@ W popularnym markecie w małej miejscowości mnóstwo klientów, czynna tylko jedna kasa, klienci niecierpliwią się. Jeden z nich, wychodząc ze sklepu zauważył kilkoro pracowników sklepu na tzw. przerwie papierosowej.
Pyta więc ochroniarza:
- panie, w sklepie kolejka do kasy, a tu papieroski?
Na to zapytany odpowiedział:
- to Ukraińcy, oni są do rozkładania towaru, nie mają uprawnień na kasę...
@ Na ławce siedzi para, mężczyzna właśnie skończył rozmowę przez telefon i zwraca się do partnerki:
- idziemy do mamy na obiad
- a co jest dobrego?
- nie mówiła, ale na pewno lepsze, niż ty ugotujesz...
@ Na targowisku klient pyta sprzedawcę:
- ma pan jaja?
- no co pan?
- o matko, o kurzęce pytam!
@ na tym samym ryneczku plotkują dwie panie:
- widziałaś, kochana jakie wszystko drogie?
- to się w głowie nie mieści, żeby banany były tańsze od naszych polskich jabłek!
- a węgiel o 100 zł droższy i nie ma na placu. Dobrze, że przed wakacjami kupiłam!
- ale węgiel to nie owoce, żeby zmarzł na wiosnę...
- no kiedyś to do Ruskich wysyłali, ale teraz?
@ Kobieta ciągnie plączące dziecko do domu z placu zabaw:
- ale ja nie jestem zmęczona, nie chcę jeszcze do domu
- ale ja jestem i chcę odpocząć
@ Alejką parkową idą dwie jejmości:
- skaranie boskie z tymi rowerzystami i to wszędzie, na ścieżki rowerowe ich wyrzucić, za miasto!
- ma pani rację, nie znasz dnia ani godziny, stratują!
- a jakie tłumy w parku, ławki wolnej nie uświadczysz, czy ci ludzie domów nie mają?
- chodźmy na herbatę do kawiarni, o tam jest taka nad stawkiem
- pani kochana, ale jakie ceny tam są! w domu trzy herbaty się za to zrobi...
czwartek, 31 sierpnia 2017
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
Słownikowe cuda.
Lubię czasami zajrzeć do słownika języka polskiego lub wyrazów obcych. Nie czytam ich do poduszki, szukam wyjaśnienia niezrozumiałych wyrazów lub zasad właściwego ich użycia, jak wszyscy. Trochę książek, czasopism i innych tekstów w życiu przeczytałam, a ciągle zdarza mi się trafiać na słowa, których nie znam, nigdy nie słyszałam, a nawet, jeśli brzmienie wydaje się znajome, to znaczenie umknęło.
Człowiek uczy się całe życie, a więc i słownictwo warto wzbogacać, nawet jeśli niektórych wyrazów prawie nie używamy, to zachwyca ich brzmienie lub zadziwia pochodzenie.
Maszop – rybak, członek maszoperii czyli spółki handlowej, okrętowej lub rybackiej w dawnych czasach. W Polsce do niedawna istniały maszoperie na Kaszubach i Helu.
Molino – tkanina bawełniana, barwiona lub drukowana, używana na sukienki, poszewki lub prześcieradła.
Leżanina – drewno nadpsute od długiego leżenia w lesie.
Leporello – prospekt, katalog, druk reklamowy w formie tekturowej lub papierowej taśmy, złożonej jak harmonijka i zadrukowanej z jednej lub z obu stron.
(grafika by Eline Gumbert CC BY 3.0 via Wikimedia Commons)
Papatacz – ciastko drożdżowe z rodzynkami i cynamonem.
Osełedec – kosmyk włosów na czubku ogolonej głowy, spotykany niegdyś u Kozaków zaporoskich.
(grafika by Wikimedia Commons CC BY-SA 3.0)
Ombrofob – roślina nie znosząca wody, nawet małego deszczu, rosnąca w klimacie suchym.
Persz – drążek służący artystom cyrkowym do wykonywania skomplikowanych ewolucji cyrkowych.
Czy spotkaliście ostatnio jakieś słowa, które Was zdziwiły?
Człowiek uczy się całe życie, a więc i słownictwo warto wzbogacać, nawet jeśli niektórych wyrazów prawie nie używamy, to zachwyca ich brzmienie lub zadziwia pochodzenie.
Maszop – rybak, członek maszoperii czyli spółki handlowej, okrętowej lub rybackiej w dawnych czasach. W Polsce do niedawna istniały maszoperie na Kaszubach i Helu.
Molino – tkanina bawełniana, barwiona lub drukowana, używana na sukienki, poszewki lub prześcieradła.
Leżanina – drewno nadpsute od długiego leżenia w lesie.
Leporello – prospekt, katalog, druk reklamowy w formie tekturowej lub papierowej taśmy, złożonej jak harmonijka i zadrukowanej z jednej lub z obu stron.
(grafika by Eline Gumbert CC BY 3.0 via Wikimedia Commons)
Papatacz – ciastko drożdżowe z rodzynkami i cynamonem.
Osełedec – kosmyk włosów na czubku ogolonej głowy, spotykany niegdyś u Kozaków zaporoskich.
(grafika by Wikimedia Commons CC BY-SA 3.0)
Ombrofob – roślina nie znosząca wody, nawet małego deszczu, rosnąca w klimacie suchym.
Persz – drążek służący artystom cyrkowym do wykonywania skomplikowanych ewolucji cyrkowych.
Czy spotkaliście ostatnio jakieś słowa, które Was zdziwiły?
sobota, 26 sierpnia 2017
Muszę zabrać głos...
Nie znam się na polityce, na gospodarce także nie za bardzo, jeszcze mniej na prawie czy sądownictwie, ale mam jakieś tam poglądy na różne sprawy i słysząc o tym i owym gotuje sie we mnie wszystko i dochodzi do głosu poczucie niesprawiedliwości. Nie lubię i staram sie nie mówić, że coś jest głupie, bezsensowne, że ktoś kłamie, oszukuje lub nie myśli rozsądnie, bo mogę nie mieć racji.
Mogę natomiast podzielić się swoimi odczuciami, zwłaszcza na temat niesprawiedliwości, a co za tym idzie bezmyślności posłów. Ale co się dziwić, skoro głosują w nocy, na kolanie, w dodatku nie czytając treści ustaw.
Ten długi wstęp powstał do kilku uwag na temat tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Zbulwersował mnie telefon do redakcji jednego z programów TV pewnej pani Ireny, której 95-letni ojciec miał łzy w oczach, gdy usłyszał, że obniżają mu emeryturę.
Za co? Jako młody człowiek przez 3,5 miesiąca bronił z kolegami posterunku granicznego przed bandami UPA, bez wynagrodzenia i z narażeniem życia.
Jeden z kolegów zginął, drugi stracił rękę czy nogę, on sam został ciężko ranny, długo leczył się w szpitalu, został kaleką.
Dzisiaj ten epizod w jego życiorysie spowodował odebranie mu części emerytury.
I nie chodzi nawet o pieniądze, ale o zwykłą uczciwość i godne traktowanie.
Takich przypadków jest wiele, ale posłowie o nich nie pomyśleli, nie zdążyli...wielu starych ludzi nie będzie odwoływać się do sądów, pisać odwołań, a nawet jeśli to zrobią, to wielu rozstrzygnięcia nie dożyje.
Łatwiej jest zabrać wszystkim jak leci, niż popracować nad bublem ustawodawczym, presja wszak była wielka.
Mój wujek jako młody żołnierz także walczył z bandami UPA w Bieszczadach. Żałuję, że nie spisywałam jego wspomnień, ale smarkata byłam, a on niechętnie opowiadał.
Pewnie dziś, gdyby żył też dostałby takie pismo, a pracował sumiennie przez 50 lat, nie należał do partii, a jedyne, czego się "dorobił" to rodzina i drewniana altanka na pracowniczej działce...
Jak go znałam, to pewnie nie skarżyłby się, ale zapadłby jeszcze bardziej w sobie, a smutne oczy pytałyby: ale o co chodzi?
Mogę natomiast podzielić się swoimi odczuciami, zwłaszcza na temat niesprawiedliwości, a co za tym idzie bezmyślności posłów. Ale co się dziwić, skoro głosują w nocy, na kolanie, w dodatku nie czytając treści ustaw.
Ten długi wstęp powstał do kilku uwag na temat tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Zbulwersował mnie telefon do redakcji jednego z programów TV pewnej pani Ireny, której 95-letni ojciec miał łzy w oczach, gdy usłyszał, że obniżają mu emeryturę.
Za co? Jako młody człowiek przez 3,5 miesiąca bronił z kolegami posterunku granicznego przed bandami UPA, bez wynagrodzenia i z narażeniem życia.
Jeden z kolegów zginął, drugi stracił rękę czy nogę, on sam został ciężko ranny, długo leczył się w szpitalu, został kaleką.
Dzisiaj ten epizod w jego życiorysie spowodował odebranie mu części emerytury.
I nie chodzi nawet o pieniądze, ale o zwykłą uczciwość i godne traktowanie.
Takich przypadków jest wiele, ale posłowie o nich nie pomyśleli, nie zdążyli...wielu starych ludzi nie będzie odwoływać się do sądów, pisać odwołań, a nawet jeśli to zrobią, to wielu rozstrzygnięcia nie dożyje.
Łatwiej jest zabrać wszystkim jak leci, niż popracować nad bublem ustawodawczym, presja wszak była wielka.
Mój wujek jako młody żołnierz także walczył z bandami UPA w Bieszczadach. Żałuję, że nie spisywałam jego wspomnień, ale smarkata byłam, a on niechętnie opowiadał.
Pewnie dziś, gdyby żył też dostałby takie pismo, a pracował sumiennie przez 50 lat, nie należał do partii, a jedyne, czego się "dorobił" to rodzina i drewniana altanka na pracowniczej działce...
Jak go znałam, to pewnie nie skarżyłby się, ale zapadłby jeszcze bardziej w sobie, a smutne oczy pytałyby: ale o co chodzi?
Subskrybuj:
Posty (Atom)







