piątek, 20 listopada 2015

Facet czy kot?

Ludzie rozstają się z różnych powodów. O jednej historii postanowiłam napisać, bo rzadko się zdarza, aby powodem rozstania dwojga ludzi był kot.
Ona i On planujący wspólną przyszłość, oboje pod trzydziestkę, a rodzice obojga nie mogli się już doczekać wnuków. Podróżowali, mieli świetną pracę i wsparcie rodziców pod każdym względem. Mówi się o takich, że ptasiego mleka tylko im brakowało...
Pewnego dnia Ona przyniosła do domu kota, pięknego, puszystego, rasowego. Jakież było zdziwienie partnera,gdy oświadczyła, że kot ma być na stałe, żaden tam kaprys, bo było to Jej marzenie od zawsze. A przecież wiedziała, że On ma silną alergię na koty, próbował się kiedyś odczulać, ale niewiele to pomogło, wszak kotów wystarczy unikać. A tu taka niespodzianka ! Nie pomogły rozmowy, awantura, chwilowa separacja na zastanowienie. W końcu On oświadczył swojej zdziwionej rodzinie, że rozstał się z partnerką, bo Ona wybrała kota. Zatem marzenie rodziców obojga młodych o wnukach legły w gruzach. Wisienką na torcie jest fakt, iż tego kota Ona otrzymała w prezencie od swojego byłego...
Czy nasuwa Wam się tu jakiś wniosek, bo mi tak, nawet dwa...

wtorek, 17 listopada 2015

Luksusowa kobieta...

Znałam panią Czesławę jako dziecko i nastolatka. Pracowała w banku, ubierała się elegancko, nigdy nie widziałam jej z siatkami zakupów. Jej mąż był stroicielem fortepianów, pani Czesia była jego drugą żoną. Czasami odwiedzali ich synowie pana domu, światowi ludzie, dla mnie stanowili taką samą egzotykę, jak przybysze z dalekich lądów. Państwo T. przyzwyczajeni byli do pewnych luksusów: perfumy, dobre trunki, codziennie gazeta do śniadania i świeżutkie pszenne pieczywo, najlepsze wędliny (wówczas nierealne), bomboniery itp. Skąd to wiem? Bo jako dziecko biegałam po te gazety i pieczywo zmuszana przez babcię, która z nami mieszkała, a do państwa T. czuła jakąś dziwną atencję. Gdy zmarł stroiciel fortepianów pani Czesława została sama jak palec, synowie męża przestali ją odwiedzać, a ona sama żyła we własnym świecie, nie utrzymując specjalnie kontaktu z sąsiadkami.
Przejście na emeryturę zapoczątkowało upadek pani T. gdyż załapała się na emeryturę ze starego portfela (za mało żeby żyć, za dużo żeby umrzeć) i zaczęło brakować na podstawowe potrzeby, nie mówiąc o tych luksusowych. Najpierw pożyczała od moich rodziców np. na opłacenie telefonu lub spłatę zadłużenia za prąd lub gaz. Potem zaczęła oszczędzać na jedzeniu, kurczyła się w sobie , co widać było gołym okiem. Pomocy nie chciała przyjąć, bo niczego nie potrzebowała (jej słowa). Czasami wyrzucałam jej śmieci lub coś kupowałam, czasami to co kupiła sama, a jej nie smakowało przynosiła dla naszego psa. Nie potrafiła zrezygnować jednak z perfum, wizyt u fryzjera, koniaku.

Gdy zachorowała, jedna z sąsiadek, która była pielęgniarką zaopiekowała się panią Czesławą, umówiła wizytę, załatwiła opiekunkę z PCK.
Lekarz powiedział, że pacjentka jest niedożywiona, zamorzyła się i traci siły witalne. Opiekunka przynosiła obiady, ale podopieczna mało co lubiła. Opiekunka zasugerowała, ze uczesze panią Czesię, to zaoszczędzą na wizytach u fryzjera. Na to pani T. oburzyła się, że z wizyt u fryzjera nie zrezygnuje. Kiedyś opiekunka wściekła się, bo pani T. za ostatnie pieniądze koniak kupiła, a do renty jeszcze daleko było.
Na kilka lat straciłam z oczu panią Czesławę, a gdy zobaczyłam ją po długiej przerwie, prawie jej nie poznałam. Z kobiety eleganckiej, pachnącej perfumami, dostojnej zmieniła się w zasuszoną starowinkę, w zniszczonym ubraniu, która w końcu trafiła do domu opieki, gdyż nie była w stanie mieszkać sama, a i sąsiadki obok też były już stare i schorowane.
Taka w tej historii skojarzyła mi się refleksja, że dla odrobiny luksusu i zachowania resztek godności pani Czesława była w stanie poświęcić zdrowie, a może i życie...

niedziela, 15 listopada 2015

T-shirt prawdę ci powie...

Na pomysł tego posta wpadłam obserwując napisy na ubraniach, głównie na koszulkach i bluzach sportowych. Wiele napisów jest w obcym języku i podejrzewam, że właściciele wymienionych elementów garderoby często nie zdają sobie sprawy, co głosi napis na ich koszulce.
Można tu także zahaczyć o wątek patriotyczny, bo niby czemu chętnie nosimy koszulki z nazwami amerykańskich lub europejskich miast, a nie widziałam koszulek z nadrukiem: I LOVE KRAKÓW, MALBORK IS THE BEST itd. Oczywiście można zobaczyć takowe w sklepach pamiątkami, ale widzieliście by ktoś je nosił? Wszędzie natomiast widuję takie:

Widuje się także komiczne zestawienia typu: starsza, korpulentna niewiasta i napis na koszulce, który wprawia nas co najmniej w zażenowanie, chyba że ma ktoś specyficzne poczucie humoru lub dużą dozę tolerancji.

Najbardziej jednak przeciwna jestem kupowaniu i noszeniu koszulek z wulgarnymi napisami przez bardzo młodych ludzi, zwłaszcza w wieku szkolnym. Ktoś dorosły przecież im te koszulki kupuje i tym samym pozwala na pewne zachowania. Sama widziałam chłopca na boisku szkoły blisko mojego domu, który miał na sobie T-shirt z napisem: SZKOŁA JEST JAK KIBEL, CHODZĘ BO MUSZĘ...
Mogę zrozumieć, że matka dziecka nie widziała co wkładał do szkoły, bo była w pracy, ale po pierwsze ktoś mu tę koszulkę kupił, a po drugie, czy nikt w szkole jej nie zauważył, skoro chłopiec wyszedł na przerwę, to wcześniej musiał być w klasie...

Kiedyś poproszona przez wychowawczynię miałam w klasie 5 pogadankę na temat ubioru stosownego na różne okazje i zapytałam uczniów czy wypada założyć do szkoły koszulkę z napisem, jak wyżej. Jeden z chłopców z bardzo zadziorną miną odpowiedział: a co w tym złego? Ja mu na to odpowiedziałam pytaniem: a gdybyś zaprosił do domu kolegę i on przyszedłby na twoje urodziny z napisem na bluzce: Arek jest głupi i niekoleżeński, byłoby ci miło? Arek stwierdził, że więcej by tego kolegi nie zaprosił....
Myślę, że był to najlepszy przykład dla całej klasy. Dzieciaki miały wtedy na sobie bluzki z różnymi napisami i mało kto wiedział, co naprawdę oznaczają te napisy.
Szukając ilustracji do mojego postu natrafiłam na fajny dowcip wpisujący się w temat, więc zamieszczam z nadzieją, że wywoła on uśmiech na Waszych twarzach....