik jest odpowiedzialny za wprowadzenie w tajniki zawodu czy stanowiska pracy młodych pracowników.
Pracodawcy zapominają często, że nie jesteśmy niewolnikami i mamy prawo do rodziny i czasu wolnego.
Spróbujcie zwolnić się na pogrzeb, badania, załatwienie jakiejś pilnej sprawy, a większość z tego odbywa się w godzinach pracy, bo w przychodniach i urzędach też nikt nie chce pracować do nocy.
Patrząc na niektórych posłów czy ministrów twierdzę, ze oni także nie powinni pracować do śmierci...
piątek, 22 listopada 2019
Listopadowa wycieczka
Nie dać się jesiennej chandrze to nie lada wyzwanie, ale czego się nie robi dla zdrowia?
Tak oto wybraliśmy się w ubiegły weekend na wycieczkę w miejsca znane, ale dawno nie odwiedzane, zwłaszcza Żnin, bo do Lubostronia zaglądamy częściej.
Przez Żnin raczej przejeżdża się przy okazji lub zaczyna wyprawę do Biskupina kolejką wąskotorową.
Wysiadamy więc z auta, a tu wita nas aleja gwiazd sportów motorowodnych z głazem Waldemara Marszałka na czele...ale wcześniej jeszcze wyłania się popiersie Jędrzeja Śniadeckiego, trochę niefortunnie przysłonięte znakiem drogowym. Nawet trudno dobrą fotkę zrobić.
Dlaczego akurat tutaj owo popiersie? Bo słynny naukowiec urodził się w Rydlewie koło Żnina.
Kilka kroków dalej słynna żnińska baszta.
Widoczna z daleka pośrodku rynku jest symbolem miasta. Stanowi zabytek architektury późnogotyckiej, pochodzi z pierwszej połowy XV wieku. Pierwotnie Baszta połączona była z drewnianym budynkiem administracyjnym, który uległ spaleniu podczas najazdu szwedzkiego i nigdy nie został odbudowany. W XVIII wieku na czwartej kondygnacji wmontowano mechanizm zegarowy, herb miasta i dzwon.
Baszta jest pozostałością historycznej siedziby władz miejskich. Dzisiaj mieści się tutaj oddział Muzeum Ziemi Pałuckiej.
Powędrowaliśmy dalej ciasnymi uliczkami do kościoła p.w. Najświętszej Marii Panny Królowej Polski, ale nie wchodziliśmy do środka , bo trwała msza.
Za to na przeciw kościoła znaleźliśmy przytulną cukiernię i tam zamówiliśmy pyszną kawę z ciastkiem, dla rozgrzewki i dla przyjemności, a kilka rogalików z jagodami zabraliśmy do domu.
Ze Żnina droga zawiodła nas do Lubostronia, o którym już kiedyś pisałam.
Rozległy park z pałacem zachęca do spacerów, a w restauracji pałacowej można się posilić.
Z auta na parkingu wysiadła młoda para, zapewne na zdjęcia, ale czy nie przypłacili tego zdrowiem, to nie wiem, ale zimno było...
Na zdjęciu widoczna dawna fosa, teraz pełna liści oraz pawilon, gdzie obecnie organizowane są wystawy sztuki i przechowuje się rośliny w czasie zimy.
Zakątków urokliwych park ma kilka, między innymi kamienną wnękę z figurką Maryi, która depcze węża, staw z rybami, piękne alejki i roślinne labirynty.
Pałac Skórzewskich podziwiać można ze wszystkich stron, a i na huśtawce pobujać się , choć raczej takich zabaw unikam...
Polecam Wam jesienne wycieczki, bo chociaz chłodno, to humor wraca jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki :-)
Tak oto wybraliśmy się w ubiegły weekend na wycieczkę w miejsca znane, ale dawno nie odwiedzane, zwłaszcza Żnin, bo do Lubostronia zaglądamy częściej.
Przez Żnin raczej przejeżdża się przy okazji lub zaczyna wyprawę do Biskupina kolejką wąskotorową.
Wysiadamy więc z auta, a tu wita nas aleja gwiazd sportów motorowodnych z głazem Waldemara Marszałka na czele...ale wcześniej jeszcze wyłania się popiersie Jędrzeja Śniadeckiego, trochę niefortunnie przysłonięte znakiem drogowym. Nawet trudno dobrą fotkę zrobić.
Dlaczego akurat tutaj owo popiersie? Bo słynny naukowiec urodził się w Rydlewie koło Żnina.
Kilka kroków dalej słynna żnińska baszta.
Widoczna z daleka pośrodku rynku jest symbolem miasta. Stanowi zabytek architektury późnogotyckiej, pochodzi z pierwszej połowy XV wieku. Pierwotnie Baszta połączona była z drewnianym budynkiem administracyjnym, który uległ spaleniu podczas najazdu szwedzkiego i nigdy nie został odbudowany. W XVIII wieku na czwartej kondygnacji wmontowano mechanizm zegarowy, herb miasta i dzwon.
Baszta jest pozostałością historycznej siedziby władz miejskich. Dzisiaj mieści się tutaj oddział Muzeum Ziemi Pałuckiej.
Powędrowaliśmy dalej ciasnymi uliczkami do kościoła p.w. Najświętszej Marii Panny Królowej Polski, ale nie wchodziliśmy do środka , bo trwała msza.
Za to na przeciw kościoła znaleźliśmy przytulną cukiernię i tam zamówiliśmy pyszną kawę z ciastkiem, dla rozgrzewki i dla przyjemności, a kilka rogalików z jagodami zabraliśmy do domu.
Ze Żnina droga zawiodła nas do Lubostronia, o którym już kiedyś pisałam.
Rozległy park z pałacem zachęca do spacerów, a w restauracji pałacowej można się posilić.
Z auta na parkingu wysiadła młoda para, zapewne na zdjęcia, ale czy nie przypłacili tego zdrowiem, to nie wiem, ale zimno było...
Na zdjęciu widoczna dawna fosa, teraz pełna liści oraz pawilon, gdzie obecnie organizowane są wystawy sztuki i przechowuje się rośliny w czasie zimy.
Zakątków urokliwych park ma kilka, między innymi kamienną wnękę z figurką Maryi, która depcze węża, staw z rybami, piękne alejki i roślinne labirynty.
Pałac Skórzewskich podziwiać można ze wszystkich stron, a i na huśtawce pobujać się , choć raczej takich zabaw unikam...
Polecam Wam jesienne wycieczki, bo chociaz chłodno, to humor wraca jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)











