wtorek, 3 listopada 2020

Jeden obraz...

 


Legenda zaklęta w obraz.

Historia kobiety o imieniu Pero, opisana w dziele rzymskiego pisarza z I w.n.e. Valeriusa Maximusa, a oparta na wcześniejszych przekazach z czasów hellenistycznych.

Ojciec kobiety - Cymon został skazany na śmierć przez zagłodzenie. Córka odwiedzała go w celi i potajemnie karmiła własną piersią.

Po odkryciu tajemnicy, doceniono poświęcenie kobiety i ojca ułaskawiono.

Legenda ta pojawiała się często na freskach rzymskich, a w późniejszych epokach była bezpośrednią lub pośrednią inspiracją dla artystów , takich jak Rubens, Caravaggio, Mellin, Pellegrini i wielu innych.

A obraz ten mogłam podziwiać na zamku w Suchej Beskidzkiej, zwanym Małym Wawelem.

Udostępniono bowiem dla zwiedzających kolekcję sztuki Emila i Marii Zegadłowiczów, którzy swoje zbiory przekazali społeczeństwu.

Wystawę na zamku zatytułowano: MIŁOŚĆ - do człowieka, do sztuki, do natury.

Nie będę się rozpisywać o Emilu Zegadłowiczu, każdy może znaleźć wiele informacji w sieci.

Niechaj przemówią raczej zdjęcia , które być może zachęcą Was do zwiedzenia i zamku i wystawy właśnie.

Zabytek po gruntownym remoncie, mieści muzeum, hotel i restaurację, otoczony parkiem, gdzie dobrze odpocząć w najbardziej upalny dzień,








sobota, 31 października 2020

By nie zwariować ...

 Weekend wreszcie, liczba zakażonych rośnie, politycy gadają głupoty, nie pozostaje nic innego, jak pośmiać się . Humor opowiedziany czy dowcip rysunkowy ratują nas przed całkowitym pogrążeniem się w pesymistycznym podejściu do  rzeczywistości.

Pozbierałam z różnych szufladek, celowo pominęłam politykę i epidemię, by oderwać myśli od tego, co boli lub irytuje. Jeśli macie ochotę, poczytajcie i oglądajcie na zdrowie!

Swoją drogą, chciałabym, by powstał jakiś zbiór haseł pisanych na kartonach na okoliczność demonstracji, bo pomysłowość i adekwatność owych haseł i memów to prawdziwa sztuka.













czwartek, 29 października 2020

W oku cyklonu

 

Słyszałam wiele historii o korzystaniu z porad lekarskich w czasie pandemii. W niektóre trudno uwierzyć, ale miałam okazję sama przetestować, jak to wygląda.

W czwartek bardzo bolały mnie plecy, czułam nawet jakiś stan zapalny, wszak w szkole przeciągi, wietrzenie, nie byłam pewna czy to plecy czy grypa ...

Myślę sobie - w piątek pewnie mniej pacjentów, dzwonię do przychodni, już wiedziałam, że nie grypa, tylko kręgosłup.

Wykonałam tak na oko ze 150 połączeń, raz mnie rozłączyło, gdy już byłam w kolejce oczekujących, ale nareszcie sukces - usłyszałam w słuchawce - jesteś trzeci w kolejce.

Recepcjonistka odebrała, zapytała do jakiego lekarza i przystąpiła do uzupełniania ankiety, nie dziwota, że to tak długo trwa. Przerwałam jej w połowie, mówiąc, że mam problem z kręgosłupem.

Usłyszałam, że pani doktor oddzwoni między 11.00 a 13.00

Telefon zadzwonił przed 11.00 , numer nieznany, pani krótko i mało sympatycznie zażądała wyniku prześwietlenia, które robiłam w marcu i kazała niezwłocznie przyjść do przychodni. Byłam w szoku!

Gorączkowo zaczęłam szukać koperty ze zdjęciem i opisem badania, dowlokłam się jakoś do przychodni, myśląc, że dziwne to, skoro z bolącym kręgosłupem muszę iść, a dla grypy czy anginy teleporada.

Weszłam w oko cyklonu, bo było otwarte, a tam na wejściu zmierzono mi temperaturę, pytając podejrzliwie czy na pewno pani doktor obiecała mnie zbadać, zaprowadzono do pokoju oczekiwań, pielęgniarka zaniosła moją kartotekę i wyniki, ponownie zmierzono mi temperaturę i ciśnienie, i kazano  siedzieć samej w wielkiej poczekalni.

Po kilku minutach wyszła pani doktor, już bardziej sympatyczna i życzliwa, choć miałam wrażenie, że gdyby mogła, badałaby mnie przez szybę.

Wreszcie po krótkich oględzinach sprawności moich kończyn kazała wstać i znowu czekać w poczekalni.

Wyszła po kilkunastu minutach z plikiem papierów, które podała niemal w powietrzu, ledwie chwyciłam, gdy zbliżyłam się nieco, bo nie słyszałam co do mnie mówi , ostrzegła - proszę tam stać!

Czekając w poczekalni zauważyłam, że lekarze siedzą w swoich gabinetach, a pielęgniarki uwijają się jak w ukropie, nosząc kartoteki, mierząc temperaturę i ciśnienie, dezynfekując wszystko bez przerwy, odbierając telefony, pilnując porządku przed wejściem do przychodni, bo czasem jednak pacjenci pojawiali się z różnymi problemami. 

Byłam świadkiem załamania nerwowego u jednej z pielęgniarek, która na korytarzu popłakała się w rozmowie z inną - że nie daje już rady fizycznie i psychicznie, bo miota się między lekarzem na piętrze, a pacjentami na parterze,  wszyscy mają pretensje, w "umundurowaniu" duszno, a ona już niemłoda...