środa, 2 sierpnia 2023

Nuda na emeryturze?

 Wiele osób martwi się, co będą robić z wolnym czasem na emeryturze. Jestem już niemal rok na emeryturze i nie miałam czasu, ani ochoty na nudę. Niedobrze, jeśli żyje ktoś tylko pracą lub życiem innych, zapominając o sobie i swoim rozwoju. Powie ktoś pewnie, że aby korzystać z życia na emeryturze trzeba mieć sporo kasy, jak przysłowiowi niemieccy emeryci. Trochę w tym prawdy jest, ale nie cała prawda. Są aktywności, które nie wymagają żadnych nakładów, a jedynie chęci i otwartości, pasji tworzenia i poszukiwania tego, co dla nas w danym momencie najlepsze i daje radość.

Nie chcę tu rozpisywać się  szeroko na temat oferty zajęciowej dla seniorów, bo w każdej miejscowości znajdzie się takowa, wystarczy zajrzeć do Internetu, a jeśli taka forma spędzania czasu nam nie odpowiada, zadajmy sobie pytanie - co chciałbym/chciałabym robić najchętniej lub jakie talenty warto kontynuować, a być może odkryć nowe?

Gdy odwiedzam zaprzyjaźnione blogi jestem pełna podziwu dla ich autorów, zwłaszcza emerytów za aktywność w  różnych dziedzinach, od pasji czytania i rozwiązywania zagadek, poprzez rękodzieło i kulinaria, aż po ogrodnictwo czy podróżowanie. 

Pamiętam koleżankę z pracy, która po przejściu na emeryturę zaczęła regularnie chodzić na basen, nauczyła się niemieckiego i zrobiła kurs oprowadzania wycieczek. W biurach podróży spotkacie wiele emerytowanych nauczycielek :-)

Jest także inna strona tego medalu. Bywa, że osoby samotne, schorowane nie mają dla siebie wielu możliwości, które dostępne są innym , wypada się zastanowić, jak można im pomóc, uaktywnić, by ich życie w tzw. stanie spoczynku nie oznaczało jedynie oczekiwania na śmierć lub kolejne wizyty u lekarzy. Oczywiście ważna jest także akceptacja takowej pomocy z ich strony, a z tym już różnie bywa.

Dlaczego o tym piszę w ogóle?

Przedstawiłam Wam kiedyś Grażynkę z Dukli -TUTAJ- która na emeryturze właśnie rozwinęła swoje pasje, a teraz przysłała mi zdjęcia swoich prac w zupełnie nowej dziedzinie, zobaczcie sami:



Ja, która tylko kwiatek i domek potrafię narysować kłaniam się nisko! Także za cierpliwość i chęć poszukiwania ciągle nowych możliwości.

A żeby nie było, że tylko po górach i skansenach latam, pochwalę się, że sweterek i chustę skończyłam, zastanawiam się tylko, czy tej chuście frędzle przyprawić?



Nawet jeśli nie macie umiejętności robótkowych, można popróbować działań fotograficznych - tak się kiedyś bawiłam w tworzenie martwych natur, z tego co pod ręką...
A jeszcze na dodatek dostępne sa aplikacje i programy komputerowe do obróbki zrobionych zdjęć.



Inna opcja to powolna wędrówka po swojej miejscowości i wyszukiwanie miejskich ciekawostek.
To także dla zdrowia, gdy licznik kroków nabija kolejne kilometry.


Ci z was, którzy maja już wnuki wiedzą zapewne, że część naszego czasu poświęcamy im właśnie, a gdy trzeba dzieciakom zorganizować czas, to główka pracuje, by różne zabawy i atrakcje wymyślać!
A ile razy nie chciało nam się zrobić czegoś dla własnych dzieci, to dla wnuka - bez dwóch zdań i natychmiast!

Jeśli macie jakieś pasje lub talenty, o których nie wiem, pochwalcie się, proszę w komentarzu, może Wasz przykład kogoś zainspiruje!


niedziela, 30 lipca 2023

Byle blisko...

 Powinnam  robić przerwy w relacjach z urlopowego wyjazdu ( tzn, mąż ma urlop, bo ja emerytka), bo nie będę pisać dziennika podróży, a i po powrocie wiele się dzieje. Myślę, że tematycznie potraktuję te moje zasoby fotek z wyjazdu na Dolny Śląsk i w Sudety, a póki co, trochę ciekawostek z krótkich wojaży. 

Ilekroć pogoda sprzyja i planujemy wypad wakacyjny jednodniowy, to pada hasło - byle blisko! Nie zawsze mamy ochotę spędzić kilka godzin w aucie, bo i kręgosłup już się buntuje, i bardziej cenimy ruch na powietrzu, niż oglądanie świata zza szyb samochodu.

Tym razem padło na Biskupin, który znamy bardzo dobrze, podobnie jak Lubostroń, Wenecję...no po prostu Pałuki. Ale są przecież miejsca, gdzie wracać warto. Tak było i tym razem, bo skansen archeologiczny ożywiły stragany z pysznościami, warsztaty zajęciowe, sympatyczna kawiarnia pod chmurką, a i statkiem po jeziorze można było popływać.
Spodobały mi się te figurki bożków z różnych epok, niczym figury szachowe...trochę podobne do figur z Wyspy Wielkanocnej.
Stoisko z cudownym chlebem w kilku rodzajach i sympatyczna Ukrainka za ladą, która zapraszała do degustacji skiby ze smalcem i ogórkiem kiszonym...
Na ruszcie obok stoiska z wędlinami dopiekała się cała noga świńska, z której później odkrawano plastry smakowitej szynki...
Przed tym straganem było najwięcej klientów, my przyjechaliśmy stosunkowo wcześnie, więc zdołałam zrobić fotkę z całej okazałości oferty! Było także stoisko z serami z małej rodzinnej manufaktury oraz lokalne wina z pałuckiej winnicy nad Jeziorem Żnińskim.
Zajęcia warsztatowe : garncarstwo, zielarstwo, pokazy haftu, papieroplastyka, lekcje muzealne dla dzieci.
W przerwie spacerowania po skansenie pyszna kawa i sernik lub jak kto woli, frytki i kiełbasa z grilla.

Muzeum na terenie skansenu prezentuje wystawę stałą na temat dziejów Biskupina i odkryć archeologicznych oraz wystawy czasowe, co sezon inne, ale równie ciekawe. Tym razem eksponaty wypożyczone z UMK w Toruniu, m.in. szkielet konia z XI wieku oraz mnóstwo ozdób i narzędzi z brązu, znalezionych w miejscowościach wokół jezior pałuckich.
Dysk z Nebry - odnaleziony w 1990 roku na terenie Niemiec jest jednym z najstarszych wyobrażeń mapy nieba i do dziś naukowcy sprzeczają się czy był to tylko symbol kultu, czy przyrząd astronomiczny...

Do domu wróciliśmy z pysznymi nabytkami : z chlebem z dodatkiem prażonej cebulki, z serem pałuckim z dodatkiem czarnuszki i pomidorów oraz z długo dojrzewającą kiełbasą z rodzinnej manufaktury w Bożejewiczkach.

Chcącym zwiedzić Biskupin przypomnę, że można tam dojechać kolejką wąskotorową ze Żnina, a przy okazji zwiedzić też muzeum w Wenecji.  
Na parkingach miejsca sporo, jest też restauracja samoobsługowa i lodziarnia, nie ma problemu z toaletami, można zanocować w zajeździe, a i dla dzieci atrakcji nie zabraknie.
No i nie zapomnijcie odwiedzić muzeum rybactwa po drugiej stronie szosy, bo warto, kiedyś o nim pisałam TUTAJ.

czwartek, 27 lipca 2023

Tony betonu pod ziemią

 Lubię jaskinie i podziemne obiekty, zwiedziłam już kilka takich, ale rzadko się zdarza, by muzeum było jednocześnie miejscem pamięci. Jak podkreślał na każdym kroku przewodnik, w takim miejscu należy zachowywać się godnie, bo było ono świadkiem śmierci ponad 5 tysięcy więźniów zatrudnionych przy jego budowie, a finalnie pracowało tu niewolniczo około 50 tysięcy przymusowych robotników. Więźniowie pochodzili w większości z obozu Gross Rosen.

Nawet obecnie budowa tuneli i umocnień betonowych byłaby trudną sprawą, a cóż dopiero w latach czterdziestych XX wieku, przy użyciu prostych narzędzi oraz siłami wyniszczonych robotników.

Góry Sowie dobrze strzegły swych tajemnic.

Podziemne miasto Osówka, jeden z obiektów  projektu zbrojeniowego RIESE (Olbrzym)
Wpompowano tu takie ilości betonu i stali, że starczyłoby na niejedno miasto, a rycie w skałach Gór Sowich nie ułatwiało budowniczym zadania.
Dla dociekliwych historia TUTAJ
Zanim wejdzie się w podziemne korytarze, jeszcze na powierzchni można obejrzeć pozostałości betonowych budowli. Rozmiar przedsięwzięcia robi wrażenie tym bardziej, że odkryto i udostępniono tylko ułamek całości.
Na starcie każdy dostaje gustowną siatkę na włosy i kask, który faktycznie przydał się mojemu mężowi, gdyż miejscami jest 1,5 m wysokości i w jednym z korytarzy za szybko się wyprostował...
Warto także zabrać ciepłą odzież, gdyż wewnątrz jest tylko 7 stopni, a i buty koniecznie pełne, bo miejscami mokro i ślisko.
Zwiedzać można różnymi trasami, w zależności od zainteresowań i odporności na ekstremalne warunki obiektu.
Pojawiają się także nowoczesne multimedialne ekspozycje, gabloty z eksponatami, przewodnik włącza krótkie filmy ukazujące prace przy budowie obiektu. Trochę mało czasu było na zapoznanie się z wszystkimi ekspozycjami, ale godzina pod ziemią to dość by zmarznąć i poczuć chęć wyjścia na powierzchnię...bo jednak taka budowla to nie jaskinia, ani romantyzmu, ani piękna natury.

Budowniczowie obiektu spotykali wiele naturalnych przeszkód, dziś jeszcze widoczne są małe jaskinie, zbiorniki wody, małe wodospady...

Zwiedzając różne atrakcje i zabytki Dolnego Śląska, spotykamy się często ze wzmiankami o kompleksie RIESE, w skład którego wchodziły także Sztolnie Walimskie oraz kompleks WŁODARZ 
( w sumie siedem obiektów), nawet podziemia zamku Książ przebudowywano z myślą o  działaniach strategicznych wojsk hitlerowskich w czasie II Wojny Światowej.
Wspomniany już na blogu Pałac Jedlinka też miał powiązania z budową nazistowskiego Olbrzyma, tam znajdowała się  baza projektantów, schron i sejf na dokumenty, a sam pałac, jako tajny obiekt otrzymał kryptonim Willa Erika.

Jeśli nawet nie interesują Was  tematy wojenno-zbrojeniowe, warto zwiedzić Podziemne Miasto Osówka lub podobne obiekty, w końcu to kawał naszej historii i miejsce pamięci.